W Lipcu 2017 r. na prośbę p.Ireny Koft rozpoczęłam z wielkim trudem (zmęczenie po udarze i działalnością patriotyczną,religijną,społeczną i artystyczną) reżyserię "Światła Fatimy". Nie miał kto tego zrobić na 100-lecie objawień Matki Bożej w Fatimie. Ale jakieś pół roku wcześniej nim podjęłam decyzję, że przyjmuję tę pracę (wolontariat), obiecałam sobie, że zmieniam życie, gdyż ze smutkiem czułam, że i starość, w tym brak sił, i że całe życie to działalności dla Boga właściwie mało. Refleksje doprowadziły mnie do płaczu i postanowiłam jakoś tak spontanicznie sięgnąć po książeczkę dot. Maryi, którą mi podarował śp. ksiądz Jerzy Popiełuszko ze swoim autografem i nadzieją, żebym Maryję obrała za drogowskaz prowadzący do Jezusa. Książeczka przeleżała tyle lat wśród masy książek religijnych, patriotycznych i innych, do czasu, bo zapomniałam, bo...bo... bo. Oczywiście, obiecałam, że żadnych spektakli robić nie będę..., choć to moja pasja..., dla pokuty rezygnuję. Aż tu telefon. Obca pani się przedstawia, mówiąc, że ktoś mnie polecił. Zdrętwiałam. Co zrobić - myślę. Ale przecież to sama Maryja tego chce! Tyle przeszkód, tyle intryg, brak wykonawców, trudności z autorem scenopisu (ksiądz Pyrek), bo chodziło o skróty monologów, a ja wiedziałam, że ludzie przyjmą łatwiej treść wizualną(gra postaci), a nie czytanie lektorów. Też zachorowałam. Na próbę jeździłam daleko do kościoła przy Rondzie Mogilskim w Krakowie pw. Miłosierdzia Bożego w zimnej salce. No i na próbach brak ludzi, dwie,trzy, cztery osoby. Profesjonalnie winnam się zrzec tego ciężaru..., ale myślę: nie mogę, przecież to MATKA BOŻA, to Fatima... Jezu - myślę - przecież to ważne, abym ludziom przypomniała, przecież s a m a M a t k a B o G A z F a t i m y do mnie się zgłosiła! BYŁO przedstawienie dokładnie na 100 lecie o tej samej godzinie, tego samego dnia i zrodziło się i była premiera w kościele MIŁOSIERDZIA BOŻEGO, choć przy Rondzie Mogilskim. Powiedziałam Maryi, że trudności, że nie potrafię i żeby ONA sama pomogła. Miałam z Matką Jezusa noc i dzień rozmowy w duchu. Od tej pory ukochałam JĄ, prowadzi mnie (dawniej Maryi nie kochałam, nie znałam i jakoś nie ufałam). Stał się cud, przyszła łaska, ciągle zjawia mi się poprzez książkę, poprzez jakąś z "przypadku" znalezioną gazetkę, poprzez znaleziony różaniec, poprzez darowany mi przez kogoś różaniec z FATIMY. I zaczęłam się w końcu modlić na różańcu. Prowadzi mnie, gdy wątpię, tracę ducha, prowadzi do SYNA, o co prosiłam, do TRÓJCY ŚWIĘTEJ. W końcu wzrastam w wierze - to za Maryi przyczyną, bo płaczę do NIEJ, by mnie kochała, bo jestem sierotą z rzezi banderowskiej, proszę, by wstawiała się za mnie przed BOGIEM, gdy zgrzeszę - szczególnie, nerwy w rodzinnych kłótniach, proszę, by wyprosiła mi łaskę nie martwienia się starością, głuchotą, niedowidzeniem, brakiem pamięci oraz brakiem sił, pewną niepełnosprawnością po udarze... i żeby uzyskała od Syna dla mnie radość i akceptację, abym te ułomności traktowała jako zadośćuczynienie Panu Jezusowi za moje winy, jako dziękczynienie za Jego mękę i śmierć dla zbawienia mojej duszy. ROBI TO MATKA - moja Mamusia, bo fizycznej nie znałam. Cuda w moim starym życiu są. Choćby dziś; otwieram komputer i e mail... i linka czytam o patronie na NOWY ROK 2018. Nigdy o tym nie wiedziałam. Płaczę..., wypełniam dane... i LOS z Nieba!!! Moim patronem jest: NAJŚWIĘTSZA MARYJA PANNA! Popłakałam się z radości, bo Matka moja, MATKA BOGA mojego znów w tym znaku potwierdziła, że mnie kocha i że mam z NIĄ trwać i modlić się o czystość dziewcząt i kobiet. Ale skąd wiedziała, że właśnie to leży mi na sercu? Że gnębię się złym sposobem życa dziewcząt i kobiet..? A ja - takie już mizerne stworzenie - zasługuję na tę łaskę, abym to ja - przecież grzeszna - podjęła się takiego ważnego d z i e ł a ? Króluj nam, CHRYSTE, zawsze i wszędzie... Kocham Cię, Matko Jezusa...