Emilia
Szczęść Boże. Chciałabym podzielić się z wami takim małym świadectwem - spostrzerzeniem. Jestem pielęgniarką. Kilka lat przepracowalam w szpitalu w Polsce. Każdy dzień starałam się spędzać na modlitwie, codziennej Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu. Towarzyszyłam też konającym modlitwą Koronki do Bożego Miłosierdzia. Co zauważyłam. W kościołach w Polsce jest zawsze dużo ludzi (bynajmniej w moim mieście...
Czytaj całe świadectwo
Szczęść Boże. Chciałabym podzielić się z wami takim małym świadectwem - spostrzerzeniem. Jestem pielęgniarką. Kilka lat przepracowalam w szpitalu w Polsce. Każdy dzień starałam się spędzać na modlitwie, codziennej Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu. Towarzyszyłam też konającym modlitwą Koronki do Bożego Miłosierdzia. Co zauważyłam. W kościołach w Polsce jest zawsze dużo ludzi (bynajmniej w moim mieście, gdzie mieszkam) i to na Mszach Świętych codziennych. Msze są sprawowane (w dni powszednie) 6:30, 7:15, 8, 12, 18. W moim szpitalu, gdzie pracuję, codziennie przychodzi kapłan z sakramentem chorych, sprawuje codziennie Eucharystię dla chorych. Kilka razy prosiłam, aby przyjechał do konających pacjentów. Nigdy mi nie odmówił. Przyjeżdżał natychmiast. Natomiast co mogę powiedzieć o moich pacjentach? Przeważnie to ludzie rozmodleni. Głównie starsze osoby. Wchodząc na salę, bardzo często w nocy czy nad ranem, widziałam ich rozmodlonych, z różańcem w ręku, z radia zawsze słyszałam śpiewane Godzinki z Radiem Maryia, odmawiany Różaniec czy konferencje. Jednym słowem każdego dnia czułam ducha modlitwy, czułam Boga, Jego obecność. Jakże to miłe wspomnienia... Nigdy nie myślałam, że ten tak powszedni obraz mogę szybko stracić i bardzo za nim zatęsknić...
Otóż dostałam pracę za granicą jako pielęgniarka. Tak bardzo się cieszyłam. Bardzo dobre zarobki. Do tego podjęłam pracę w luksusowym Domu Opieki. Co za szczęście. Praca bardzo miła, serdeczni ludzie. Podopieczni ciepli, serdeczni. Cóż za szczęście... Jednak czułam pustkę..., ogromną pustkę, która niczym nie da się zastąpić. Tu nie ma możliwości codziennej Eucharystii, modlitwa zaczęła gdzieś uciekać, brak codziennej adoracji Najświętszego Sakramentu. Jakaś pustka. Nie czuję tego ducha modlitwy, jaki był w Polsce. Są kościoły, ale Msza św. jest albo raz dziennie, albo tylko jedna w niedzielę . Nie ma codziennej Eucharystii. W domu opieki brakuje też kapłana. Ludzie odchodzą bez sakramentów świętych, a potem zazwyczaj ich zwłoki pali się w krematorium. Wchodząc do pokojów moich pacjentów tu za granicą, co widzę: głośno włączony telewizor, gdzie oglądają teleturnieje, filmy akcji, mecze, romanse, rozwiązują krzyżówki, grają w gry itp. Jednak nie widziałam ani jednej osoby, która trwałaby na różańcu, żeby przychodził kapłan z sakramentem chorych. Nie ma takich rzeczy. A był to kiedyś kraj ogromnej wiary... Piszę to świadectwo, dziękując wszystkim Polakom trwającym na modlitwie za chorych i konających, bo jest dużo takich ludzi, za których się nikt nigdy nie modlił. Po śmierci moich pacjentów ich dzieci lub znajomi dzielą majątek, a ciało idzie na spalenie. Nikt nie myśli o duszy. Na zakończenie powiem, jakie to szczęście że mieszkacie w Polsce. Jakie to szczęście dla dusz konających, przy których jest kapłan, odmawia się Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Jakie to szczęście ,że polskie rodziny są jeszcze naprawdę rozmodlone. Nie pozwólmy stracić naszej wiary...
Emilia