Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Świadectwa z roku 2021

Strona 6 z 33

  1. Jolanta

    Jezu Miłosierny, ufam Tobie nadal. Czuję się dobrze i wierzę, że wyniki TK będą dobre. Błogosław mnie i mojej rodzinie. Kochamy Cię całym sercem za Twoją miłość, całym sercem.

    Czytaj całe świadectwo

    Jezu Miłosierny, ufam Tobie nadal. Czuję się dobrze i wierzę, że wyniki TK będą dobre. Błogosław mnie i mojej rodzinie. Kochamy Cię całym sercem za Twoją miłość, całym sercem.

  2. Marta

    Jezu, ufam Tobie i ❤

    Czytaj całe świadectwo

    Jezu, ufam Tobie i ❤

  3. Michał

    Panie Jezu, dziękuję Ci za Twą dobroć i miłosierdzie . Dziękuję za okazane mnie, grzesznikowi, Twojego miłosierdzia. Dziękuję za otrzymaną łaskę.

    Czytaj całe świadectwo

    Panie Jezu, dziękuję Ci za Twą dobroć i miłosierdzie . Dziękuję za okazane mnie, grzesznikowi, Twojego miłosierdzia. Dziękuję za otrzymaną łaskę.

  4. Agata

    Jezus, nasz Miłosierny, nie raz pokazał mi, że czuwa nade mną. Ostatnio włożyłam córce do portfelika mały obrazek; Jezu, ufam Tobie, aby czuwał nad nią na wycieczce szkolnej. Gdy wróciła, nie było tam obrazka. Nie wiedziałam, co się z nim stało, czy jej wypadł, czy sama wyrzuciła, nie wiedząc, co to jest. Szukałam w jej torebce i gdy miałam już iść się jej zapytać, czy nie widziała małego obrazka z Jezusem...

    Czytaj całe świadectwo

    Jezus, nasz Miłosierny, nie raz pokazał mi, że czuwa nade mną. Ostatnio włożyłam córce do portfelika mały obrazek; Jezu, ufam Tobie, aby czuwał nad nią na wycieczce szkolnej. Gdy wróciła, nie było tam obrazka. Nie wiedziałam, co się z nim stało, czy jej wypadł, czy sama wyrzuciła, nie wiedząc, co to jest. Szukałam w jej torebce i gdy miałam już iść się jej zapytać, czy nie widziała małego obrazka z Jezusem, schyliłem się i obrazek leżał w mojej torebce. Dla mnie to znak, że Jezus bezpiecznie zaprowadził moje dziecko do domu. Dzięki Ci, Jezu, że codziennie idziesz o krok przede mną i masz w opiece moich bliskich.

  5. Katarzyna

    Po pierwsze bardzo kocham Tatę, mojego Boga, i Pana Jezusa Chrystusa. Początek roku był dla mnie bardzo złym czasem: dostałem bardzo silną depresję, lęk, doszło do tego, że chciałam się zabić, rzucając pod autobus. Coś strasznego. Ale w duszy usłyszałam: idź do szpitala, nie lękaj się, Ja jestem z tobą. I te słowa każdego dnia stawiały mnie na nogi. Dziś się leczę, jest super i jestem opiekunką chorych ludzi...

    Czytaj całe świadectwo

    Po pierwsze bardzo kocham Tatę, mojego Boga, i Pana Jezusa Chrystusa. Początek roku był dla mnie bardzo złym czasem: dostałem bardzo silną depresję, lęk, doszło do tego, że chciałam się zabić, rzucając pod autobus. Coś strasznego. Ale w duszy usłyszałam: idź do szpitala, nie lękaj się, Ja jestem z tobą. I te słowa każdego dnia stawiały mnie na nogi. Dziś się leczę, jest super i jestem opiekunką chorych ludzi. Dziękuję Tacie Niebieskiemu za życie i miłość.

  6. Małgorzata

    „Jezu ufam Tobie” to modlitwa, która prowadzi mnie przez życie. Miłosierdzie prowadzi mnie i moją rodzinę przez życie bez żadnych moich zasług. Niech Miłosierdzie Boże będzie uwielbione!

    Czytaj całe świadectwo

    „Jezu ufam Tobie” to modlitwa, która prowadzi mnie przez życie. Miłosierdzie prowadzi mnie i moją rodzinę przez życie bez żadnych moich zasług. Niech Miłosierdzie Boże będzie uwielbione!

  7. maria

    Wczoraj byłam w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, prosiłam m.in. o pracę. Wczoraj otrzymałam informację o rozpoczęciu pracy za 2 tygodnie, czekałam na tego maila, Chwała Panu

    Czytaj całe świadectwo

    Wczoraj byłam w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, prosiłam m.in. o pracę. Wczoraj otrzymałam informację o rozpoczęciu pracy za 2 tygodnie, czekałam na tego maila, Chwała Panu

  8. Elżbieta

    Dla Jezusa Miłosiernego nie ma rzeczy niemożliwych. On jest wierny zawsze, pomimo moich niezliczonych słabości i niewierności. On pokochał mnie Miłością Wieczna i już tego nie cofnął. Po raz kolejny dał mi bardzo wyraźnie odczuć swoją opiekę, łaskę i miłosierdzie! Jego słowo wypełniło się w moim nędznym życiu. On daje tyle samo pierwszemu jak i ostatniemu...On mówi: "Wstań" ...i to dzieje się naprawdę! Pan Jezus...

    Czytaj całe świadectwo

    Dla Jezusa Miłosiernego nie ma rzeczy niemożliwych. On jest wierny zawsze, pomimo moich niezliczonych słabości i niewierności. On pokochał mnie Miłością Wieczna i już tego nie cofnął. Po raz kolejny dał mi bardzo wyraźnie odczuć swoją opiekę, łaskę i miłosierdzie! Jego słowo wypełniło się w moim nędznym życiu. On daje tyle samo pierwszemu jak i ostatniemu...On mówi: "Wstań" ...i to dzieje się naprawdę! Pan Jezus jest dobry i bardzo łaskawy! Wstawiennictwo świętej Faustyny jest potężne. W ten weekend miałam to ogromne szczęście i łaskę odwiedzić Sanktuarium Miłosierdzia w Łagiewnikach i modlić się w kaplicy z cudownym obrazem Jezusa Miłosiernego. Idź tam, a wszystko będzie dobrze. Bóg jest dobry! Maryjo, Matko nasza, prowadź nas do Twojego Syna pośród wszelkich dróg naszego życia.

  9. Martyna

    Dziękuję Ci, Jezu, i Matce Najświętszej za uzdrowienie mojej teściowej z koronawirusa. Jezu, ufam Tobie!

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Ci, Jezu, i Matce Najświętszej za uzdrowienie mojej teściowej z koronawirusa. Jezu, ufam Tobie!

  10. Włodzimierz Tylski as.Świętego Księdza Biskupa Zbigniewa Józefa Kraszewskiego!+

    Kocham PANA BOGA, ponieważ jest dobry ponad wszelkie dobro i wielkiego miłosierdzia, któremu nic nie dorównuje!+AMEN!+Wołam na świat cały!+AMEN!+

    Czytaj całe świadectwo

    Kocham PANA BOGA, ponieważ jest dobry ponad wszelkie dobro i wielkiego miłosierdzia, któremu nic nie dorównuje!+AMEN!+Wołam na świat cały!+AMEN!+

  11. Marta

    Szczęść Boże. Dostałam, jak myślę swoistego denara (Mt 20) i mam wrażenie, że przyszłam w ogóle jako ostatnia, ale ja mawiam, że 18 lutego tego roku Bóg "zaciągnął mi ręczny hamulec", bo "swoim autem" zwanym życie, pędziłam ponad 300/godzinę ku zagładzie duchowej, ponieważ po śmierci 2 mężów, trójki pasierbów ( pierwszy mąż zaślubiony przed Bogiem odszedł i zostawił mnie z 3 letnim synkiem) oraz w sumie w przeciągu...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże. Dostałam, jak myślę swoistego denara (Mt 20) i mam wrażenie, że przyszłam w ogóle jako ostatnia, ale ja mawiam, że 18 lutego tego roku Bóg "zaciągnął mi ręczny hamulec", bo "swoim autem" zwanym życie, pędziłam ponad 300/godzinę ku zagładzie duchowej, ponieważ po śmierci 2 mężów, trójki pasierbów ( pierwszy mąż zaślubiony przed Bogiem odszedł i zostawił mnie z 3 letnim synkiem) oraz w sumie w przeciągu niespełna 11 lat - by się nie rozpisywać - straciłam, umarli mi i rodzice i 3 przyjaciół, i gdy w 2018 roku umarła na moich rękach pasierbica, niepełnosprawna Magdalenka, którą się opiekowałam, już jako "podwójna wdowa", to coś we mnie pękło... 3 prace, bo długi i od lat, od bardzo wielu lat, mówiłam Bogu Ojcu... By dał mi tylko zdrowie, a na resztę sama zapracuję. I co? I nie zapracowałam, długi były i są. A do tego Bóg Ojciec "MUSIAŁ" chyba dopuścić na mnie chorobę, zło, jakim jest RAK i po prostu zamienił ją na dobro. Ta choroba stała się łaską. Całe życie pomagałam chorym - 40 lat jako pielęgniarka na reanimacji - i wiedziałam, co ta choroba robi...i jak długo się z nią żyje... Więc by nadać cierpieniu sens, oddałam siebie i cierpienie Bogu Ojcu, TRÓJCY oraz Matce Bożej w kilka dni od diagnozy. Zawsze mi było "po drodze serca" z Bogiem, ale poprzez trudne wręcz toksyczne relacje moje z moim tatą - alkoholizm - moje postrzeganie Boga Ojca przerodziły się w lęk. Bałam się taty ziemskiego, jego ciosów, a więc "przerzuciłam te emocje na Boga Ojca, bo byłam mała, lecz ten lęk został, jak i MIŁOŚĆ, bo ja nigdy nie przestałam kochać mojego taty Stefana, a że moja mama Basia była chodzącym sercem, aniołem, więc moja odwaga i MIŁOŚĆ do Matki Bożej była pełna odwagi i zaufania. A Jezus był moim ukochanym, najdroższym, Przyjacielem, Miłością. Niestety, "zapomniałam" w modlitwach tak jakby o Duchu Świętym. Modliłam się w biegu, na szybko...Wciąż żyjąc w pędzie... A wracając do choroby ... operowana byłam, reoperowana, i wycięli mi 6 cm guza z jelit wraz z jelitami ponad 55 cm jelita grubego,... W dwa dni po operacji 2-04-21 roku pękło mi jelito i owa wspomniana reoperacja, a w międzyczasie ja zostaję "zaproszona" do czyśćca... i to dopiero jest SZOK, to piekło. ZA DUŻO BY TO WSZYSTKO OPISAĆ, ALE TO KOSZMAR, DO TEGO STOPNIA, ŻE gdy się w końcu wybudziłam - zaznaczam, że wszystko miało miejsce w WIELKANOC tego roku - więc gdy się wybudziłam krzyczałam, aby mi odstawiono leki, bo przechodzę przez piekło, bo widzę jakby noc żywych trupów, że to horror. I znów mam zapaść, lecz tym razem jest piękno... Leżę jako mała dziewczynka u stóp Matki Bożej, TA okrywa mnie swoim płaszczem, ma białe buciki, a na nich żółte kwiatki, a ja leżę na słodyczą i soczystością przepełnioną zielonej trawie i słodko śpię, ale jest jakby po trosze nas dwie, ja Marta stara 61 lat, i ta na "nowo „zrodzona 2 może 3 letnia dziewczynka. "Stara Marta widzi małą, ale ta jest zbyt szczęśliwa by widzieć cokolwiek innego niż tę wszechogarniającą ją słodycz i bezpieczeństwo. I to jest właśnie ów "ręczny hamulec Boga". Czas dziwnie mi płynął w szpitalu. Pamiętam sytuacje, słowa wypowiedziane przeze mnie, ale nie pamiętam komu. Jedno z takich zdań brzmiało; "Chyba zostałam wskrzeszona". I naprawdę nie wiem komu je wypowiedziałam, mało tego nie mam pewności, czy żyjącemu, czy tej osobie - Aniołowi, która mnie przeprowadzała i która podawała mi informacje. I jeszcze jedno... to działo się z 11-04 na 12go oraz z 12-04 na 13-04 te dwie noce były również fizycznym oczyszczeniem, ale ciała, i wszystko pamiętam i umieszczam to w określonym czasie i rzeczywistości. Przez obie te noce mój organizm niczym wulkan wyrzucał z siebie litry czarnej cuchnącej wody, tyle płynów "ustrojowych" nie wiem czy w ogóle istnieje w człowieku. Pielęgniarki całe noce, non stop latały do mnie, by mnie przebrać i by wymyć podłogi, ściany, bo naraz potrafiło wydobyć się ze mnie około 4litrów cuchnącej "wody", mówiąc mniej dosadnie i górą i dołem, przy zachowaniu świadomości i prawidłowych parametrów życiowych oraz krwi, nad ranem trzeciego dnia powiedziałam pół żartem do pielęgniarki, że "chyba wydaliłam - (użyłam dosadnego słowa - wyrzygałam) wszystkie komórki nowotworowe z organizmu, ale czy i nie swoista forma to oczyszczenia z grzechów (znak zapytania). I zaśmiałam się lekko, pewna tego, co powiedziałam. I jestem więcej niż pewna, że tak było, że to łaska Pana, o którą się modliłam.... A od chwili, gdy wyszłam ze szpitala, gdy stopniowo wracałam do sił... Nawróciłam się już jakby na maksa... Wciąż jednak pamiętając, mając świadomość własnej grzeszności, małości. I wzrastało we mnie, nie tak poczucie winy, ale wzmagała się silna potrzeba zadośćuczynienia krzywd, słowem, modlitwą i po jakimś czasie, kogo mogłam, a wiedziałam, że nie do końca sprawiedliwie w jej przypadku postąpiłam, przeprosiłam. Ale i ja wybaczyłam, z serca (zaznaczam, że przed operacją odbyłam spowiedź z całego życia. Komunia oraz sakrament chorych przyjęłam w domu, bo już byłam zbyt słaba), tak więc moje życie - obecne - to zmiana o 180 stopni i wiem, że te moje akty strzeliste, te na szybko, między jedną pracą a drugą, lub trzecią ( pracowałam do 400 godz. w miesiącu, bo też chciałam uciec z pustego domu, w którym w jednym pokoju w 2015 roku w Wigilię umarł mąż Henryk, w drugim Magdalenka - oboje na moich rękach - w trzecim pokoju ziała pustka, nawet w kuchni w 2019 roku był usypiany mój piesek Maks tak więc zaczęłam mówić, że żyję, bo muszę (nie uznaję samobójstwa, choć nie potępiam, a modlę się jedynie za tych nieszczęsnych)... że żyję, bo muszę, a nie, że chcę... Stąd też ta swoista ucieczka w pracę oprócz tego, że komornik zabiera mi połowę zarobków, by dług został spłacony... i co? Ani nie spłaciłam, ani nie uciekłam od "widma śmierci", a zapracowałam się, zaharowałam niemal na śmierć, i tę duchową również. Ale wielbię Pana - Abba, Tatusiu ( Z łaski Ojca relacje "naprawione”) i mimo, że mam przedostatni stopień raka żyję, co dziwi nawet lekarzy. Brak przerzutów! Bo ja oddałam się Ojcu, powierzyłam Matce Bożej (33 dni) i od kiedy mam siły, codziennie chodzę do kościoła, przyjmuję Ciało i Krew Zbawiciela, i wiem, że jak owa kobieta, która wierzyła, że samo dotknięcie szaty Jezusa ją uratuje, tak i ja czuję się podobnie - URATOWANA. Ale też i innych ŁASK doświadczam... Niemal codziennie, ale wszystko trwa trzy dni lub trzy razy w różnym czasie, a to zapach kadziła w miejscu - tylko w tym - gdzie się modlę w domu, innym razem zapach róż - świeży ujmujący - podczas przyjmowania Ciała i Krwi Zbawiciela - a podczas Adoracji, gdy wręcz nie spuszczam oka z HOSTII dostrzegam pulsowanie. Za pierwszym razem sądziłam, że to tętno w moich oczach, ale usłyszałam jakby wewnątrz głos "Patrz, bo zaraz zniknie", a ja usiłowałam właśnie pochylić się, aby sprawdzić zgodność tego pulsowania, z moim tętnem... gdy wybrzmiało we mnie to polecenie, aż znieruchomiałam, a po chwili rozpłakałam się rzewnie. Dziś było to samo... Tym razem jakbym "widziała?" ułożonego baranka, jego główka jakże mała oparta była o szkło monstrancji. Aha... ważne jest też i to, że gdy miałam zapaść, gdy prowadzono mnie przez czyściec, nad powierzchnią rozpadającą się i cuchnącą, najpierw z dala doszedł mnie głos, który nie był ani kobiecy, ani męski, trudno go sprecyzować, niemal zawołał: "NIE LĘKAJ SIĘ!... i w prawie w ułamku sekundy wybrzmiał powtórnie "NIE LĘKAJ SIĘ. JESTEM".
    I zły szaleje porwał mi różaniec... sypał się nagle, jakby ktoś go niszczył, (zaznaczam, że miałam go prawie 10 lat, ofiarowany mi przez koleżankę, która przywiozła do z Watykanu, ale ja się nigdy na nim nie modliłam, bo nie umiałam, ale zawsze go miałam przy sobie, lecz nie używałam. Dziś potrafię 3 różańce odmówić i to z lekkością, choć gdy odmawiam tajemnice bolesne często płaczę, jakbym cierpiała... nie umiem tego nazwać inaczej, ale to jakby jednocześnie i moja skrucha i współodczuwanie smutku Jezusa. A co do wspomnianego różańca, to najpierw odpadł krzyżyk, nie poddałam się i naprawiłam. Na drugi dzień niemal cały rząd i znów naprawiłam. Gdy o tym powiedziałam księdzu ( mój zaprzyjaźniony spowiednik), ten dał mi swój, ale widziałam, że coś bardzo rozważa, ale jakby jeszcze nie był gotów się określić, a znamy się z tym księdzem dość długo... Dużo by pisać o tym, co się dzieje... Nie wiem, jaka jest WOLA mojego Pana, Boga Ojca, ale wierzę w Jego miłosierdzie, choć naprawdę nie wiem, czy ten rak nie wróci, bo czasem mam takie dziwne "podszepty", bym zgodziła się na cierpienie itd… Ale z jednej strony, dlaczego, gdy moje rokowania są teraz z łaski Boga tak dobre, miałby mnie "prosić", bym zdała się na cierpienie i w konsekwencji na umieranie, na śmierć? Od jakiegoś czasu te wewnętrzne informacje (a zawsze dotyczą modlitw lub tego, czy mam np. wstać, czy klęknąć, czy modlić się w uniżeniu) nasilają się. Nie budzą we mnie niepokoju, tylko wywołują ochotę błyskawicznego szczerego posłuszeństwa. Często "słyszę" (nawet teraz, gdy to piszę_) POKORA.

  12. Magdalena

    Panie Jezu, dziękuję, że byłeś przy mnie podczas badania USG piersi, na które poszłam, gdy wyczułam ogromny guz z lewej piersi. Do czasu badania modliłam się codziennie koronką do Miłosierdzia Bożego. W trakcie badania również modliłam się do Ciebie. Wiem, że to cud i Twoja zasługa. Badanie wyszło dobrze, bez żadnych zmian, a ja przestałam wyczuwać guza. Jezu, ufam Tobie, prowadź mnie przez życie. Proszę, bądź ze...

    Czytaj całe świadectwo

    Panie Jezu, dziękuję, że byłeś przy mnie podczas badania USG piersi, na które poszłam, gdy wyczułam ogromny guz z lewej piersi. Do czasu badania modliłam się codziennie koronką do Miłosierdzia Bożego. W trakcie badania również modliłam się do Ciebie. Wiem, że to cud i Twoja zasługa. Badanie wyszło dobrze, bez żadnych zmian, a ja przestałam wyczuwać guza. Jezu, ufam Tobie, prowadź mnie przez życie. Proszę, bądź ze mną przy kolejnych badaniach. Daj zdrowie na dalsze lata dla mnie i moich bliskich: mamy, męża i dzieci.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina