Nazywam się Grażyna Sikorska, a oto moje świadectwo. Dnia 19 marca 2013 roku, jako pracownik filharmonii, miałam poprowadzić koncert w kościele św. Antoniego z Padwy w Bartnikach. Ponieważ tego dnia przypadała dziewiętnasta rocznica śmierci mojej ukochanej Mamy, moją cichą intencją było ofiarowanie go Jej pamięci. W koncercie udział brało pięciu solistów, wśród nich śpiewaczka, pani Marzena Konowalska obdarzona pięknym, anielsko brzmiącym głosem. Nie ukrywam, że była ona jedną z najważniejszych postaci tego koncertu. W czasie podróży okazało się, że jest bardzo przeziębiona i nie słyszy na jedno ucho. Ponieważ jej głos brzmiał nadal dobrze, postanowiliśmy nie odwoływać koncertu. Gdy dotarliśmy na miejsce, zastaliśmy kościół pełen wiernych czekających na nas, ale było upiornie zimno, temperatura ? 10 stopni C. Nie mieliśmy nic gorącego ani rozgrzewającego do picia. W koncertowych strojach, pod stopy podkładaliśmy gazety, a nawet nuty, bo trudno było wystać w miejscu. Mimo to koncert przebiegał w bardzo dobrej, a ze strony publiczności nawet gorącej atmosferze, gdy nagle pani Marzenka poskarżyła się, że nie słyszy, zaczęła drżeć, zbladła, a jej ciało zaczęło sztywnieć. Nie traciła na szczęście świadomości. Byłam przerażona, sytuacja była dramatyczna. Za sprawą Boskiej Opatrzności przyszło rozwiązanie! Poprosiłam, żeby zaraz, mimo wszystko, zaśpiewała jej ulubioną pieśń, która nie była umieszczona w programie. To był utwór szczególny, pieśń Marii Magdaleny do Jezusa z musicalu ?Jezus Christ Superstar?. Występowaliśmy mając po prawej stronie obraz Jezusa Miłosiernego. Wpatrzona błagalnie w Niego, ledwo żywa pani Marzenka zaczęła śpiewać. Najpierw cicho, niepewnie, a po chwili z wielkim żarem i przepięknie. Wszyscy poczuliśmy, że stało się coś niezwykłego! Gdy do nas wróciła szczęśliwa i wzruszona, opowiedziała o tym jak na początku pieśni wielkie gorąco, jakby ogień, przebiegło przez jej ciało, i w tym samym momencie odzyskała słuch, siły i radość życia. Zimno nadal nam dokuczało, ale po zakończeniu koncertu wracaliśmy do domów szczęśliwi. To był wyjątkowy wieczór! Czuliśmy i wiemy, że łaska Bożego miłosierdzia spłynęła na panią Marzenę Konowalską, która została uleczona i do dziś nie ma już żadnych kłopotów ze słuchem. Koncert był chyba miły Panu Bogu, bo nikt z naszego sześcioosobowego zespołu nie dostał nawet kataru ani nie zachorował. A ja cieszę się bardzo i szczególnie wdzięczna jestem Panu Bogu za to, że dane mi było właśnie ten koncert podarować także mojej Mamusi. Chwała niech będzie Panu Bogu, a miłosierdzie Jego niech będzie uwielbione! Amen.