Po wielu latach postanowiłem dać to świadectwo, aby ludzie być może w czasach ostatecznych uwierzyli w prawdę, że miłosierdzie Boże jest nierozerwalnie połączone z Bożą sprawiedliwością. W 2011 roku byłem studentem dziennym na wydziale prawa. Czas studiów był dla mnie czasem triumfu, zabawy, a przy tym świetnie zdawałem kolejne egzaminy. Byłem człowiekiem, o którym można było powiedzieć, że brak w nim pokory. Pokorę zastąpiła pewność siebie i wiara w swoje nieograniczone możliwości. Już w czasie przed sesją letnią odczuwałem ogromny niepokój. Czułem, że coś jest nie tak. Najpewniej było to moje sumienie. Gdy przyszło do nauki, a później zdawania egzaminów miałem wrażenie, że Ktoś wyłączył mój umysł. Nie byłem w stanie przyswoić sobie prostych pojęć. Czytałem tekst i? nic? pustka. Próbując przyswoić sobie materiał, nie robiłem żadnych postępów. Godzinami wpatrywałem się w zadrukowane strony i wiedziałem, że nie ma to sensu. Oczywiście, oblałem wszystkie trzy kluczowe egzaminy. Co dalej ? rozpacz, szok, zdziwienie i zapewne pewna forma depresji. Już w czerwcu tamtego roku nastąpił mój zwrot w kierunku Pana Boga, a ściślej mówiąc dziś określiłbym to jako próba ukrycia się pod płaszczem Matki Najświętszej i poszukiwanie ratunku w miłosierdziu Bożym. Od zawsze byłem wierzącym katolikiem i z takiej też rodziny pochodzę. Przez okres wakacyjny próbowałem jeszcze raz przygotować się do poprawkowych egzaminów i nadal nie mogłem odblokować swojego umysłu. Codzienny różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, modlitwa do św. Ojca Pio i Koronka do Najświętszego Serca Jezusowego. Tutaj muszę zaznaczyć, że miałem w życiu to szczęście mieszkać w bliskiej odległości Sanktuarium Maryjnego. Tylko człowiek widzący z okna dom Matki Bożej wie, jakie jest to błogosławieństwo. Ta bliskość ukształtowała moją religijność maryjną. Mniej więcej od liceum wszystkie ważne decyzje podejmowałem po rozmowie i modlitwie za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny. Tak więc również w tamto lato 2011 niemal codziennie modliłem się w Sanktuarium. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że mimo godzin spędzanych nad książkami ja już właściwie modlę się tylko o cud i zdaję się wyłącznie na wolę Bożą. Od dziecka mama nauczyła mnie modlitwy, którą staram się odmawiać codziennie: "Przeszłość moją, o Panie, polecam Twemu miłosierdziu. Teraźniejszość moją polecam Twojej miłości. Przyszłość moją oddaję w ręce Twojej opatrzności?. Wtedy zrozumiałem sens tej modlitwy i uświadomiłem sobie, że sam nie jestem w stanie przełamać tego kryzysu. Przyszedł wrzesień i sesja poprawkowa. Jadąc na pierwszy egzamin, sam nie mogłem uwierzyć w swój spokój. A najlepsze było to, że nadal kompletnie nic nie pamiętałem. Na dzień przed egzaminem po modlitwie pomyślałem: "Panie nic nie pamiętam, jeśli mam to zdać, wskaż mi pytania, jakie zostaną zadane?. Otworzyłem kodeks, tak jak w chwilach trudnych otwieram Pismo Święte, i przeczytałem 3 wybrane artykuły. Nazajutrz usłyszałem te same trzy pytania. Za każdym razem, gdy to wspominam, łzy napływają mi do oczu. Ja mały nic nieznaczący robak, na którego wezwanie o ratunek odpowiedział Bóg za pośrednictwem Najświętszej Marii Panny i całego zastępu świętych Kościoła Katolickiego. Gdy po egzaminie rozmawiałem z mamą, okazało się, że modliła się w tej samej godzinie w Sanktuarium i słyszała wewnętrzny głos: "On to zda". Na kolejnych egzaminach cud, bo tak to trzeba jasno określić, się powtórzył niemal w tej samej formie. Wiele lat później przeczytałem, że podobne sytuacje były udziałem ks. Dolindo Ruotolo. Gdy oddawałem indeks, Pani w dziekanacie stwierdziła, że nie widziała takiego przypadku na tym roku z tymi egzaminami. Mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem, którego dotknął Bóg. Od tamtego lata nabrałem wielkiej pokory. Być może tamto wydarzenie zmieniło bieg mojego życia. Wielce prawdopodobne, że bez tamtej lekcji osiągnąłbym coś, co ludzie nazywają sukcesem ? którego autorem byłaby moja pycha. Zapewne bez cienia szansy na zbawienie. Jako wotum za tamten czas nieopodal tego Sanktuarium, spod którego pochodzę, na drzewie wisi prosta drewniana kapliczka z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej.