Chcę dać świadectwo działania Boga na wskutek modlitwy – Nowenny Pompejańskiej. Wiele lat temu odmówiłem Nowennę Pompejańska w intencji mojego syna. Syn potrzebował pomocy w szkole, bo sytuacja stawała się coraz cięższa. Problemy były tak duże, że naprawdę trzeba było prawdziwego cudu, aby sytuacja się unormowała. Podejmując decyzję o odmówieniu tej nowenny, wiedziałem, że tylko prawdziwy cud – i to nie jeden, może dopomóc mojemu synowi ukończyć szkołę w terminie, a o zdanej maturze syna to nawet nie marzyłem w najśmielszych snach. Tak było ciężko. Dlatego chwyciłem się ostatniej deski ratunku i dlatego zdecydowałem się odmówić tę cudowną modlitwę – Nowennę Pompejańską. W intencji mojej modlitwy poprosiłem wówczas Matkę Bożą, Maryję, aby dopomogła mojemu synowi ukończyć szkołę średnią w terminie oraz zdać szczęśliwie egzamin maturalny, a także poprosiłem też, aby dopomogła synowi dostać się na studia. To wszystko było w ramach jednej intencji i jednej Nowenny. Za każdym razem, gdy odmawiałem Nowennę Pompejańską to właśnie tak formułowałem moją intencję modlitewną – zawsze tak samo, w jednym zdaniu wkładając te niejako trzy prośby. I teraz nadszedł czas aby dotrzymać słowa danego Najświętszej Maryi Pannie i dać świadectwo prawdzie. Dać świadectwo działania Najświętszej Maryi Panny, która mojemu synowi dopomogła we wszystkich sprawach, o które prosiłem w tej modlitwie. Mój syn otrzymywał promocję do następnych klas w szkole średniej każdego roku w terminie – bez żadnych dodatkowych egzaminów, zdał bardzo dobrze egzamin maturalny i został przyjęty na studia do renomowanej polskiej, państwowej uczelni. Maryja, Matka Boża, tak układała okoliczności spraw i tak pokierowała umysłami ludzkimi, że wszystko, o co błagałem w swojej modlitwie, zostało mi dane – mi, jako rodzicowi w rozpaczy i na krawędzi utraty wiary w pomoc Bożą. Choć nigdy nie utraciłem wiary w pomoc Bożą, to muszę przyznać, że był tak ciężki czas, że nawet do mego serca zaczynała wkradać się wątpliwość, czy tym razem, w tym konkretnym roku szkolnym wszystko się synowi powiedzie. Ale powiedziałem sobie, że podstawą pomocy Maryi mojemu synowi jest przede wszystkim moja wiara; jeśli ja będę wierzył do samego końca – choćby czas był najcięższy – to Maryja mnie nie zostawi … ja w to wierzyłem do samego końca. Wiedziałem, że jestem poddawany próbie – dla mnie ciężkiej – ale tak widocznie musi być. Tak sobie niebo zażyczyło i tak być musi. Nie utraciłem wiary nigdy i myślę, że dzięki temu Maryja dopomogła mojemu synowi aż trzy razy. Wszystko, o co prosiłem Maryję, się spełniło. Do teraz z żoną przeżywamy tę pomoc Bożą i rozpamiętujemy te trzy cuda Boże. Tylko ja z moją żoną wiem, jak beznadziejna była to sytuacja. Katastrofalnie beznadziejna, ponieważ pomóc można komuś, kto tej pomocy chce – a mój syn jej po prostu nie chciał i tu był prawdziwy kłopot. Nie da się pomóc człowiekowi, który nie chce pomocy, bo ktoś taki nawet nie chce o tej pomocy rozmawiać, ktoś taki już często godzi się z porażką i przestaje mu zależeć - a gdy człowiekowi przestaje zależeć, to często ten ktoś już się poddaje i przestaje walczyć o siebie. Więc to, co zrobiła Najświętsza Maryja Panna dla mojego syna, było prawdziwym cudem i ja nie znajduję na to, co się wydarzyło, innego określenia. Ja to tłumaczę tylko w jeden sposób. Nie ma rzeczy niemożliwych dla Boga, Jezusa, Maryi. Nie ma. Ja to już wiedziałem wcześniej, a ta sytuacja z otrzymaną pomocą od Matki Bożej Maryi tylko mnie w tym utwierdziła. Muszę uczciwie nadmienić, że to już drugie moje świadectwo dane na tej stronie. Pierwsze dałem kilka lat temu i też otrzymałem pomoc w sytuacji beznadziejnej. Pamiętajcie, że jeśli wszystko inne zawodzi, to jeszcze jest Bóg i modlitwa. To próba dla tych, którzy wierzą do końca. Jeśli nie zwątpimy w pomoc Bożą i będziemy szczerze prosić z czystym sercem – bo to jest bardzo ważne – to Bóg nas nie zostawi bez pomocy. Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło. Niech Bóg, Syn Boży, Maryja Jego Matka, Aniołowie i wszyscy Święci i Święte Boże będą z Wami wszystkimi zawsze i wszędzie. Amen.