ŚWIADECTWO ŁASKI JEZUSA MIŁOSIERNEGO
Moja mama Agata urodziła się w 1922 r. w Grzebienisku. W 1930 roku rodzina mamy przeprowadziła się do Strzyżewic. Mama od dzieciństwa nauczona była modlitwy przez swoją mamę. Wzrastając w pobożności, mając 16 lat, za otrzymane pieniądze kupiła sobie na odpuście obrazek N.S.P.J. który miał dla niej duże znaczenie. W 1951 r. wyszła za mąż za Ignacego, który był wierzącym i praktykującym katolikiem. Na świat przyszło pięcioro dzieci: trzech synów i dwie córki, które (córki, a moje siostry), dość szybko zmarły. W naszej rodzinie modlono się, uczęszczano do kościoła. Mama należała do Wspólnoty Różańcowej, a w 1969 roku wstąpiła do III Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Największą radością było dla niej uczestnictwo we Mszy św. podczas której Bóg łaską ogarnia człowieka, a człowiek dotyka Boga. Wychodzącym z domu do swoich zajęć, mama udzielała błogosławieństwa na drogę. Później najstarszy brat ożenił się i wyprowadził z domu, średni wiekiem został księdzem, a ja najmłodszy zostałem z rodzicami. Mama prowadziła też nabożeństwa majowe przy figurze Matki Bożej w naszej wiosce, odwiedzała chorych. Ojciec zmarł w 1998 r. i w domu rodzinnym pozostałem ja z mamą. Mama w tym czasie dużo się modliła. Odprawiała Drogę Krzyżową, odmawiała różaniec, Godzinki do NMP, Koronkę do Miłosierdzia Bożego, różne litania, powierzała siebie i rodzinę Matce Bożej, i św. Józefowi, śpiewała pieśni kościelne, a ze mną jechała do kościoła na Mszę św. W 2015 r. mama potrzebowała stałej opieki, dlatego zaczęła przychodzić opiekunka, która pod moją nieobecność była z mamą. Za każdą drobną uczynioną posługę mama mówiła: "Bóg zapłać" i często obdarowywała nas uśmiechem. W październiku 2016 r. mama doznała udaru mózgu i z powodu niedowładu prawej strony ciała, zmuszona została do leżenia w łóżku. Udar też ograniczył jej świadomość. Mama mogła się jednak modlić i przy codziennych czynnościach było z nią porozumienie. Kiedy prosiliśmy ją o uśmiech, to zawsze nas nim raczyła, za co dostawała "dzióba", tj. całusa. Często też mówiliśmy jej, że jest kochana. Prawie codziennie z mamą był odmawiany pacierz, Koronka do Miłosierdzia Bożego, zawsze przed posiłkiem była modlitwa i jak mogła, to śpiewało się z nią kolędy, pieśni: przygodne, do Serca Pana Jezusa, wielkopostne, wielkanocne i maryjne. Były dni, że mama sama się modliła. Co miesiąc ksiądz przychodził do mamy z Komunią św. Kiedy przyjeżdżał brat- ksiądz, to odprawiał Mszę św. w domu i mama mogła spożywać Ciało i Krew Chrystusa. Jako matce kapłana Pan Bóg uczynił jej ten przywilej: być co miesiąc, a czasem częściej, na Mszy św. i w niej uczestniczyć. W grudniu 2018 r. opiekunka z przyczyn zdrowotnych była na zwolnieniu lekarskim i zostałem z mamą sam. Przed Świętami Bożego Narodzenia musiałem mamę umieścić w Domu Opieki. Jak tylko mogłem odwiedzałem ją. Stan mamy pogorszył się 8 stycznia 2019 r. W czwartek, 10 stycznia 2019 r. ks. proboszcz udzielił mamie sakramentu namaszczenia chorych, a ja i najstarszy brat przyjęliśmy Komunię św. w intencji mamy. Będąc organistą w kościele pw. św. Józefa w Lesznie, w niedzielę Chrztu Pańskiego, 13 stycznia 2019 r. po pierwszej Mszy św. zszedłem do prezbiterium do Komunii świętej i ofiarowałem ją w intencji umierającej już mamy. Była godz. 7:45 . Jak się wkrótce dowiedziałem, właśnie o tej godzinie, kiedy przyjmowałem Ciało Chrystusa, mama przeszła do wieczności, do Boga, którego całe życie kochała. Przy śmierci mamy była opiekunka pani Maria Musielak. Później przyszła mi na myśl pieśń do Miłosierdzia Bożego: "Nasze plany i nadzieje" i jej druga zwrotka: "Ufność w Miłosierdzie Boże zapewnienie daje nam, że w godzinę naszej śmierci przyjdzie po nas Jezus sam". Te słowa wypełniły się wobec mojej mamy, a ja jestem tego świadkiem. Jezus w widocznej postaci Chleba, przeze mnie, przyszedł po mamę i tym samym na sposób duchowy byłem przy jej śmierci, o co też prosiłem św. Józefa - patrona dobrej śmierci i odległość fizyczna nie miała tu żadnego znaczenia. Czas opieki nad mamą był czasem trudnym, fizycznie ciężkim, ale też pięknym wzajemną miłością i błogosławionym, a moją posługę ofiarowałem jako zadośćuczynienie za mamy grzechy. Bogu za wszystko niech będą dzięki !
Spisano 20.03.2019 r. Marek Szymendera