Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Świadectwa z roku 2024

Strona 4 z 10

  1. +

    Matka z synem z Ukrainy schroniła się w polskiej rodzinie. Mała miejscowość. Obie rodziny chodziły wspólnie do polskiego Kościoła, katolickiego. Kobieta wyjeżdżała z synem dalej, bo boi się, że wojna tu będzie. Wówczas już nie żył mąż, a ojciec chłopaka, zginął na wojnie. Byli na pogrzebie, choć trwały w tych rejonach ciężkie walki i mogli nie wrócić. Wrócili, zatrzymali się jeszcze u tej polskiej rodziny. Kobieta z...

    Czytaj całe świadectwo

    Matka z synem z Ukrainy schroniła się w polskiej rodzinie. Mała miejscowość. Obie rodziny chodziły wspólnie do polskiego Kościoła, katolickiego. Kobieta wyjeżdżała z synem dalej, bo boi się, że wojna tu będzie. Wówczas już nie żył mąż, a ojciec chłopaka, zginął na wojnie. Byli na pogrzebie, choć trwały w tych rejonach ciężkie walki i mogli nie wrócić. Wrócili, zatrzymali się jeszcze u tej polskiej rodziny. Kobieta z Ukrainy kupiła dwa takie same obrazy, z Maryją. Jeden przekazała polskiej rodzinie, by Maryja chroniła, opiekowała się, drugi zabrała w nowe miejsce zamieszkania. Obrazy przed wyjazdem oba sama poświęciła w tym polskim Kościele…

  2. Klara

    Dziękuję Ci, Panie Jezu, że byłam dziś u Ciebie w kaplicy i się modliłam pod Twoim obrazem.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Ci, Panie Jezu, że byłam dziś u Ciebie w kaplicy i się modliłam pod Twoim obrazem.

  3. Beata

    Dziękuję, Święta Faustyno, że doprowadzona zostałam przed oblicze naszego niebiańskiego Króla, Pana naszego Jezusa Chrystusa, i objawienia Pana, którego doznałam choć od grzechów i przewinień wolna nie byłam. Dziękuję za uratowanie mojego życia poprzez łaskę Pana Jezusa i twoje przewodnictwo, święta Siostro Faustyno, oraz broszurkę w mojej skrzynce na listy tuż po wyjściu ze szpitala z wizerunkiem Pana Jezusa...

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję, Święta Faustyno, że doprowadzona zostałam przed oblicze naszego niebiańskiego Króla, Pana naszego Jezusa Chrystusa, i objawienia Pana, którego doznałam choć od grzechów i przewinień wolna nie byłam. Dziękuję za uratowanie mojego życia poprzez łaskę Pana Jezusa i twoje przewodnictwo, święta Siostro Faustyno, oraz broszurkę w mojej skrzynce na listy tuż po wyjściu ze szpitala z wizerunkiem Pana Jezusa Chrystusa, w 15 rocznicę kanonizacji św. Faustyny. Czy ty mi ufasz? Tak. Kochajmy Boga!

  4. Luke

    Chciałbym podziękować Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu za łaskę, jaką mnie obdarzył. Tą łaską było poznać siostrę Amatę Strojewską. Serdecznie dziękuję za jej zaangażowanie w Boże Miłosierdzie. Do końca życia będę wspominać, jak przychodziła po nas (wtedy jeszcze dzieci) na osiedle Walendowa, zbierając nas i prowadząc na różaniec, drogi krzyżowe oraz przygotowując do procesji. Jako były ministrant także byłem zawsze...

    Czytaj całe świadectwo

    Chciałbym podziękować Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu za łaskę, jaką mnie obdarzył. Tą łaską było poznać siostrę Amatę Strojewską. Serdecznie dziękuję za jej zaangażowanie w Boże Miłosierdzie. Do końca życia będę wspominać, jak przychodziła po nas (wtedy jeszcze dzieci) na osiedle Walendowa, zbierając nas i prowadząc na różaniec, drogi krzyżowe oraz przygotowując do procesji. Jako były ministrant także byłem zawsze zaopiekowany przez siostrę i przygotowany do służby. Żałuję, że już nigdy na tym świecie nie podziękuje jej osobiście. Bóg zapłać. Laudetur Iesus Christus.

