Byłam zadowolona, że zrobiłam wszystko, nie ma się czego czepiać, znam wszystkie drogi psychologów, jestem specjalistą, mam osobiste studia z mistyki i nie tylko już, przejście jej, znam drogi, nikt mną nie zawładnie więcej, z żadnej strony, będę silnym człowiekiem, ale jakoś coś mnie blokowało i czułam, że nie mam już wpływu… Wiem, że modlono się za mnie intensywnie. Nic mnie nie ruszało, ale jakoś ruszyło. Pomyślałam, że ja ten zły człowiek, bo zrobił parę głupstw… Zasnęłam. Zobaczyłam we śnie, że ktoś obcy płacze, ale wiem, kto to i zrozumiałam, że miał powód. Wypychał mnie z takich dróg, bym już szła. Poruszyło mnie to, przeprosiłam, poszłam i powiedziałam, że nie wiedziałam, że kogoś skrzywdziłam, bo bym tu nie tkwiła. To było symboliczne przeproszenie za wszystko, cokolwiek mogło być złe. Myślałam, że nic takiego nie mam, że moje grzechy były wbrew mojemu życiu i się nad tym zaśmiałam. Potem widzę ziemię odwieczną swoich przodków. Tu wychowywałam się, pamiętam sielski krajobraz. Zobaczyłam jej prawdę, jaką zawsze czułam. Tam ciemna, gęsta noc, nie ruszyła… Ale ja ją przecież przeszłam! Napotkałam swój żywioł, nie do ruszenia samemu. Niemniej zaczęły się mocno ruszać gałęzie moich ulubionych, potężnych brzóz. Wszystko ruszyło, cała przeszłość. Wokół liście, zamieć i ciepło modlitwy, jej moc. Uderzało w noc światło, słońce. Czułam wiatr, mówiłam, ja śnię, ale ja tu jestem, czuję całym ciałem to ciepło, wiatr… Byłam zadowolona, bo zrobiło się, jakby księżyc to oświetlił i coś widzę i wszystko dalej pracuje, by wypuścić noc. Zobaczyłam na tej ziemi swoją babkę. Zaczęłam jej dziękować, za wszystko osobno, za to, że mnie myła, ubierała, karmiła. To była żołnierska dyscyplina, w jej domu byli Niemcy i Ruscy. Nigdy nie popełniła życiowego błędu. Odpowiedziała, bym się uspokoiła, że będziemy mieć czas rozmawiać po drugiej stronie. Była szczęśliwa. Wczoraj podobno bardzo się cieszyła, seniorka rodu, a nie ma z nią już większego kontaktu. Wiem, że to było po tej modlitwie i ona w swojej prostocie nie powie, że doświadcza więcej, to dla niej normalne, nie ma przeciętnej wiedzy o życiu. Zdawało mi się, że po chorobie matki nie ma w moim dzieciństwie nikogo, nie powstała więź, a babka była niedostępna emocjonalnie, ale jej zawdzięczam siłę i tego chciałam od innych. W tej nocy wykonywałam znak krzyża i nie było oporu. Dotąd we śnie jak tak czyniłam, z wielką siłą, wciąż czułam zło, jakie we mnie uderza i nie mam siły go zatrzymać, rani mnie. Teraz wiatr rozgonił wszystko. Ta ziemia przodków… Pytałam mądrej osoby, wiesz, od linii matki najmłodsze dziecko to ciągle kobieta, skandalista, osoba utalentowana, z dużą wiedzą, samotna, odrzucona przez świat, taka dziesięcina z tego, co lepsze, oddana Bogu. Powiedziała, nie znasz przeszłości, losu przodków, idź do bioenergoterapeuty. Poszłam do Kościoła, ale nie wiedziałam, czego chcę. Poprosiłam o modlitwę, mając na uwadze przodków i było to dla mnie głupie i byłam pewna, nie zrozumieją. Dziękuję, wiem, że zmieniła wszystko, modlitwa. Uwolniła mnie. Jak dorosłam miałam podobnie intensywny sen, jaki mnie przeniósł też. Wysoka góra, ogromny krzyż, pusty, noc gęsta, głucha, mistyczna, z blaskiem, czerwienią i dostojnymi, żałobnymi kolorami, płótnami niezmiernie gęstych i szczelnych nocy. Przeraziło mnie to, tłumaczyłam sobie, to tylko sen, ale taka noc zabrała moje życie. Budzę się jak mam 30 parę lat, z wieku 19 lat, jak skończyłam co dopiero szkołę średnią. Są ludzie, jacy sami nie wyjdą z takiej nocy… A tam i zło, jakie uderza z siłą kosmiczną. Pytanie, za co? Nie wiem. Moi przodkowie byli blisko Boga, rzeźbili, malowali dla Kościołów. Pomyślałam, losu nie zmienisz. A jednak modlitwa przynosi przebaczenia wszelkie… Jednak Bóg potrafi być miłosierny, kiedy człowiek zapuka do Niego… Nawet jak to ostatnie drzwi, bo już nie widzi nadziei, innej możliwości, nie rozumie sam siebie, dlaczego nie jest głupi, a żyje jak żyje… Człowiek na tym etapie już nie ma wyjścia żadnego i wie o tym, że nie wie, dlaczego tak się dzieje i nie ma już żadnej opcji... Wewnętrznie jest pogodzony, że zginie, że szczęścia już braknie; po prostu nie widzi swojego życia, co jest w ciemności, dlaczego umiera... Ale zobaczyłam to, co jest moją siłą i dalej na tyle jasną drogę, że nie pójdę na oślep. Tak jest pierwszy raz, odkąd żyję, że widzę dalej i wolną przestrzeń od zła, jego zaduchu. Takie życie zawsze było okropne i nikt nie znał powodu smutku dziecka, od razu po narodzinach w tym świecie wokół właśnie... Nikt nie rozumiał jego samotności, dróg.