Wróciłam z rekolekcji, okazało się, że grupa dochodząca ma też zachować milczenie poza terenem Zgromadzenia Sióstr w Łagiewnikach. Pomyślałam, dobrze, trudne, ale skoro jestem już tu… Stresowałam się, bo dużo pracuję. Niemniej jak wróciłam do domu, okazało się po takim czasie, że była cisza, a od 5 lat codziennie masę ludzi mnie szuka w ważnych sprawach… To było mało możliwe, ale mi ulżyło. Wyłączył się komputer, a ja dopiero siadam do pracy. Czwarty dzień bez elektroniki, bo są naprawy w mojej miejscowości dziś akurat jeszcze. W domu powiedzieli, że jak nie pracuję, mam jechać z matką do Wadowic, bo słabo się czuje, a ma załatwienia. Zdenerwowało mnie to, ale pojechałam. Na rynku – pytam matki, co to za melodyjka, bo nie wiem… A jak wracałam do domu, rzucić plecak i jechałam do miasta, włóczyć się i zajmować sportem w klubie – akurat docierałam jak zawsze była grana. Matka powiedziała, że to jest: „Jezu, ufam Tobie”, że jest godzina 15sta… Rozpłakała się i powiedziała, że zawsze Bogu bezgranicznie ufała i modliła się tymi słowami i nie dyskutowała z niczym. Zrozumiałam, że ja być może jestem tym „błędem” młodości, za bardzo kochanym i znienawidzonym… Nie miała sił się mną zajmować. Dziwiło mnie, że robię, co chcę. Nie miała wyjścia, nie dała rady się mną zająć… Domyśliła się, że jeżdżę do Łagiewnik. Ona nie dyskutuje z tym. Jak szłam z nią koło cukierni z szyldem Wojtyły, tej cukierni, pojawił się huraganowy wiatr. Kobiecie wypadło pudło kremówek i się rozprysły. Matka zaczęła się śmiać. Zobaczyłam w niej radość i delikatność. Nie była dla mnie taka od dawna. Dziś ja nie mam siły i oddałam ją Jemu. Ona nigdy nie mówiła o błędzie… Pojawiło się coś, z czym sobie nie poradziła, albo „ktoś”… W tej samotności – jeden mężczyzna pytał, co studiujesz? Krzyczał na mnie, że mam nosić medalik z Maryją. Tak wyszło, że noszę od dziecka. Dziwne to dla mnie było… Ale dziś wracam do mojego Ojca… Tylko z jasną naturą. Tego w niebie. Nie rozumiem i jest to trudne, ale Bóg znajduje swoje. Co Mu powierzysz, nie zginie. Oddała mnie Bogu... Nie umiała mnie oddać komu innemu. To było ryzyko... A dziś wie, że się nie pomyliła i ja wiem, o co jej chodziło... Choć wciąż mało rozumiem... I zostanę z domysłami tylko. Może błędnymi, może nie... Czasami są sytuacje, z jakich już nic więcej się nie dowiemy nigdy, za nic w świecie... Może tylko spokój przynieść miłosierdzie Boga. Jest większe niż to wszystko, co wokół.