  5. Jola

    W 2007 roku miałam wypadek na rowerze podczas burzy. Zupełnie zawiodły hamulce, zjeżdżałam a raczej pędziłam z długiej stromej ślepej ulicy na, końcu której stał budynek i zaparkowany tir. Zdążyłam trzy razy głośno zawołać: Jezu, ufam Tobie. Obudził mnie szarpaniem człowiek, który pytał, jak Pani się nazywa, gdzie Pani mieszka. Pamiętam, że popatrzyłam w niebo i pomyślałam: Boże, nie wiem, jak się nazywam i nie...

    Czytaj całe świadectwo

    W 2007 roku miałam wypadek na rowerze podczas burzy. Zupełnie zawiodły hamulce, zjeżdżałam a raczej pędziłam z długiej stromej ślepej ulicy na, końcu której stał budynek i zaparkowany tir. Zdążyłam trzy razy głośno zawołać: Jezu, ufam Tobie. Obudził mnie szarpaniem człowiek, który pytał, jak Pani się nazywa, gdzie Pani mieszka. Pamiętam, że popatrzyłam w niebo i pomyślałam: Boże, nie wiem, jak się nazywam i nie wiem, gdzie mieszkam. Okazało się, że straciłam przytomność, miałam wstrząśnienie mózgu. Opatrzność czuwała. Otrzymałam potrzebną pomoc. Wszystko skończyło się dobrze. Jezu, ufam Tobie!

  6. Konrad

    Kiedyś świat istniał bez internetu. Bez smartfonów. Bez tabletów. Bez laptopów. Bez Boga, a raczej Ci co Go nie odczuli na własnej skórze: byli, są i będą. Tak realnie co wiemy o tym co znaczy uświadczyć coś komuś. Uśmiech. Naturalnej z całej siły dociśnięcie do wtulenia się w swoich bliskich, gdzie internet już nie sprawia nadużywania Go, a jesteśmy już nim globalnie opętani i nie wiemy już i co gorsze nie dowiemy...

    Czytaj całe świadectwo

    Kiedyś świat istniał bez internetu. Bez smartfonów. Bez tabletów. Bez laptopów. Bez Boga, a raczej Ci co Go nie odczuli na własnej skórze: byli, są i będą. Tak realnie co wiemy o tym co znaczy uświadczyć coś komuś. Uśmiech. Naturalnej z całej siły dociśnięcie do wtulenia się w swoich bliskich, gdzie internet już nie sprawia nadużywania Go, a jesteśmy już nim globalnie opętani i nie wiemy już i co gorsze nie dowiemy się już tego ever co oznaczałaby Nasza z Naszymi bliskimi totalnie bliska bliskość Rodzinna, bo bliskość boża, a raczej królestwa niebieskiego ma się w jak najlepszym i nie obawiaj się drogie dziecko niczego, ani że wybuchnie IV wojna światowa, ani pandemii. Czyń swoje. Zaufaj mocniej owocom łask. Zsyłane będą Ci stąd po wieczność. Dziel się nimi z każdą i z każdym bez względu na wiek. A kiedy internetu zabraknie zamknij oczy na jak najdłużej i kto wie może Tobie podobnie przypomni się moment i rok kiedy siadałaś / siadałeś po raz pierwszy i wchodziłaś / wchodziłeś w cyberprzestrzeń i co z tego uzyskujesz ? Straconego czasu nie odzyskasz. Ty wiesz który fragment z treści którą piszę dla Ciebie Ci podciął skrzydła / uniósł. Nie bój się działań Ducha Świętego. On był przy Tobie, jest i będzie, a Twój anioł stróż. Oj jest tego mnóstwo. Aniołowie. Święci. Nawet bez lukru i pretensji dla Ciebie Pan Bóg stworzył: czekoladki Merci. Gorzko Gorzko nie zaśpiewasz. Zamiarów Pańskich na siebie samą nie nie przewidzisz. TOTUS TUUS Maryjo sursum Corda dziękuj, że czujesz woń i smak, i dotyk że jesteś zdrowa / zdrowy. Że widzisz. Wdzięczności nauka będzie trwała codziennie. A jak wyjaśnić można to, że miłosierdzie Boże może czasami dla tego kogo trzeba okazać się bezwzględne ?

