Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Świadectwa z roku 2016

Strona 7 z 44

  1. Renata

    Panie Jezu, dziękuję Ci za możliwość odbycia pielgrzymki do Sanktuarium w Łagiewnikach i za bliższe poznanie św. Siostry Faustyny. Prowadź mnie i moją rodzinę właściwą drogą i obdarzaj zdrowiem. JEZU, UFAM TOBIE!

    Czytaj całe świadectwo

    Panie Jezu, dziękuję Ci za możliwość odbycia pielgrzymki do Sanktuarium w Łagiewnikach i za bliższe poznanie św. Siostry Faustyny. Prowadź mnie i moją rodzinę właściwą drogą i obdarzaj zdrowiem. JEZU, UFAM TOBIE!

  2. Agnieszka

    Kocham Cię, Jezu mój, miłością ułomną, nie przestawaj o mnie walczyć. Uzdrów moje życie. Twoja Agnieszka

    Czytaj całe świadectwo

    Kocham Cię, Jezu mój, miłością ułomną, nie przestawaj o mnie walczyć. Uzdrów moje życie. Twoja Agnieszka

  3. Urszula

    Dziękuję Ci, Panie Jezu, za Twe miłosierdzie! Zmiłuj się nad nami i nad całym światem! Pan mój i Bóg mój!

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Ci, Panie Jezu, za Twe miłosierdzie! Zmiłuj się nad nami i nad całym światem! Pan mój i Bóg mój!

  4. basia

    Ukochany, słodki Jezu, dziękuję za łaskę wiary, za wszystkie dobrodziejstwa i łaski, którymi mnie obdarzasz. Dziękuję szczególnie za tamtą chwilę, Tobie znaną, kiedy nie pozwoliles mi umrzeć, ująłeś mnie za rękę. Jezu, tylko Ty liczysz się.

    Czytaj całe świadectwo

    Ukochany, słodki Jezu, dziękuję za łaskę wiary, za wszystkie dobrodziejstwa i łaski, którymi mnie obdarzasz. Dziękuję szczególnie za tamtą chwilę, Tobie znaną, kiedy nie pozwoliles mi umrzeć, ująłeś mnie za rękę. Jezu, tylko Ty liczysz się.

  5. Mirosław

    Jezu Chryste, dziękuję, że doczekałem pierwszego piątku i błagam: nie opuszczaj Mirosława Antoniego w kolejnym roku życia. Błagam Ciebie, Jezu.

    Czytaj całe świadectwo

    Jezu Chryste, dziękuję, że doczekałem pierwszego piątku i błagam: nie opuszczaj Mirosława Antoniego w kolejnym roku życia. Błagam Ciebie, Jezu.

  6. Marcin

    Dziękuję za Boże Miłosierdzie, które odkrywam każdego dnia, poznając swoją marność i słabość. Proszę św.Faustynę i Jana Pawła II o wstawiennictwo i zdanie egzaminu specjalizacyjnego. Jeżeli jest tak Wola Twoja, Panie.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję za Boże Miłosierdzie, które odkrywam każdego dnia, poznając swoją marność i słabość. Proszę św.Faustynę i Jana Pawła II o wstawiennictwo i zdanie egzaminu specjalizacyjnego. Jeżeli jest tak Wola Twoja, Panie.

  7. Boguslawa

    Kocham Cię, Panie Jezu - Kocham Cię tak bardzo.....

    Czytaj całe świadectwo

    Kocham Cię, Panie Jezu - Kocham Cię tak bardzo.....

  8. Małgorzata

    Nazywam się Małgorzata, mam 35 lat, mieszkam na wsi, należę do parafii św. Michała Archanioła w Wirach, diecezja świdnicka.Oto świadectwo. Moja historia zagubienia zaczęła się gdzieś w 2006/2007 roku od kursu Silvy we Wrocławiu. Myślę, że on zaczął proces "schodzenia w dół" jakbym to nazwała. W sumie na kursie byłam 2 razy, drugi raz pod koniec mojej "ciemnej nocy", pod koniec 2010 roku. W trosce o bezpieczeństwo...

