?Cierpienie? ? Czy odkąd poznałem Boga cierpiałem? Ogólnie nie planowałem tego napisać, jakoś ?samemu? w pewnym momencie przyszło do głowy, by przelać moje myśli na papier i by się tym podzielić z innymi. Odkąd podzieliłem się swoim świadectwem ?oficjalnie? w internecie, wśród znajomych fejsbukowych, rodziny, itd. były mieszane reakcje. Z jednej strony szacunek, brawa, super!?, a z drugiej: ?głupoty, złość, ataki ze strony bliskich, że co ty piszesz?, lecz wiedziałem, że tak ma się dziać. Znajomi bliscy czy też dalecy zaczęli do mnie pisać o rady, co zrobić, czemu wierzę. Krótko mówiąc, byli ciekawi Boga, którego nie potrafią odnaleźć przez przeszłość, ból czy też cierpienie. Na tym ostatnim chcę się dzisiaj skupić i podzielić swoim doświadczeniem i przeżyciem. Czy ja kiedykolwiek cierpiałem, odkąd się ?nawróciłem?? Chciałbym się z wami podzielić czymś o czym chyba nikt poza moim dziennikiem nie wie. (Zwracam honor, wie kilku moich znajomych internetowych, ale to max 3 osoby i to nie ze szczegółami, które chcę tu napisać.) Będzie to raczej długa historia, więc jeśli nie interesuje cię ten temat, to po prostu tego nie czytaj, bo to szkoda twojego czasu i zarazem nerwów. Wyprawa rowerowa 2017. / Wyprawa ,by spotkać Boga 2017. Dwie różne nazwy. Jedna dla rodziny i znajomych, by nie myśleli, że oszalałem, a druga, która tak naprawdę się nazywała, bo plan był taki, by spotkać Boga. Co mam na myśli? Już wyjaśniam. Kocham rowery. Uwielbiam na nich jeździć. Gdybym mógł, to bym poruszał się tylko nimi. Od zawsze rower będzie dla mnie lepszym pojazdem niż samochód. Jako, że kocham rowery zawsze marzył mi się trip po Polsce, wakacje, cisza, spokój. Tylko ja i rower. Aż do czasu, gdy pomyślałem sobie, że może zrobię taki trip, myślałem o tym długo, by to zrobić, ale po jakimś czasie zapomniałem o tym, Lecz na początku 2017 roku pomyślałem sobie, a co jeśli by sobie zrobić taki trip na serio? Może spotkam Boga, czy coś. Był to czas, gdy już Bóg ?wysłuchiwał? moich próśb, modlitw więc modliłem się i pytałem co mam robić. Im więcej o tym myślałem, pytałem, tym większą czułem ekscytację tym wszystkim, w końcu podjąłem decyzje: tak, zrobię to! Czuję, że On też tego chce! No, ale dobra, jeśli chce, to skąd wziąć na to wszystko pieniądze. Zacząłem się modlić, prosić, pytać, co dalej, skąd wziąć pieniądze. Nagle po jakimś czasie, koleżanka mi powiedziała, żebym w szkole aplikował o wsparcie. Myślę sobie ? spadłaś mi z nieba! Wszystko wypełniłem, w podaniu napisałem, że na nowy komputer mi potrzeba itd., Przecież nie napiszę, że ? I want to meet God in Poland on holiday?. Wysłałem. Po kilku dniach dostałem list, że przyznali mi pieniądze. Wszystko było super, ale gdy już każdy z moich znajomych dostał pieniądze, ja cały czas byłem na zero. Nie dostałem żadnych pieniędzy, żadnych dalszych informacji, co dalej. Wszyscy inni już dawno z kasą, a ja czekam dalej. Mijały dnie, tygodnie, a ja dalej nic. Poszedłem zapytać, czemu inni już dostali, a ja jeszcze nie, ale odpowiedź, jaką dostałem, to, że sorry i już powinny być dawno, a jeśli nie, to jutro dostanę. Myślę, aha, okej. Kasy na drugi dzień nie było. Zdenerwowany myślę, co robić, ja już muszę powoli kupować rzeczy, przygotowywać się. Przeczekałem kilka dni, aż tydzień później w czwartkowy wieczór zacząłem oglądać jakieś świadectwo, typ mówi, by iść, porozmawiać z Bogiem, jeśli masz jakiś problem. Myślę, może gość ma racje, pójdę się przejść, pogadać. Poszedłem, powiedziałem. ? Panie, będę szczery, może źle odebrałem Twoje zamiary i nie chcesz mnie tam, może jednak nie chcesz bym pojechał w ten trip, ale jeśli jest inaczej i chcesz