Rok temu zachorowalam na nowotwor złośliwy węzłów chłonnych. Ponieważ jestem ratownikiem medycznym, wiem trochę więcej niż przeciętni ludzie. Jestem osobą wierzącą i praktykującą, przynajmniej tak mi się wydawało. Mąż mój cały czas był dzielny, jednak jak przywiózł wyniki, to bardzo płakał. W pierwszej chwili pociemniało mi w oczach, życie jak film przesuwało się kadr po kadrze, mimo że trwalo to zaledwie kilka sekund. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na ścianę, na której wisi obraz Jezusa Miłosiernego i powiedziałam tak z głębi serca, jak dziecko: "Jezu, ufam Tobie, Ty się mną zajmij, mną i moją chorobą, i bliskimi." W tym momencie zalała mnie niewypowiedziana Boża miłość i pokój. To niesamowite, jak Jezus mnie przeprowadził przez chorobę, chemię i ten 8-miesięczny czas. Jezus jak najlepszy Tatuś zajął się wszystkim i wszystko miałam NAJLEPSZE!!! Chcę dodać, że nie skorzystałam z żadnej ZNAJOMOSCI!!! Wszystko, wszystko zostawiłam Jezusowi Miłosiernemu. Jak było mi ciężko i cierpiałam, zamykałam oczy i mówiłam: JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ. Właściwie musiałabym napisać książkę. Dodom tylko jeszcze, że Jezus przychodził do mnie codziennie w Komunii św. do mojego domu!!! Dał mi kochanego kapłana Jakuba, w którym widziałam Miłosiernego Jezusa. Niech Miłosierny Pan będzie UWIELBIONY. JEZU, UFAM TOBIE .TY SIĘ MNĄ ZAJMIJ!