W Faustinum znalazłam się gwałtownie. Mierzę jak w nauce, co robię, co zrobić można w takiej roli… Odpowiedzi przychodzą same. Jestem młodą osobą, moja koleżanka ma syna, który dorasta, ona niedługo idzie na pedagogiczną emeryturę. Powiedziała, że widzi, iż mam relację z Bogiem, że wie, że chodzę na spotkania do Łagiewnik, że widziała moją modlitwę w Kaplicy Miłosierdzia i że choć ona ma różne relacje z Bogiem, także Go obraża… Oddaje mi swojego syna na zawsze do duchowej opieki, bo wie, że tylko modlitwa może kierować dobrze jego losami, że nic nie ma wpływu na jego sytuację. Zdziwiłam się, że tak łatwo dostałam się do Faustinum, że nic nie trzeba dowodzić, wykazywać się w różny sposób. Umęczyły mnie inne drogi. Na słowo przyjęto… Ale sprawdzał mnie sen po oddaniu deklaracji, przechodziłam próby, co myślę o rodzinie itp. Przesłanie końcowe było, że właśnie dlatego jestem w Faustinum, bo jestem człowiekiem gotowym. Jestem człowiekiem… Pod wpływem jednej Siostry z Łagiewnik, jej dobroci, delikatności, serdeczności, wsparcia, życzliwości, zostawiłam za sobą daleko różne rzeczy, tożsamości, choć mentalność wyzwala się jeszcze trochę. Jestem człowiekiem i mi z tym dobrze. Nie wybieram życia w rodzinie, ale dlatego, bo moja droga jest inna. W Faustinum wszystko dzieje się szybko. Nie ma znaczenia to, że wybieram inne rodzaje życia niż powszechne, bowiem i tak wpadam w relacje, gdzie napotykam tradycyjnie modele życia i jak widać jak nie fizycznie, to duchowo realizuję różne role i to dla mnie tym cenniejsze. Każdy mój dzień jest przesłaniem, że Bóg jest blisko, mógłby być świadectwem bez końca, a jako badacz umiem wyprowadzić dowodzenie z tego, że Bóg jest, są dowody obiektywne. Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć takiej Miłości, jaka jest w świecie z Jego miłosierdzia. I trzeba być głupim, by sądzić, że człowiek musi być sam. We wspólnocie Kościoła tak nie jest, a inne rzeczy szybko się kończą i za boleśnie, a wspólnota z determinacji i natury trwa i niesie przetrwanie szczególnie temu światu XXI wieku. Na spotkaniu Faustinum wylosowałam patronkę z przesłaniem, że służba ma sens, głęboki, codzienne, małe prace, by je cenić i nimi żyć, a moje życie ciągle układa się w cień, pokazując, że to rzeczywiście ma znaczenie, nie kultura jednostek. Jednostki cierpią, giną, burzą system społeczny. Wspólnota się cieszy, rozwija razem, żyje, mimo trudności. Człowiek z natury jest społeczny, to jego pierwsza tożsamość, dlatego może trwać, i w wymiarze gatunku i także dojrzewając do życia po wieki. Wierzę, że nie możemy być do końca sami, bo Bóg tak chciał, dla dobra rodzaju ludzkiego i zarazem samego człowieka.