S. Marcela odeszła do Nieba. Podobnie jak s. Sylwana z jednej strony smutek z drugiej radość duszy, że jest, że są przy Ukochanym. Choć pierwsza s. Sylwana ze mną kontakt listowny nawiązała, to s. Marcela którą już w Krakowie poznałam, była taka małą kruszynką, ciągle radosna. Któregoś słonecznego dnia szła od pralni przez podwórko i kuśtykała lekko na prawą nogę. Gdy była blisko furty zapytałam, co się siostrze stało, a ona z uśmiechem i pogoda ducha: "Jakby kózka nie skakała, to i w nogę nic by się nie stało". Ból potrafiła ukryć pod uśmiechem, mimo wielkiego bólu. Dopiero od innej siostry dowiedziałam się, że schody były mokre i poślizgnęła się. Tak miała tyle pokory, że nie krzyczała tylko wstała i pozbierała się. To było w godzinach porannych. Nigdy nie widziałam, żeby szukała winnej osoby jej upadku. To chyba mnie ta postawa mocno w sercu zapadła. Druga sytuacja, jakiś inny dzień. Siostra Marcela przyszła na chwilę do kaplicy do Jezusa Miłosiernego (nie wiem, czy zawsze tak robiła) ale wtedy w zabieganiu, braku czasu, weszła malutka siostra jakby przyciśnięta obowiązkami, a gdy usiadła w ławce przed Jezusem zamknęła oczy i na czas cichej modlitwy serca promieniował z buzi spokój, radość i taka miłość, która ją na co dzień otaczała. Ciężko jest mi powiedzieć, która siostra bardziej cierpiała: czy Sylwana na SM czy Marcela. Uważam, że obie z godnością i miłością niosły krzyż Chrystusa. Przyznam tylko, że gdy patrzyłam na siostrę Marcele, to ciągle kojarzyła mi się Siostra Faustyna Kowalska, że miały wiele cech wspólnych. Te dwie siostry swoją postawą życia i żartu umiały pewien obraz duchowej radości wymalować. Też dziś mam krzyż swój i dzięki tym siostrom w cierpieniu umiem powiedzieć: Jezu, boli, ale to nic, i tak Ci ufam. Oby było więcej takich sióstr, które czasem słowem czy postawą życia dawały świadectwo nowemu młodemu pokoleniu.
Jezu, ufam Tobie i wierzę mocno, że siostry tam w Niebie dopiero teraz mogą być w pełni szczęśliwe ze spotkania z ukochanym Jezusem.
I gdzieś usłyszałam, że Niebo jest miejscem odpoczynku, ale też miejscem, gdzie świeci zakasują rękawy, bo pracy jest wiele. Niebo nie jest miejscem dla leniwych - to ogród, gdzie każdy święty z miłości pędzi do pracy, by pomagać, by w sercach ludzi budzić dobro. Tak jak święta Faustyna, dopiero po swej śmierci więcej się udziela i pomaga z Nieba.