byśmy się spotkali, zrób coś, tylko na Tobie mogę polegać, wiem, że ta kasa jest tylko i wyłącznie od Ciebie, więc jeśli chcesz, daj mi ją i zobaczymy się w Polsce. O dziwo, w pewnym momencie w powietrzu było czuć zapach.. dzieciństwa. Tak, mam swój zapach dzieciństwa, zapach ten to zapach mokrej trawy w lato. Tamte dni akurat były ciepłe, więc deszczu żadnego nie było, więc wierzę, że to było takie specjalne zaproszenie od Boga. Nie muszę mówić, że odpowiedź na moją wczorajszą modlitwę była natychmiastowa. Można to uznać za przypadek, że kasa tak czy siak miała wylądować na moim koncie, ale czemu akurat po ?rozmowie? z Bogiem? Osobiście w przypadki nie wierzę, za dużo ich było od mojego nawrócenia, gdzie przed liczba ?przypadków? wynosiła zero.Także pieniądze się znalazły na koncie i czas na przygotowania. [podróż->powrót->cierpienie] Dokładny plan podróży wyglądał tak: obalam mit, że Boga w Polsce dla mnie nie ma, obalam mit, że polscy księża nie pomagają ludziom i obcym, no i najważniejsze ? spotkać Boga. Nie wiem jak, ale to już zostawiam w rękach Jego, czy mi się objawi czy zrobi cokolwiek innego. Rób, co chcesz, spodziewam się wszystkiego ? powiedziałem., tak, wszystkiego.. Dzień przed wyjazdem prosiłem na jednej z grup o modlitwę o to, bym się nie poddał itd. Napisała do mnie kobieta, że nie wie czemu tak naprawdę do mnie pisze, ale gdybym miał jakieś załamanie, brak wiary itd. mam do niej pisać/dzwonić zawsze. O każdej porze. Podała mi swój numer. Pierwsza myśl? ? Aha. Kim ona jest? Dodała jeszcze, że jak wrócę z podróży, to przekaże mi jakąś wiadomość, którą według niej powinienem usłyszeć. Popakowany i szczęśliwy wyruszyłem. Historia i przygoda zaczyna się! Przed wyruszeniem jeszcze od bliskiej mi osoby, usłyszałem, że życzy mi ?żeby mi się nie udało?, ale olałem to, no bo ?jeśli Bóg jest ze mną, to kto przeciwko mnie??. Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów wspaniałe. Ciągłe rozmowy z Bogiem, modlitwa, piękna przygoda, czułem się najszczęśliwszy na świecie, aż do momentu. W między czasie zacząłem się gubić, i to nie w terenie, lecz w głowie. Moje myśli nie były przy Bogu, tylko zacząłem myśleć o zupełnie nieważnych rzeczach. Zaczęła się walka z czasem, strach, zmęczenie. Nie trzymałem się ?naszego planu? ? mojego i Boga - tylko jakiegoś innego. Myślałem o wszystkim, tylko nie o najważniejszym, czyli o Bogu. Dojechałem do Warszawy w cierpieniach, w jeden dzień, ponad 200km. Wtedy już wiedziałem, że poległem i zawiodłem Boga. Zmęczony, zły, załamany wróciłem do domu pociągiem. Nie potrafiłem wtedy spojrzeć na siebie, zawiodłem! Zawiodłem siebie i Boga! Miał być to najpiękniejszy miesiąc w moim życiu, a zamienił się w koszmar. Oddaliłem się od Boga, jak nigdy wcześniej od mojego nawrócenia. Było to moje pierwsze POWAŻNE załamanie/brak wiary/ oddalenie się od Boga. Bałem się modlić, chodzić do kościoła, bo twierdziłem, że zawiodłem Boga. Cierpiałem w duszy, jak nigdy wcześniej. Przysięgam, miałem wiele załamań, ale kończyły się one max po tygodniu, modliłem się, chodziłem do kościoła etc, ale we wakacje NIC. Pewnie gdybym mógł, to umarłbym wtedy ze wstydu, że tak Boga zawiodłem. Chodziłem zły, smutny, załamany. Po jakimś czasie napisałem do tej kobiety, że nie dałem rady, że czuje się tak i owak. Wydawało mi się wtedy, że nie była zdziwiona, że tak się stało. Po jakimś czasie zaproponowała mi, bym poszedł na męską wyprawę pieszą z księdzem i innymi facetami z Warszawy do jakiegoś miejsca oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, ale załamany wtedy, olałem temat. Gdy tak cierpiałem i jeszcze bardziej cierpiałem dochodziły inne