W święta praca, niedzielę - praca..., gdy tak się żaliłam Jezusowi, to o dziwo nie spodziewałam się, że to się zmieni choć na chwilę. Nowy Rok rozpoczęłam Mszą św. w pracy. W duszy czułam, żeby nie brać przed Mszą patrona, ale po Mszy św.. Idąc za myślami w głowie, pragnęłam, aby był to Patron z MIŁOŚCI, tak by pomógł mojemu mężowi, mnie i córce (jesteśmy trochę nerwowi), mąż ma nerwicę, a ja nie zawsze umiem się opanować i oddaje podobnym, choć potem uspokajam się, zamykam się w sobie. Wtedy mąż widzi, że jest za głośny i wycisza się, i tłumaczy, klnie, ale tłumaczy... było gorzej dziś jest ciut lepiej, ale to nie to.... i całą Mszę św. o tym myślałam i tę intencję ofiarowałam na Mszy ś:w o MIŁOŚĆ w RODZINIE, choć więcej mam pragnień serca, jak to by zajść w ciążę, jeśli taka będzie wola Boża {mam pół macicy, po atonii i zajść może by się dało, ale na leżąco ciąża, adopcja niemożliwa, bo mąż ma nerwice i małe mieszkanie; do tego leczę się na choroby: tp uchyłki esicy, często mam zapalenie jelit z powodu sztucznego jedzenia, mogę gotowane. Po Mszy św. wybrałam kartkę i pomyślałam o umartwieniu św. Faustyny i ja też nie otworzyłam jej od razu, poszłam do pracy i dopiero o 7 godz w domu otworzyłam . Byłam tak szczęśliwa, że zasnąć nie mogłam. Mój patron JEZUS MIŁOSIERNY. Jeszcze z radości wykąpałam się i poszłam spać. Okazało się, że mąż się od córki rozchorował na grypę i do 7 mamy wolne... razem... Jak wam źle i ciężko to narzekajcie do Jezusa, On was wysłucha. Skoro małe narzekanie moje wysłuchał, to może i kiedyś wasze wysłucha... Diabeł ciągle coś nam pod nogi stawia, ale Jezus nam pomaga, czasem długo trzeba czekać, by zobaczyć, że działa w nas. Ostatnie moje wołanie do Boga i Jezusa to: "A TY BĄDŹ... PO PROSTU BĄDŹ, trzymaj nas mocno i BĄDŹ Z NAMI"