    Czytaj całe świadectwo

    Nazywam się Małgorzata, mam 35 lat, mieszkam na wsi, należę do parafii św. Michała Archanioła w Wirach, diecezja świdnicka.Oto świadectwo. Moja historia zagubienia zaczęła się gdzieś w 2006/2007 roku od kursu Silvy we Wrocławiu. Myślę, że on zaczął proces "schodzenia w dół" jakbym to nazwała. W sumie na kursie byłam 2 razy, drugi raz pod koniec mojej "ciemnej nocy", pod koniec 2010 roku.  W trosce o bezpieczeństwo innych osób przekazuję informację o grupie, która nazywa się Fundacja Świadomość Ziemi. Poniżej opisuję tylko własne doświadczenia, wiedzę o działaniu grupy do stycznia-lutego 2011 roku, ponieważ dzięki łasce Boga, mocą Jezusa Chrystusa, zostałam uwolniona - mocą sakramentów świętych, posługą księdza Adama, naszego Proboszcza i ks. prałata Stanisława.   Z grupą miałam pierwszy kontakt w 2007 lub 2008 roku, poznałam ją przez znajomą Edytę, a później na Zlocie Ludzi Nowej Ery, które miało miejsce w Sobótce w Schronisku. Tam poznałam Helenę i Mariusza, założycieli tej Fundacji. Fundacja zajmuje się uzdrawianiem duchowym, uzdrawianiem dźwiękiem monohordu, rozwojem zdolności telepatycznych, kontaktem ze światem duchowym, można kupić przedmioty, które temu uzdrawianiu mają służyć. Pierwszym przedmiotem, jaki kupiłam, było prześcieradło z napisem miłość i światło, love&light i w kilku jeszcze językach,oraz ze znakiem pieczęci Jezusa i słoneczkiem, od jakiegoś czasu nie jest już sprzedawane przez fundację. Głównym celem fundacji jest jednak poszerzanie świadomości i promowanie tego kontaktu telepatycznego - nauka tak zwanej świadomej telepatii miłości, otrzymywane przekazy są umieszczane na stronie internetowej i w biuletynach - gdzieś od półtora roku nie ma nowych biuletynów - można kupić stare egzemplarze. Na zlocie ludzi nowej ery Helena po raz pierwszy - za moją zgodą - dotknęła mnie i w jej rękach wyprostowała się moja lewa dłoń, czułam chłodną energię w kręgosłupie - dotknęła mojego karku i stopy. Ja jestem osobą niepełnosprawną, poruszam się na wózku inwalidzkim. Dostałam też od nich pierwsze gazetki - biuletyny. Ucieszyłam się, że tak moje ciało może się wyprostować, a mi zależy na zdrowiu. Potem zaczęłam uczyć się tego kontaktu telepatycznego, chciałam pomóc innym i sobie, poszerzać pole miłości i tym samym polepszać życie na Ziemi. Od znajomej dostałam też znaczki z tej fundacji, które miały działać jak odpromienniki - naklejone na komputer, uśmierzać ból, uzdrawiać, pomagać we wszystkim. Kupione naklejki dzieliło się wśród ludzi, aby każdemu żyło się lepiej. Początkowo były to naklejki właśnie z pieczęcią Jezusa i słoneczkiem, później był to symbol, jaki jest obecnie stosowany. Ten nowy symbol, lepszy, ma za zadanie oprócz uzdrawiania, podnoszenie wibracji, zmianę świadomości-dostosowanie człowieka do zmian energetycznych, jakie zachodzą na Ziemi, aby się odnaleźć w nowej rzeczywistości, aby te zmiany zaszły łagodniej na Ziemi. Stosowałam te znaki, nosiłam je na głowie - w formie opaski, rozdawałam znajomym, spałam pod prześcieradłem, nawiązywałam kontakt telepatyczny, byłam na kilku medytacjach, łączyłam się duchowo podczas medytacji miłości, potem zostałam dołączona do uzdrawiania duchowego przez Helenę -za moją zgodą - i w wyznaczonym czasie łączyłam się duchowo i często modliłam się do Archanioła Rafaela modlitwą zamieszczoną na stronie fundacji, do archanioła Czamuela i pozostałych Archaniołów. Mieliśmy częsty kontakt mailowy, z Heleną, z Mariuszem, z innymi poznanymi osobami, dostałam płytę z muzyką i wierszami z przekazów, w mailach pytałam o radę, otrzymywałam wsparcie z przekazów od innych ludzi.   