złe dobijające sprawy, aż pojechałem wtedy znienawidzonym rowerem do lasu, by się wykrzyczeć. Pamiętam jak dziś, wyzywałem Boga, krzyczałem, pytałem, gdzie jest, po co mi dał taką rodzinę, życie, że ja nie chcę żyć, mam dosyć, aż powiedziałem: ? Może Ty tak naprawdę nie istniejesz? Jeśli byś istniał ,nie pozwoliłbyś, by mi się tak działo". Po tych słowach wsiadłem na rower i odjechałem zły. Po chwili zatrzymałem się i usiadłem na jakiejś ławce w lesie i otworzyłem Pismo Święte na losowej stronie. Co mi wyskoczyło? KSIĘGA HIOBA ROZDZIAŁ 38 ? MOWY BOGA DO HIOBA. Przestraszyłem się wtedy i zamknąłem Pismo, bo wiedziałem, że jest to najprawdopodobniej odpowiedź Boga na to, co mówiłem wraz z oskarżeniami chwilę temu. Rodział 40, 3-5, powinienem wtedy przeczytać i wziąć do serca. Do czasu wylotu do Szkocji nic się nie zmieniło. Cierpiałem cały czas, zero modlitw, ciągła bojaźń przed Bogiem, bo zawiodłem. Dopiero jak wróciłem, wszystko wróciło do normy, poszedłem do spowiedzi, krótko mówiąc: ?pogodziłem się? z Bogiem. Kolejne dni, tygodnie, miesiące leciały. Nie chciałem myśleć o tym co się działo w wakacje, chciałem o tym zapomnieć, aż do czasu, gdy wpadł mi w dłonie "Dzienniczek" Siostry Faustyny: ? Miłosierdzie Boże w mojej duszy?, a tam fragment ? cytuję - ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SZATAŃSKIE POKUSY ATAKUJĄCE DUSZĘ PRZEZ BOGA UMIŁOWANĄ + Doświadczenie Boże w duszy umiłowanej szczególnie przez Boga. Pokusy i ciemności, szatan. Miłość duszy nie jest jeszcze taka, jak Bóg tego żąda. Dusza nagle traci obecność Bożą. Powstają w niej rożne błędy i wady, z którymi musi toczyć zaciekły bój. Wszystkie błędy podnoszą głowę, jednak czujność jej jest wielka. Na miejsce dawnej obecności Bożej wstąpiła oschłość i posucha duchowa, nie czuje smaku w ćwiczeniach duchownych, nie może się modlić, ani tak jak dawniej, ani jak teraz modliła. Rzuca się we wszystkie strony i nie znajduje zadowolenia. Bóg się przed nią ukrył, a ona w stworzeniu pociechy nie znajduje i żadne stworzenie nie umie jej pocieszyć. Dusza pragnie namiętnie Boga, ale widzi swą nędzę, zaczyna odczuwać sprawiedliwość Bożą. Widzi jakoby utraciła wszystkie dary Boże, umysł jej jest jakby przyćmiony, ciemność zapada w całej jej duszy, zaczyna się udręka co do nie pojęcia. Dusza starała się przedstawić stan swej duszy spowiednikowi, lecz nie została zrozumiana. Zapada jeszcze w wiesze niepokoje. Szatan zaczyna swe dzieło. ŚW. FAUSTYNA WYJAŚNIA ISTOTĘ OSTATECZNEJ PRÓBY, KTÓRĄ PRZEJŚĆ MUSI DUSZA WYBRANA + Próba nad próbami, Absolutne opuszczenie ? Rozpacz Kiedy dusza zwycięsko wychodzi z poprzednich prób i chociaż się może potknąć, ale mężnie walczy i z głęboką pokorą wola do Pana: ? ratuj, bo ginę. I jeszcze jest zdolna do walki. Teraz ogarnia dusze straszna ciemność. Dusza widzi w sobie tylko grzechy. Jej uczucie jest straszne. Widzi się zupełnie przez Boga opuszczoną, czuje, jakoby była przedmiotem Jego nienawiści i jest jeden krok od rozpaczy. Broni się jak może, próbuje obudzić ufność, lecz modlitwa jest dla niej jeszcze większą męką, jej się zdaje, że pobudza Boga do większego gniewu, jest postawiona na niebosiężnym szczycie, który jest nad przepaścią. Dusza rwie się do Boga, a czuje się odepchnięta. Wszystkie męki i katusze świata są niczym w porównaniu z tym uczuciem, w którym ona jest cala pogrążona ? to jest odepchniecie od Boga. Nikt jej ulgi przynieść nie może. Widzi, że jest sama jednak, nikogo nie ma na swa obronę. Wznosi oczy do nieba, ale wie, że to nie dla niej ? wszystko dla stracone. Z ciemności wpada w większą ciemność, zdaje jej się, że na zawsze strąciła Boga, tego Boga, którego