Chcę za wszystko, Panie, podziękować Tobie, ale prosić o nic Ciebie nie umiem... Widząc to, ile otrzymałem i ile Twej miłości jest na świecie. Nie chcę prosić, bo chcę ufać, ale nie ufam prawdziwie, bo upadam i zasługuję na swoją nędzę. Ty nigdy się nie odwracasz, a ja, będąc tylko pyłem i grzesznikiem, umiem tylko wznosić wzrok do nieba. Nie czuję smutku, nie czuję żalu, jestem pustką bez Ciebie, bo tylko Ty umiesz wypełnić me serce, a mimo to nieustanie zawodzę Cię... Nie umiem uratować innych, nie potrafię zmienić świata, umiem tylko dryfować niczym liść po tafli wody w ogromnie Twojego miłosierdzia. Choć tak wiele Ci zawdzięczam, nie umiem wyrazić tego, co czuje me serce. Bo słowa, to tylko słowa. W otchłani tylko Ty wyciągnąłeś do mnie dłoń, a ja choć żyję, to martwy jestem... Martwy, zawsze bez Ciebie. Nie mam odpowiedzi, nie wiem, czego oczekujesz, nie wiem, o co prosisz? Tylko o miłość? Ile mogę jej wykrzesać ze swojego pękniętego serca? Wszystko, co mam, przecież jest Twoje, ale Ty o nic nie prosisz, niczego nie chcesz. A ja żyję każdego dnia i nie wiem, co robić. Nie umiem odwrócić się i uciec, wiec trwam w brudzie i błocie ze swoimi grzechami, patrząc w niebo... Nie oczekuję nagród ni wybawienia, bo Ty nim jesteś. Pragnę tylko świętej woli Twej spełnienia...