W lipcu 2010 r. wyjechałam z Fundacją na wakacyjny wyjazd do Garbicza - tydzień medytacyjny i też wycieczkę do Berlina. Medytacje odbywały się dwa razy dziennie - rano i pod wieczór, w czasie wolnym Helena wykonywała chętnym masaże - ja nie korzystałam, Mariusz uczył nas automasażu, były ćwiczenia fizyczne, spotkania z przyrodą, dębami, które były bramą, słyszałam od Heleny i Mariusza o duchach przyrody, nie wolno nam było ingerować w ich losy, kto miał tą zdolność widzenia albo słyszenia opowiadał o tym, co drzewa mówią czy duchy przyrody. Albo czytałam w biuletynie albo słyszałam od Heleny, że pokazała się jej piękna dewa.     Na wyjeździe do Berlina mieliśmy siać kwiaty i ja jeden widziałam, byłam szczęśliwa, że pomagam Bogu, bo przecież Bóg jest Miłością. Medytacje początkowo miały być chronione przez Michała Archanioła, przekazy miały być weryfikowane przez nas samych, bo na etapie nauki mogły być nieczyste, zakłócone prze ego itd. Jednak ja nie słyszałam przed rozpoczęciem medytacji, w których brałam udział, o takim zabezpieczeniu nigdy. To, co działo się podczas medytacji, przekazywali albo Helena albo Mariusz, albo Ewa, Ci, co widzieli i słyszeli. Po medytacji dzieliliśmy się swoimi odczuciami - ja odczuwałam wiry, a w Garbiczu zaczęłam widzieć - klucze, a potem ten kwiat w Berlinie. Wiedziałam o licznych podróżach fundacji i kiedy mogłam dołączałam się do nich duchowo i energetycznie wspierałam. Z jednego z biuletynów wyczytałam, że szkoda, że w jakimś sanktuarium wisi na krzyżu Jezus, bo niepotrzebnie energie cierpienia tam jest, zobaczyłam znak kroma i zrobiłam go z modeliny i umieściłam nad drzwiami w moim pokoju; zamiast krzyża, zrobiłam też mandalę. Kilka razy wpłaciłam jakieś niewielkie pieniądze na cele fundacji, ale więcej dostawałam. Wyjazd do Garbicza był dla mnie w bardzo przystępnej cenie, dostałam duży upust. W przekazie w fundacji pojawiła się dziesięcina, ale do niczego nikt nie przymuszał, ja zrobiłam dla fundacji dwa znaki Ducha Świętego - jak w tedy myślałam - z modeliny i dałam je w Garbiczu, tak z potrzeby serca i wdzięczności.     W Garbiczu też uczestniczyłam w szałasie potów, indiańskiej ceremonii, na początku z szacunkiem przywołano cztery kierunki, cztery  żywioły, cztery strony świata. Ja miałam z uwagi na temperaturę w szałasie zostać na zewnątrz. Jednak bez słowa weszłam do środka, wcześniej oczyszczona ziołami - podobnie jak kadzidło, i piórem szamana. W środku były cztery rudny, po każdej możliwość wyjścia, siedzieliśmy z całkowitym mroku i gorącu, wilgoci, polewanych gorących kamieni, które były pośrodku, taka ceremonia oczyszczenia. Ponieważ nie chciałam nikogo dodatkowo męczyć wkładaniem i wyciąganiem mnie z szałasu, to zostałam na przerwach wewnątrz, leżałam na boku i kiedy poprosiłam Marka, żeby mnie posadził, on podniósł mnie i jedno kolano nacisnęło mi na drugie, w ułamku sekundy zobaczyłam zdarzenie z przeszłości, bo kiedyś Tato niechcący nacisnął mi na kolano i sądziłam, że jest skrzywione. Zatem pomyślałam, byłam przekonana, że zostało uzdrowione. Trochę bolało, ale zaraz nakleiłam znaczki i ufałam, że przejdzie. Byłam bardzo szczęśliwa.     W Garbiczu poznałam chłopaka, którego pokochałam. On też pomagał mi wyzdrowieć, zrobił mi jeden zabieg Polarity dzień przed szałasem i jeszcze raz przed wyjazdem z Garbicza. W Garbiczu jeszcze nie byłam pewna swoich uczuć, ale kiedy się z nim żegnałam, gdy go błogosławiłam, to już wiedziałam, że jest dla mnie bardzo ważny, zaprosiłam go na zlot ludzi nowej ery do siebie.     W Garbiczu Helena znów mnie dotknęła, podobno wyciągany mi był kręgosłup w górę, ale ja to zablokowałam. Helena też opowiadała o elastyczności ciała, że była przygotowywana przez Istoty miłości do wielu zadań (poprzez rozciąganie ciała) i widziałam, jak jej ręka została wykręcona tak, jak jest skrzywiona moja, i potem wróciła do normy, to mnie jeszcze bardziej zbliżyło do Heleny. Uczestniczyłam też w medytacji, gdzie Helena przemawiała głosem, jak myślałam Maryi, do kobiety w stanie błogosławionym, która została do nas przyprowadzona z prośbą o pomoc, bo od trzech miesięcy cały czas płakała, wsparliśmy ją we wspólnej medytacji, podczas której Helena uspakajała ją tym właśnie głosem.        Przed wyjazdem z Garbicza dostałam od nowych znajomych dwie książki "Jezus rodzi się w Tobie" i "The Journey" oraz obrazek Jezusa, który trzyma w aurze, takim jaju człowieka. Książka "Jezus rodzi się w Tobie" była odpowiedzią na moje zdanie, jak po czasie myślę, obrony Kościoła w Garbiczu. Po jednej z wieczornych medytacji rozmawialiśmy o tym, śmieszne, bo ja sobie jadłam jabłko (jak Ewa w raju), a osoby wypowiadały się o Kościele, że nie ma czego śpiewać, bo wszystko jest o grzechu, który przecież nie istnieje, że w Zdrowaś Maryjo nie powinno być i w godzinę śmierci naszej (dostałam jakąś nową wersję tej modlitwy), że po prawidłowym odczytaniu Hebrajskich słów Jezusa prawda jest taka, że modlił się: Ojcze-Matko. Ja czułam się zdziwiona, bo ja chodziłam do kościoła, mówiłam, że to nie prawda, że Kościół wcale nie jest taki zły, że nie jest doskonały, ale przecież możemy go zmieniać miłością, bo my nim jesteśmy, zaczęłam śpiewać pieśni, które są pełne radości i miłości, jakie znam z Kościoła. Rozmowa zakończyła się ciszą i niby nic, ale jednak. Ja wtedy myślałam, że jedno działanie nie wyklucza drugiego, że nie muszę rezygnować z tego, w czym zostałam wychowana, do czego byłam i jestem przywiązana, mimo już moich własnych wątpliwości.     Po powrocie do domu zajrzałam do tej książki "Jezus rodzi się w Tobie", gdzie bardzo ostro krytykuje się Kościół, jako wymysł człowieka, jako władzę opartą na strachu, książka bardzo ciężka i niezrozumiała, więc jej nie przeczytałam do końca, zawiera jakieś dekrety, czyli pseudo modlitwy. To, co dało mi do myślenia, to to, że było w niej napisane, że Komunia Święta jest ułudą, mającą na celu odwrócenie uwagi od prawdy, czyli tego, że Bóg rodzi się, jest we mnie, że złudne jest pojęcie zewnętrznego Boga, utrzymywanego przez Kościół, od tego prawdziwego, wewnętrznego. Już od jakiegoś czasu wątpiłam  w sakrament spowiedzi, a teraz zaczęłam zastanawiać się nad Komunią.   Od powrotu z Garbicza zaczęłam czuć w sobie niepokój. Kiedy przyjechał ten chłopak, w którym się zakochałam, zrobiliśmy jeszcze inny nowy znak dla Fundacji, byliśmy na Zlocie Ludzi Nowej Ery, zrobił mi kilka zabiegów Polarity, także mojej mamie, a ja wspierałam go medytacją. Rozmawialiśmy o rodzicach, dowiedziałam się wtedy, że jego mama Gg nęka smsami, żeby się opamiętał, że jest w sekcie i że się od niej wyprowadził. Ja już wtedy często nie mogłam porozumieć się z mamą, ale jednocześnie też mówiłam mu, że skoro rodziców sami sobie wybraliśmy, to musimy szukać zrozumienia w sobie dla nich i że to jest nasza lekcja. Celowo nie wymieniam go z imienia, bo wierzę, że kiedyś sam złoży swoje świadectwo, tu chodzi wyłącznie o mnie. Ten chłopak czytał Białą Księgę i powiedział mi, że tam jest napisane, że osoby, które wierzą w to, że Jezus przyjdzie w ciele ponownie za Ziemię, czyli zewnętrznie, śpią po śmierci i że to jest bardzo smutny widok.   Po Jego wyjeździe, to był początek września, zaczęłam czuć się co raz gorzej, odczuwałam strach, zamiast błogosławieństwa w mojej głowie pojawiały się przekleństwa na Boga, co sprawiało, że bałam się co raz bardziej, czułam ucisk w klatce piersiowej, przestałam się w ogóle modlić ze strachu przed przekleństwem. Odchodziłam od zmysłów, pisałam o tym Helenie, temu chłopakowi, innym osobom, starałam się coś zrobić, ale byłam bezsilna, dręczona i budzona w nocy, jeśli w ogóle mogłam spać. Podobno przychodziłam do Heleny w snach, dostałam od niej kolejną książkę i zapewnienia o modlitwie... Nie mogłam się śmiać, cierpiałam, nie mogłam płakać, z obojętnością patrzyłam na ostatnie dni życia i wiadomość o śmierci cioci. Moja mama strasznie cierpiała z mojego powodu, a ja nie czułam do niej nic. Serce z kamienia. Myślałam, że może to depresja, byłam u lekarzy, ale bałam się zażywać tabletek, zażyłam może dwie. Szukałam wyjścia w medytacji, w technikach metody Silvy, prosiłam o modlitwę.     Bogu dzięki za modlitwę, moja przyjaciółka namawiała mnie na kontakt z księdzem egzorcystą (wcześniej ostrzegała mnie przed  fundacją, zresztą Bóg ostrzegał mnie w różny sposób przez przyjaciół, pytał jak New Age ma się do wiary w Boga? Czy Silva to nie szarlataństwo?), kilka razy próbowałam się skontaktować z księdzem Szaradą, ale nie wystarczyło mi odwagi. Przyjaciółka modliła się za mnie u św. Jadwigi, przywiozła mi różaniec i silne odczucie, że ten strach został już zabrany. W końcu kilka razy napiłam się święconej wody; raz poczułam ulgę, która trwała przed jeden dzień. Potem za namową przyjaciółki poprosiłam mamę, żeby włożyła mi pod poduszkę szklany różaniec. Pewnego dnia mama wyjęła go, bo pękł.   Pewnej nocy usłyszałam Jezusa, który przyszedł i powiedział "Ja już dawno to wszystko zabrałem na Krzyż!". Zaczęłam słuchać religijnych pieśni "Pan jest pasterzem moim", "Ty tylko mnie poprowadź"(które puszczałam w kółko) i tak powoli, jeden dzień spokoju lub względnego spokoju i następny bardzo trudny. Aż wreszcie Jezus Miłosierny uwolnił mnie, wskazał, co mam zrobić. Kochana Maryja otoczyła mnie i wyprosiła łaskę dla mnie.   Z pomocą przyjaciółki pozbyłam się, spaliłam lub podarłam, wszystko, co mogłam, napisałam maila do Heleny, że odchodzę, że to nie moja droga - aż widziałam strugi zielonego światła, wiedziałam już, co przeżyłam. Poprosiłam o spowiedź (generalną, wiedziałam, że taka ma być, chociaż nigdy o tym nie słyszałam) i w Wielki Czwartek odnowiłam przyrzeczenia chrzcielne. Zostałam uwolniona na chwałę Boga Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.   Zerwałam wszelkie kontakty z fundacją, nie mam zamiaru wracać też do Silvy, wiem, że nie raz jeszcze będzie trudno, ale nigdy nie jestem sama, zawsze jest Bóg! Był ze mną, pozwolił mi się zagubić, aby mnie odzyskać, abym na nowo poczuła, jak bardzo mnie kocha mimo grzechów i ponad wszystko, że aż umarł za mnie na świętym Krzyżu i zmartwychwstał dla mnie. Długo jeszcze dochodziłam do siebie, cierpiałam, wiedząc, gdzie byłam i gdzie poznałam miłość, że ten chłopak także cierpi, że nie jest bezpieczny, a ja muszę odejść i jego też zostawić. Wierzę Maryi, której go oddalam, i Jezusowi, że go mocno kochają i że jest dzięki temu bezpieczny. Bogu bardzo za to dziękuję. Pan Bóg obdarzył mnie szczególną łaską, ponieważ poprowadził tę miłość i pewnego dnia odczułam w sercu wielką radość połączoną z odczuciem, że ten chłopak jest już wolny. Uważam, że tę łaskę wyprosiły mu Matki: jego i Maryja. Nie chcę nikogo potępiać, bo to ja zgrzeszyłam, to ja się wpakowałam w g..., to ja zwątpiłam. Chcę jeszcze powiedzieć, że to, co przeraża ludzi z zewnątrz, mnie nie przerażało, wydawało mi się, że nic złego się nie dzieje. Na szczęście, jedynym wyjściem jest i zawsze będzie modlitwa:) Tak właśnie przedstawia się najboleśniejszy i najpiękniejszy czas mojego życia, dotychczasowego. To wielki cud. Proszę o modlitwę za mnie, za Edytę, która była pierwsza związana z tą grupą i nie jestem pewna, czy mnie posłuchała. I dziękuję za wszystko. Z Bogiem. Gosia

