W dość krótkim czasie odeszło troje moich przyjaciół. Nie kontaktowaliśmy się zbyt często, ale zawsze mogliśmy na sobie polegać. Byliśmy wobec siebie całkowicie lojalni przez te wszystkie lata przyjaźni, uczciwi, można powiedzieć, aż do bólu. Tak bardzo boli myśl, że już nie „zdzwonimy się”, nie będzie już długich rozmów o wszystkim - życiu, wydarzeniach, ludziach, książkach, sztuce. Ze wszystkich zalet tych wspaniałych osób, a każda była znakomitym specjalistą w swoim zawodzie, najbardziej ceniłam ich stosunek do ludzi; nie liczyło się dla nich, czy ktoś jest tzw. prostym człowiekiem, czy ze świecznika. Miałam okazję przekonywać się o tym przez wiele lat.
Jedna z tych osób mieszkała i zmarła za granicą, nie mogłam pojechać na pogrzeb. Określała siebie jako „letnią” ewangeliczkę, ale sprawy wyznawanej wiary nigdy nie były tematem naszych rozmów, każdy szanował poglądy drugiego. Dwoje pozostałych - ateistów - jak nieraz deklarowali, miało świeckie pogrzeby. Myślałam potem często o ich ostatniej chwili na tej ziemi z nadzieją, że dobry Ojciec w niebie będzie miał na uwadze to, że byli dobrymi ludźmi. Co z tobą, gdzie jesteś teraz? - myślałam, gdy poproszono mnie o napisanie wspomnień o jednej z tych osób. Krótko po tym otworzyłam stronę faustyna.pl, którą poznałam nie tak dawno, i tam - 24 września - przeczytałam fragment z "Dzienniczka" św Faustyny: „Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz jakoby było wszystko stracone, lecz tak nie jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win, i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku ani żalu, ani skruchy."
To była jasna odpowiedź na moje pytania i wielka radość. Dziękuję, Panie. Wołanie: „Jezu, ufam Tobie", towarzyszy mi codziennie. Dobry Jezu, błogosław siostrom z Łagiewnik, które modlą się za nas i świat cały, i te modlitwy tak pięknie płyną przez ten świat.