tak kochała. Ta myśl wprowadza ją w mękę nie do opisania. Jednak ona nie godzi się na to, próbuje spojrzeć w niebo, lecz daremnie ? to sprawia jej jeszcze większą mękę. Nikt takiej duszy nie oświeci, jeżeli Bóg chce ją utrzymywać w ciemności. To odrzucenie od Boga czuje tak żywo w sposób przeraźliwy. Wyrywają się z jej serca jęki bolesne, tak bolesne, ze nie pojmie żaden duchowny, chyba, że sam to przeszedł. W tym dusza doznaje jeszcze cierpień od złego ducha. Szatan drwi z niej ? widzisz, czy dalej będziesz wierna? Oto masz zapłatę, jesteś w naszej mocy. ? Chociaż szatan tyle ma wpływu na tę duszę, ile Bóg pozwoli, Bóg wie, ile wytrzymać możemy. ? i cóż z tego, żeś się 43 umartwiała? I cóż z tego, żeś wierna regule? ? po cóż te wszystkie wysiłki? ? Jesteś odrzucona od Boga. ? To słowo ?odrzucona? staje się ogniem, który przenika każdy nerw aż do szpiku kości. Przeszywa na wskroś cała jej istotę. Nadchodzi największy moment doświadczenia. Dusza już nie szuka nigdzie pomocy, pogrąża się sama w sobie i traci wszystko sprzed oczu i niejako, jakby się zgodziła na tę mękę odrzucenia. Jest to moment, któremu nie umiem nadać wyrazu". To wszystko, co zacytowałem, to czułem się kropka w kropkę. Tak samo czułem się odrzucony, niekochany. Siostra Faustyna wyjaśnia później, że gdy cierpimy, to Bóg jest z nami wtedy najbardziej, w ogóle nas nie opuszcza i wtedy zrozumiałem, że nie Kamil. Ty nie poległeś tam. Ty nie byłeś odrzucony. On był z Tobą. To, co miało się wydarzyć, stało się. Spotkałeś Boga w Polsce, tam gdzie Go nigdy nie czułeś! ? serce mi biło podczas tych myśli jak mało kiedy. Spotkałem go, ale w CIERPIENIU! Sam powtarzałeś, że nie wiesz, jak to będzie wyglądało, a wyglądało to tak, że w cierpieniu On był z Tobą. Nie opuścił Cię ani na chwilę, gdy ty myślałeś, że to zrobił. Najprawdopodobniej chciał Ci pokazać trzy rzeczy ? że jest z Tobą w Polsce, chociaż twierdziłeś inaczej, że gdy cierpisz, to On cię ani na chwilę nie opuszcza i nie możesz sobie pozwolić na takie myśli i najważniejsze ? byś mu UFAŁ. Zaufałeś mu, że się spotkacie podczas wakacji i się spotkaliście, w cierpieniu, które miało cię nauczyć i uświadomić w wielu sprawach. Ten rower i wycieczka to było tylko narzędzie do spotkania. Co chcę przekazać? Co zrozumiałem? Że choćbyś nie wiem jakie przeżywał cierpienia w życiu, nie odwracaj się od Niego, bo On jest przy Tobie! Ja żyłem w ciemności, smutku, tak jak to opisała Siostra Faustyna, to było moje największe cierpienie, jeśli o sprawy ?duchowe?, jakie kiedykolwiek miałem. Ja naprawdę czułem, jak moja dusza umiera, tak więc choćbyś myślał inaczej, On jest z Tobą zawsze! Życie z Bogiem do łatwych nie należy, jeśli się go nie słuchamy, jeśli nie robimy tego, czego on od nas wymaga. Módlmy się, pytajmy się, prośmy, poznajmy, a będziemy żyć szczęśliwie. Od tamtej pory, gdy przeżywam jakieś ?małe? cierpienia w głębi siebie, to wiem, że to jest przygotowanie do czegoś. Tak też po jednym z cierpień, zagubiony, nie wiedząc, co robić dalej, udałem się do proboszcza parafii, mówiąc mu o tym, co się dzieje w moim życiu, a dzieje się wiele. Tak więc pamiętaj, On jest z Tobą zawsze! PS2. Co do tej kobiety, tak pół żartem, pół serio, wydaje mi się, że ona od początku miała być moim takim przyziemnym aniołem stróżem. Pewnie Pan chciał, żebym w razie czego nie zrobił jakiejś głupoty i miał się do kogo odezwać podczas ?cierpienia?. Ja, zagubiony, pomocy nie chciałem, a ona sama do mnie pisała, doradzała. Jestem świadom, że tak mogło nie być, ale w moim przekonaniu tak będzie do końca mojego żywota i żadna osoba ludzka tego nie zmieni. Alleluja, Chwała Chrystusowi!