Dzisiaj moja firma wyszła z długów i kłopotów, które stawały się już niemal nie do przezwyciężenia. Myślałem, że sobie z tym poradzę, ale było już tylko gorzej. Została mi już tylko modlitwa w myśl: jak trwoga to do Boga. Zacząłem chodzić na pierwsze piątki i modlić się każdego dnia z prośbą o wyciągnięcie mnie z tarapatów. Prosiłem Boga, by mnie nie oszczędzał, aby tylko zlecenia napływały jak za dawnych dobrych lat kiedy firma kwitła. Firmie po kilku miesiącach niespodziewanie otworzyły się nowe perspektywy, które wyprowadziły ją na prostą, znowu zatrudniam ludzi, wrócił spokój i płynność finansowa. Może to nic wielkiego, jak u innych ludzi, gdzie wracają po chorobach nowotworowych do zdrowia, ale opuściło mnie fatum, wróciłem do Boga, jest naprawdę wokół mnie ciepło, rodzinne i szczęście w zawodzie, dzięki naszemu Ojcu Bogu i Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi. Dzięki wielkie również Matce Bożej, która w tych ciężkich chwilach opiekowała się moją rodziną. Trzeba zaufać Bogu... tylko tyle!