Rekolekcje to był czas, gdzie poznawaliśmy bardzo zagmatwane historie. W moich ludzkich oczach to opowieści o ludziach straconych, a oni właśnie zostali wybrani przez Boga do szczególnych rzeczy i doświadczani, próbowani, w ten sposób - na takiej drodze - dojrzewali do zaufania Bogu, by tylko nie polegać na sobie.
Zrozumiałam, że człowiek kruszeje, jak Bóg Go doświadcza, by był zdolny przyjmować miłość, miłosierdzie. Siostra prowadząca na tyle sposobów pokazywała okropne słabości Jakuba, że odczułam do końca, że naprawdę Bóg jest najbliżej ciemności ludzkich, grzechu, podłej natury. Jest w tym, by obdarzać miłosierdziem. Czasem trzeba bardzo doświadczyć człowieka, by się nie zatracił, by się przełamał, by zaczął żyć tak, by coś zostawić innym, by podjąć o innych staranie, odpowiedzialność, i za siebie.
Pojęłam, że Bóg naprawdę jest tak miłosierny, że widzi sens we wszystkim, ze wszystkiego wyprowadzi takie doświadczenie, że człowiek może przez te krzyże się autentycznie zmienić. Zrozumiałam, że najgorzej to przestać iść, poddać się. Doświadczenia daje Bóg, nie dlatego, że nienawidzi człowieka, ale tak Go kocha, że dopuści nawet mrok, by zaprowadzić siłą do światła, nieważne, jak to będzie trudne, ile będzie kosztowało sił, Bóg doświadczy w każdy sposób człowieka, ale po to, by wyszedł z tego do życia, żeby nie pomarł na wieki i jego pokolenie. Zrozumiałam, że im bardziej człowiek jest doświadczany, im gorsze rzeczy przechodzi to może świadczyć, ile Bóg jest w stanie zrobić, ile sytuacji przyjąć, w tym wstrętnych, by tylko doczekać się wybielenia człowieka, żeby ten jego charakter się zmienił, żeby przestał żyć dla siebie, dla swoich małych zysków i zobaczył to wszystko piękne, co Bóg chce dać człowiekowi za nic na zawsze.
To był czas niezwykły, terapeutyczny, stale Siostra powtarzała na wszelkie sposoby, że we wszystkim jest sens, że Bóg wybiera marnych ludzi i przez nich szczególnie uwidacznia się Jego moc. Bóg bardzo kocha wielkich grzeszników. Chodzi za nimi wszystkimi drogami. Dopuści wszystko, każdą noc, by zobaczyć, że człowiek nawraca się. Bóg zrobi naprawdę wszystko, aby człowiek nie stracił życia wiecznego, żeby wyprowadzić z niego ciąg dalszy, coś dla innych, z życia. Bóg zrobi wszystko, żeby żadne doświadczenie się nie zmarnowało, zmieni każde ciemności w triumf miłości. Warunkiem jest zaufanie. Nigdy nie byłam na takich rekolekcjach, gdzie czułam się aż tak przyjęta, bez oceny, ale dawano nam światło w rany, ciągle je leczono, czule, wytrwale. Tyle się stało w te dni. Siostra prowadząca intensywnie pracowała, żeby osiągnąć te efekty. Rozmawiałam z innymi, mogę to przekazać, to było doświadczenie zbiorowe, że ludzie wyjeżdżali z uleczonymi ranami, czuli się zabandażowani szczególnie na duszy, by wrócić do życia i przetrwać. Ludzie wyjeżdżali ze światłem, z chęcią życia, zbudowani, że nie są gorsi, że więc każde doświadczenie miało sens, że można ufać Bogu, że On wie, co robi, że On nas nie zostawił, kiedy było najgorzej i działy się nawet rzeczy ohydne. Bóg był z nami wtedy. Pojęliśmy, że nic w nas nie jest stracone, że wszystko może prowadzić do Boga, być Boże, że jesteśmy w drodze, jak kiedyś Jakub i Rachela, że trwa wielka walka o życie wieczne, że chodzi o to, byśmy je wygrali, a nasze rany i tak kiedyś doczekają się uzdrowienia, nie będzie bólu. Kiedyś ta wielka walka się skończy... Ranga tej walki jest ogromna. Możemy wygrać życie, zaprowadzić innych ku życiu, więc warto walczyć bez względu na cenę... I warto dać Bogu dotykać swoich ran, być z Nim przed Najświętszym Sakramentem, by nas prowadził do zdrowia, do pełni sił, do światłości, sensu, pokoju.