5 marca 2004 roku urodziłam swoje pierwsze dziecko - najpiekniejszą, najukochańszą córkę Katarzynę. Niestety poród nie przebiegał prawidłowo. Moja Kasia przyszła na świat w zamartwicy. Nie przeżyłam pierwszego przytulenia, ukochania czy nakarmienia mojego dziecka. Od razu po porodzie Kasia była reanimowana z powodu ogromnego niedotlenienia. Moje dziecko było prawie martwe. Wspaniała pani ordynator oddziału neonatologicznego kazała wezwać karetkę N z innego miasta, bo u nas nie było warunków na leczenie noworodka w tak ciężkim stanie. Moje dzieciątko zabrali 50 km ode mnie. Rozpacz ogromna. Modlitwa i strach nie opuszczały mnie i męża ani na chwilę. Wyszłam ze szpitala, obolała, poraniona psychicznie i fizycznie pojechałam z mężem do naszego dziecka. Widok mojej córeczki podłączonej do respirstora i w inkubatorze rozbiła mnie na cząsteczki. Wróciliśmy do domu. Cały czas miałam pokarm i chcialam go utrzymać, żeby móc karmić moje dzieciątko, jak wroci do nas, do swojego domu. Każde z dzieciątek, leżących z moją Kasią, miało przy swoich inkubatorach pluszaki. Mąż powiedział do mnie tak: Skarbie zawieźmy Kasi też misia. Ale postanowiliśmy, że zawieziemy Kasi obrazek Jezusa Miłosiernego, który dostaliśmy od naszej znajomej. Panie pielęgniarki pozwoliły nam włożyć obrazek do inkubatora. I nagle na drugi dzień jak pojechaliśmy te 50 km do szpitala, zobaczyliśmy, że nasza córka oddycha samodzielnie bez wspomagania, nie ma zadnych rur. nie jest podłączona do żadnego sprzętu. Leży jeszcze w inkubatorze, ale tlen podawany jest tylko biernie. Po kilku dniach moja córka już leżała w łóżeczku, przyjęli mnie na oddział, żebym mogła ją karmić. Jezu Miłosierny, wysluchałeś matki. Matki, która kocha swoje dziecko, tak jak kocha Cię Twoja Matka. Kiedy tylko mogę jestem w Łagiewnikach pokłonić się Tobie. Jestem szczęśliwa, że mogłam być teraz 2 stycznia 2020 roku u Ciebie w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Moje dziecko jest z nami, pomimo że skutkiem niedotlenienia jest mózgowe porażenie dziecięce, żyje, i za to będę Ci wdzięczna do końca moich dni. Wiem, że na naszej drodze nie jesteśmy sami. Ty jesteś, nasz Miłosierny, chylący się ciągle ku nam. Kocham Cię, mój Jezu.