  9. Ewa

    Przepraszam Cię ,Miłosierny Jezu, za wszystkie grzechy moje, mojej rodziny i moich przodków. Ty wiesz wszystko..., a mimo to błogosławisz nam wszystkim. Dziękuję Ci, dobry Boże, za wszystko. Ufam Twemu miłosierdziu. Ufam Tobie!

    Czytaj całe świadectwo

    Przepraszam Cię ,Miłosierny Jezu, za wszystkie grzechy moje, mojej rodziny i moich przodków. Ty wiesz wszystko..., a mimo to błogosławisz nam wszystkim. Dziękuję Ci, dobry Boże, za wszystko. Ufam Twemu miłosierdziu. Ufam Tobie!

  10. Kasia

    Dziękuję Ci, Boże, za wszelkie łaski, którymi w Twoim miłosierdziu obdarzasz naszą rodzinę. Dziękuję Ci, Maryjo, że w trudnych momentach znajdujemy schronienie pod Twym płaszczem. Przepraszam za wszystkie upadki i zwątpienia. Jezu, ufam Tobie...

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Ci, Boże, za wszelkie łaski, którymi w Twoim miłosierdziu obdarzasz naszą rodzinę. Dziękuję Ci, Maryjo, że w trudnych momentach znajdujemy schronienie pod Twym płaszczem. Przepraszam za wszystkie upadki i zwątpienia. Jezu, ufam Tobie...

  11. Elżbieta

    Panie Jezu, mój ukochany Przyjacielu. Dziękuję Ci za każdy dzień, który od Ciebie dostaję, za każdą radość i troskę. Ludzie ciągle proszą, a co z podziękowaniem. Nie proszę o nic dla siebie, tylko dla mamy, a od siebie dziękuję Ci, że mnie obudziłeś i dałeś tak wielką łaskę wiary. Dziękuję Ci, że dałeś mi swoją Matkę, by i moją była. Dziękuję Ci za każdy pojedynczy dzień i oddaję Ci moje radości i cierpienia. Cała...

    Czytaj całe świadectwo

    Panie Jezu, mój ukochany Przyjacielu. Dziękuję Ci za każdy dzień, który od Ciebie dostaję, za każdą radość i troskę. Ludzie ciągle proszą, a co z podziękowaniem. Nie proszę o nic dla siebie, tylko dla mamy, a od siebie dziękuję Ci, że mnie obudziłeś i dałeś tak wielką łaskę wiary. Dziękuję Ci, że dałeś mi swoją Matkę, by i moją była. Dziękuję Ci za każdy pojedynczy dzień i oddaję Ci moje radości i cierpienia. Cała jestem Twoja teraz i na wieki. Niech będzie wola Twoja, Panie, każdego dnia mojego życia. Zaufałam Ci. Dziękuję Ci i kocham Cię.

  12. Urszula

    Dziękuję Ci, Panie Jezu, ze mój tato przeżył, gdy trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Proszę o łaski dla niego i naszej rodziny.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Ci, Panie Jezu, ze mój tato przeżył, gdy trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Proszę o łaski dla niego i naszej rodziny.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina