Przesylam Siostrom jeszcze jedno moje świadectwo, w którym opisuję o ciężkich przeżyciach podczas choroby synka, jego uzdrowienie oraz mój powrót do Pana Boga. "Największe ubóstwo i bieda polega na tym, gdy ktoś myśli, że sobie da radę bez Boga" - św s. Teresa. Kiedy w naszym życiu zaczyna się wszystko sypać, czujemy bezradność, a zwłaszcza jeżeli chodzi o nagłą chorobę dziecka. Stajemy przed diagnozą i mamy wrażenie, że nastąpił koniec świata. Przestajemy liczyć godziny, dni, świat, który istniał wokół nas, nagle staje się niczym. Pustka. Cisza. Tak było u mnie, gdy pod koniec 2016 roku mój synek otrzymał diagnozę guza móżdzku. W bezsilnosci zaczęłam się modlić, prosić, aby mój synek nie cierpiał, aby nie było żadnej chemioterapii. Powrót do domu ze szpitala, próba normalnego życia, znowu prześwietlenie kontrolne, i to uczucie, że nie można nic zrobić tylko czekać. Tak przez rok. Nie bylo chemioterapii, nie było złego samopoczucia przez guza, mały czuł się świetnie. Panie, chwała Tobie, wysłuchałeś! Pod koniec 2017 roku diagnoza: guz nieznacznie powiększony, najprawdopodobniej nowotwór, trzeba operować. Pamiętam jak dziś, kiedy przyjechaliśmy ze szpitala, od razu poszłam do kościoła. Usiadłam i nie wiedziałam, co mam powiedzieć, mialam pustkę w głowie, żadnych myśli, nic. Dzień po dniu modlitwa. Po 15 latach poszłam do spowiedzi św. I nagle wszystko zaczęło się zmieniać, zaczęłam czuć obecność Ducha Świętego, uczucie najpiękniejsze, trudne do opisania w słowach: miłość, spokój, modlitwa z uśmiechem na ustach. Ja, matka, której dziecko ma być operowane, czuję mocno wewnętrzny spokój, przestaję płakać, czuć ten okropny strach. To wszystko zniknęło. Dziś mój synek jest zdrowy, guza nie ma i nie pojawił się nowy. Po operacji w szybkim tempie wrócił do normalności. Nie było chemii, nie ma żadnych skutków pooperacyjnych. Jakiego Pan Bóg go stworzył, takiego mi oddał - zdrowego. Lekarze byli zdziwieni, że guz, który nie dawał żadnych objawów, został tak wcześnie wykryty; określili to jako "szczęście". A ja wiem, że tym szczęściem był powrót do Boga. Zmienił wszystko, moje dotychczasowe życie nie istnieje, stałam się inną osobą. Uświadomił mnie, że bez niego nie da się żyć. Jego miłość, miłosierdzie jest do nas ogromne, mimo naszych wszystkich grzechów. Nie możemy bać się podać ręki Jezusowi, On czeka na nas wszystkich. Nie decydujmy za Niego, mówiąc sobie, że nie będę korzystać z sakramentów, chodzić do kościoła, modlić się, bo mam takie grzechy na karku, że On mi tego nie wybaczy. Wybaczy i czeka na ciebie! Dziś wiem, że nic nie jest w stanie odłączyć mnie od Jezusa; On tak bardzo mnie kocha i będę starała się iść razem z Nim. To świadectwo jest dowodem mojej miłości do Ciebie, Boże! Ojcze mój! Oddaję Ci całe moje życie. Mam nadzieję, że to ,co napisałam, uświadomi niektórym, że Bóg istnieje naprawdę, słyszy nasze słowa, myśli, jest radosny! Dzięki Ci, Panie, za osoby, które postawiłeś na mojej drodze w tych trudnych chwilach. Ci całkowicie obcy wcześniej ludzie stali się moimi przyjaciółmi. Dziękuję, Boże! Natalia