Mój mąż w 2020 roku miał poważną operację, która skończyła się śpiączką kliniczną od kwietnia do czerwca. W tym czasie zawierzyłam męża Maryi, a za jej pomocą poznałam Faustynkę. Ona doprowadziła mnie do Jezusa Miłosiernego. Z dziećmi spędzałam czas w Łagiewnikach na modlitwie. W domu odmawiałam Koronkę o 15. Prosiłam kogo tylko mogłam o modlitwę w tej właśnie godzinie. Lekarze nie dawali szans, ale my się modliliśmy mocno, wierząc. Nie da się tego opisać, co widziałam. Bóg istnieje i niech nikt nie wątpi w to. W rocznicę kanonizacji Siostry Faustyny na święta, wiedziałam, że muszę tam być w Łagiewnikach W setną rocznicę urodzin ojca świętego Jana Pawła II powiedziałam lekarzowi, że zobaczy Pani: teraz mu się poprawi. Bardzo dziwnie na mnie patrzyła, powiedziała niech Pani robi, co może, my robimy swoje. Ja mogłam się tylko modlić, a może aż tyle. Na drugi dzień, gdy zadzwoniłam do szpitala, usłyszałam dziś jest trochę lepiej. I było co dzień lepiej aż do dnia, gdy go wybudzili. Mąż był po operacji wycięcia całego żołądka i śledziony z powodu nowotworu złośliwego; doszło do komplikacji niewydolności wielonarządowej. Lekarze nie dawali szans wcześniej chemia paliatywna. To nie mogło się udać, a jednak cud. Mąż wrócił do domu funkcjonuje dobrze. Pamiętam, jak lekarz powiedział: Tu tylko cud może pomóc. I pomógł. Dziś święta, a mój mąż jest ze mną. Lekarze na wizytach kontrolnych mówią: cud medycyny, a ja wiem, że to cud, ale Boży. Odkąd mąż zachorował, tj. sierpień 2019, codziennie mówię różaniec, bo usłyszałam od Maryi: Odmawiajcie codziennie różaniec. Bo zapytałam, co mam robić, jak mu pomóc. Przez różaniec doszłam do Faustyny, a potem do Jezusa. Modlę się często o 15 na Koronce. Polecam wytrwałą modlitwę i częste rozmowy z moimi świętymi. Dziękuję serdecznie pewnej siostrze z Łagiewnik, która wzięła zdjęcie mojego męża, gdy się tam modliłam, powiedziała że będzie się też modlić. Wierzę ze ją kiedyś znów spotkam. Wiem, że mąż będzie z nami jeszcze długie lata, a ma dopiero 44. Długie życie przed nami. Zawierzcie Maryi, a potem prosto do Jezusa. Nie zapominajcie też o Siostrze Faustynie.