  7. Klara

    Odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia 2 tygodnie, czuje poprawę sytuacji w nerwicy lękowej. Dziękuję Ci, Panie Jezu. Daj mi dobrego męża

    Czytaj całe świadectwo

    Odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia 2 tygodnie, czuje poprawę sytuacji w nerwicy lękowej. Dziękuję Ci, Panie Jezu. Daj mi dobrego męża

  8. Św. Faustyno, módl się za nami Grzesznymi

    Wspominamy Faustynę. Pomyślałam, że mam duży zasięg profilu. Udostępniłam o tym informacje. Napisał człowiek grzecznie oświadczenie, że to zła kobieta, bo uznaje cnotę za dobro. Było to przekonujące dla ludzi, czuły temat… Postanowiłam odpowiedzieć, by wyjaśnić mu, że jest w błędzie. Zajrzałam do słów samej Faustyny. Człowiek ten nie wytrzymał tej odpowiedzi. Zaczął się wrzask bez końca, wypisywanie, że ona jest...

    Czytaj całe świadectwo

    Wspominamy Faustynę. Pomyślałam, że mam duży zasięg profilu. Udostępniłam o tym informacje. Napisał człowiek grzecznie oświadczenie, że to zła kobieta, bo uznaje cnotę za dobro. Było to przekonujące dla ludzi, czuły temat… Postanowiłam odpowiedzieć, by wyjaśnić mu, że jest w błędzie. Zajrzałam do słów samej Faustyny. Człowiek ten nie wytrzymał tej odpowiedzi. Zaczął się wrzask bez końca, wypisywanie, że ona jest demoniczna, o Rosji, o wszystkich nieszczęściach świata, objawiając ją, ale czynił to destrukcyjnie bardzo, chaotycznie, mieszając już w to wszystko. Wielki wrzask, wielki ból na te słowa i robienie wszystkiego, by post zniknął. Zachowywał się jak opętany i ludzie tak widzieli to wokół, że to sprawa poważna. Szkoda mi go było i usunęłam jego wpisy, ale to było dobre świadectwo dla ludzi, jak zło reaguje na dobro… Jak jest wobec jego prawdy i miłości bezsilne, jak boli je zaufanie do Boga kogokolwiek… To był człowiek trenujący sporty walki, promujący bardzo boks. O tyle to istotne, że zauważyłam, że on patrzy na sport jak na przemoc i kryje się pod nim, by siać destrukcję, agresję w sieci i wypatrzeć obraz sportu. Nie wiedziałam, że ktoś taki czyta moje posty i to o Świętych…

  9. Artur

    W Wigilię 2020 roku zacząłem odczuwać objawy chorobowe wskazujące na zarażenie koronawirusem. Dzień później, zacząłem czuć się coraz gorzej i nie byłem w stanie wytrwać do końca Mszy Świętej. Wyszedłem w jej trakcie do domu i położyłem się do łóżka, a następnie zostałem objęty kwarantanną. Mimo troskliwej opieki mojej kochanej żony, było ze mną coraz gorzej. Kiedy po upływie około dwóch tygodni zacząłem się dusić...

    Czytaj całe świadectwo

    W Wigilię 2020 roku zacząłem odczuwać objawy chorobowe wskazujące na zarażenie koronawirusem. Dzień później, zacząłem czuć się coraz gorzej i nie byłem w stanie wytrwać do końca Mszy Świętej. Wyszedłem w jej trakcie do domu i położyłem się do łóżka, a następnie zostałem objęty kwarantanną. Mimo troskliwej opieki mojej kochanej żony, było ze mną coraz gorzej. Kiedy po upływie około dwóch tygodni zacząłem się dusić, pogotowie przewiozło mnie do szpitala, gdzie zdiagnozowano u mnie potężny zator płucny spowodowany koronawirusem. Trafiłem na oddział intensywnej opieki medycznej, a personel medyczny, o czym dowiedziałem się później poinformował moją kochaną żonę, że rokowania nie są optymistyczne i nie przeżyję najbliższej lub kolejnej nocy. Kiedy już leżałem na sali podłączony do urządzeń medycznych, zdołałem pobrać na telefon z internetu fotografię ołtarza z kaplicy w krakowskich Łagiewnikach z cudownym obrazem Jezusa Miłosiernego, będącym wówczas obok obrazem świętej Siostry Faustyny oraz trumienką z białego marmuru, w której spoczywają Jej doczesne szczątki. Zdołałem także odmówić Modlitwę Różańcową. To co się działo później pamiętam jak przez mgłę. Z upływem czasu mój stan zdrowia zaczął się poprawiać. Kiedy kilkanaście dni później wykonano mi w szpitalu kolejne badanie TK, nie było na nim śladu potężnego zatoru płucnego. Lekarze sprawdzali, czy nie nastąpiła pomyłka, a później wielu z nich mówiło o cudzie. Nadal lekarze patrząc na moje wyniki badań z dnia przyjęcia do szpitala oraz tych wykonanych kilkanaście dni później, upewniają się, czy na pewno dotyczą tego samego pacjenta. Po wyjściu ze szpitala dowiedziałem się, że moja kochana żona w tym czasie modliła się w każdej wolnej chwili w intencji odzyskania przeze mnie zdrowia, odmawiając m.in. wiele Koronek do Miłosierdzia Bożego. Dowiedziałem się także, że o łaskę zdrowia dla mnie prosiły wówczas także grupy modlitewne, za co podziękowałem im intencją mszalną. Zdawałem sobie sprawę, że musiała w tej sprawie nastąpić interwencja Boska, skoro zaskoczyła ona nawet lekarzy. Nie okazałem jednak Panu Jezusowi Miłosiernemu należytej wdzięczności za uzdrowienie. Popełniłem błąd, który odbił się na moim prawie 30-letnim małżeństwie. Dlatego teraz znów pokornie proszę Pana Jezusa Miłosiernego za wstawiennictwem świętej Siostry Faustyny o uratowanie mojego małżeństwa i odzyskanie miłości mojej kochanej żony. Proszę pokornie wszystkich Was, którzy przeczytacie moje świadectwo, o modlitwę w tej samej intencji. Bóg zapłać.

  10. Przed nowenną do Świętej Faustyny

    Myślałam, jak zrozumieć relacje Faustyny w zakonie, to wszystko było trudne i pomyślałam, że dziś i tak jest to trudne, choćby różne decyzje. Przed snem zastanawiałam się, jutro rusza nowenna do Faustyny, modlić się, czy nie… I zasnęłam. Znalazłam się w klasztorze w Łagiewnikach. Przez chwilę stanowiłam jedność z Faustyną. Doświadczyłam z jej perspektywy jak godzi się na wolę innych, wszelką, bez siły oporu, bez...

    Czytaj całe świadectwo

    Myślałam, jak zrozumieć relacje Faustyny w zakonie, to wszystko było trudne i pomyślałam, że dziś i tak jest to trudne, choćby różne decyzje. Przed snem zastanawiałam się, jutro rusza nowenna do Faustyny, modlić się, czy nie… I zasnęłam. Znalazłam się w klasztorze w Łagiewnikach. Przez chwilę stanowiłam jedność z Faustyną. Doświadczyłam z jej perspektywy jak godzi się na wolę innych, wszelką, bez siły oporu, bez zastanowienia, nawet to, co najtrudniejsze i jakby upokarzające, krzywdzące w mojej ocenie (dla mnie takie rzeczy były niemożliwe)… Potem nasze drogi się rozrywają, patrzę na nią z boku, jak rozkłada po tym szeroko ramiona i obraca się dookoła świata. Była szczęśliwa, otwarta na wszystko w świecie, dalej. Tak zamanifestowała radość z posłuszeństwa. Co więcej, zanim znikła mi sprzed oczu, pokłoniła się głęboko, pokornie, swoim przełożonym, i starszym siostrom, i to także tym z dzisiejszego zakonu i uznała ich decyzje, bez pytania o cokolwiek. Pomyślałam, dobra, ale do mnie nie masz konkretnego przesłania, ja to ten niepokorny, nie rozumiem dużo i nikt do mnie nie ma cierpliwości… Siostra, która mówiła, że się za mną modli powiedziała mi we śnie, nie ustawaj w modlitwie własnej, bo się na niej opierasz w całości ("Jezu, ufam Tobie"). Potem widzę salę gimnastyczną, swoje ciężkie treningi z przeszłości. Była tam zmarła, obca kobieta. Pytam jej, czy wszystko będzie dobrze? Odpowiada, że tak. Pytam o to, co mam robić, co z moimi sukcesami, co jeszcze zdążę zrobić? Odpowiedziała, że będą sukcesy, ale nie tak duże jak sądzę. Pytam, jak to, dlaczego? Odpowiedziała, że rok ma tylko 12 miesięcy, a ja prawie cały dzień pracuję i nie starcza mi na nic więcej czasu i że zawsze będą dla mnie ważniejsi inni. Sen się urwał. Zrozumiałam, że nawet jak wracam do treningów, po te lokalne sukcesy… Że one właśnie takie już będą i że mam inne, ważniejsze sprawy; że za mało w tym wszystkim było tych treningów i czas się zamknął… Zrozumiałam, że sport to był tylko dodatek do życia, a nie moje życie, dlatego tak wyszło. To nie jego istota. Przed snem pojawiały się także myśli, módl się za mną Faustyno, by udało mi się być człowiekiem pokornym i bardziej skruszonym wobec swojego życia… Bo swoich sił mi do tego brakuje. Pomyślałam, będziesz obojętna, bo ja to ten już taki trudny człowiek, a nie ufny jak Ty, niegodny, ale się staram naprawdę...

  11. bog ocala sebastian

    W 2018 roku w lutym był u mnie Jezus. Gdy słuchałem Mszy św., ukazał się na niebie z rozłożonymi rękoma i był św. Ojciec Pio, i podczas Eucharystii zstąpił z nieba i po chwili nic nie widziałem, był we mnie kilka chwil. Gdy odszedł, była wielka światłość, błysk aż do nieba. Z miejsca wybiegłem przeszczęśliwy, pełen miłości i światła Bożego. Zacząłem jeździć codziennie do kościoła. Po kilku miesiącach słuchałem...

    Czytaj całe świadectwo

    W 2018 roku w lutym był u mnie Jezus. Gdy słuchałem Mszy św., ukazał się na niebie z rozłożonymi rękoma i był św. Ojciec Pio, i podczas Eucharystii zstąpił z nieba i po chwili nic nie widziałem, był we mnie kilka chwil. Gdy odszedł, była wielka światłość, błysk aż do nieba. Z miejsca wybiegłem przeszczęśliwy, pełen miłości i światła Bożego. Zacząłem jeździć codziennie do kościoła. Po kilku miesiącach słuchałem modlitwy i przez okno ujrzałem na niebie promienie Bożego Miłosierdzia: wychodziły z jednego miejsca. Byłem przedziwnie spokojny i wyciszony i moja droga z Jezusem trwa dalej. Jezus uczy mnie wszystkiego w życiu. W tym roku w kwietniu w Hostii ujrzałem Jezusa Miłosiernego i promienie; zacząłem ponownie doświadczać miłości i bliskości Jezusa. Dzięki Jezusowi moje życie ma sens i poznałem cel w życiu: niebo, życie wieczne. Dziękuję...

  12. Katarzyna

    Byłam zadowolona, że zrobiłam wszystko, nie ma się czego czepiać, znam wszystkie drogi psychologów, jestem specjalistą, mam osobiste studia z mistyki i nie tylko już, przejście jej, znam drogi, nikt mną nie zawładnie więcej, z żadnej strony, będę silnym człowiekiem, ale jakoś coś mnie blokowało i czułam, że nie mam już wpływu… Wiem, że modlono się za mnie intensywnie. Nic mnie nie ruszało, ale jakoś ruszyło...

    Czytaj całe świadectwo

    Byłam zadowolona, że zrobiłam wszystko, nie ma się czego czepiać, znam wszystkie drogi psychologów, jestem specjalistą, mam osobiste studia z mistyki i nie tylko już, przejście jej, znam drogi, nikt mną nie zawładnie więcej, z żadnej strony, będę silnym człowiekiem, ale jakoś coś mnie blokowało i czułam, że nie mam już wpływu… Wiem, że modlono się za mnie intensywnie. Nic mnie nie ruszało, ale jakoś ruszyło. Pomyślałam, że ja ten zły człowiek, bo zrobił parę głupstw… Zasnęłam. Zobaczyłam we śnie, że ktoś obcy płacze, ale wiem, kto to i zrozumiałam, że miał powód. Wypychał mnie z takich dróg, bym już szła. Poruszyło mnie to, przeprosiłam, poszłam i powiedziałam, że nie wiedziałam, że kogoś skrzywdziłam, bo bym tu nie tkwiła. To było symboliczne przeproszenie za wszystko, cokolwiek mogło być złe. Myślałam, że nic takiego nie mam, że moje grzechy były wbrew mojemu życiu i się nad tym zaśmiałam. Potem widzę ziemię odwieczną swoich przodków. Tu wychowywałam się, pamiętam sielski krajobraz. Zobaczyłam jej prawdę, jaką zawsze czułam. Tam ciemna, gęsta noc, nie ruszyła… Ale ja ją przecież przeszłam! Napotkałam swój żywioł, nie do ruszenia samemu. Niemniej zaczęły się mocno ruszać gałęzie moich ulubionych, potężnych brzóz. Wszystko ruszyło, cała przeszłość. Wokół liście, zamieć i ciepło modlitwy, jej moc. Uderzało w noc światło, słońce. Czułam wiatr, mówiłam, ja śnię, ale ja tu jestem, czuję całym ciałem to ciepło, wiatr… Byłam zadowolona, bo zrobiło się, jakby księżyc to oświetlił i coś widzę i wszystko dalej pracuje, by wypuścić noc. Zobaczyłam na tej ziemi swoją babkę. Zaczęłam jej dziękować, za wszystko osobno, za to, że mnie myła, ubierała, karmiła. To była żołnierska dyscyplina, w jej domu byli Niemcy i Ruscy. Nigdy nie popełniła życiowego błędu. Odpowiedziała, bym się uspokoiła, że będziemy mieć czas rozmawiać po drugiej stronie. Była szczęśliwa. Wczoraj podobno bardzo się cieszyła, seniorka rodu, a nie ma z nią już większego kontaktu. Wiem, że to było po tej modlitwie i ona w swojej prostocie nie powie, że doświadcza więcej, to dla niej normalne, nie ma przeciętnej wiedzy o życiu. Zdawało mi się, że po chorobie matki nie ma w moim dzieciństwie nikogo, nie powstała więź, a babka była niedostępna emocjonalnie, ale jej zawdzięczam siłę i tego chciałam od innych. W tej nocy wykonywałam znak krzyża i nie było oporu. Dotąd we śnie jak tak czyniłam, z wielką siłą, wciąż czułam zło, jakie we mnie uderza i nie mam siły go zatrzymać, rani mnie. Teraz wiatr rozgonił wszystko. Ta ziemia przodków… Pytałam mądrej osoby, wiesz, od linii matki najmłodsze dziecko to ciągle kobieta, skandalista, osoba utalentowana, z dużą wiedzą, samotna, odrzucona przez świat, taka dziesięcina z tego, co lepsze, oddana Bogu. Powiedziała, nie znasz przeszłości, losu przodków, idź do bioenergoterapeuty. Poszłam do Kościoła, ale nie wiedziałam, czego chcę. Poprosiłam o modlitwę, mając na uwadze przodków i było to dla mnie głupie i byłam pewna, nie zrozumieją. Dziękuję, wiem, że zmieniła wszystko, modlitwa. Uwolniła mnie. Jak dorosłam miałam podobnie intensywny sen, jaki mnie przeniósł też. Wysoka góra, ogromny krzyż, pusty, noc gęsta, głucha, mistyczna, z blaskiem, czerwienią i dostojnymi, żałobnymi kolorami, płótnami niezmiernie gęstych i szczelnych nocy. Przeraziło mnie to, tłumaczyłam sobie, to tylko sen, ale taka noc zabrała moje życie. Budzę się jak mam 30 parę lat, z wieku 19 lat, jak skończyłam co dopiero szkołę średnią. Są ludzie, jacy sami nie wyjdą z takiej nocy… A tam i zło, jakie uderza z siłą kosmiczną. Pytanie, za co? Nie wiem. Moi przodkowie byli blisko Boga, rzeźbili, malowali dla Kościołów. Pomyślałam, losu nie zmienisz. A jednak modlitwa przynosi przebaczenia wszelkie… Jednak Bóg potrafi być miłosierny, kiedy człowiek zapuka do Niego… Nawet jak to ostatnie drzwi, bo już nie widzi nadziei, innej możliwości, nie rozumie sam siebie, dlaczego nie jest głupi, a żyje jak żyje… Człowiek na tym etapie już nie ma wyjścia żadnego i wie o tym, że nie wie, dlaczego tak się dzieje i nie ma już żadnej opcji... Wewnętrznie jest pogodzony, że zginie, że szczęścia już braknie; po prostu nie widzi swojego życia, co jest w ciemności, dlaczego umiera... Ale zobaczyłam to, co jest moją siłą i dalej na tyle jasną drogę, że nie pójdę na oślep. Tak jest pierwszy raz, odkąd żyję, że widzę dalej i wolną przestrzeń od zła, jego zaduchu. Takie życie zawsze było okropne i nikt nie znał powodu smutku dziecka, od razu po narodzinach w tym świecie wokół właśnie... Nikt nie rozumiał jego samotności, dróg.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina