Kiedy moja mama była chora, a ja nie mieszkałam z nią tylko prawie 300 km od niej, modliłam się do Jezusa Miłosiernego i Maryi Matki Nieustającej Pomocy w jej intencji. Kiedy po odwiedzinach u niej miałam odjeżdżać do swojego domu, szłam do kościoła parafialnego przed obraz Maryi i Jezusa Miłosiernego i prosiłam, aby - kiedy przyjdzie jej godzina odejścia do domu Ojca - nie odeszła bez sakramentów. Nie rozmawiałam z nią o tym. Wszystko oddałam w ręce Jezusa i Maryi. Chociaz inni mówili mi, abym z nią rozmawiała o kapłanie i sakramencie chorych. Ja bardzo zaufałam Maryi i Jezusowi. W dzień, który okazał się ostatnim dniem jej życia, poprosiła o przyjście kapłana(a była w szpitalu), wyspowiadała się, przyjęła Jezusa do serca i został jej udzielony sakrament chorych. W nocy ok. godz. 23.00 spokojnie, na śnie odeszła z tego świata. Wiem, że jeżeli modlę się z wiarą i jest to zgodne z planem, wolą Boga, to się spełni. Jej śmierć umocniła mnie w wierze. Byłam letnim katolikiem, chociaż w przypadku mojej mamy bardzo wierzyłam Bogu. Poznałam ludzi, którzy pomogli mi bardziej poznać Jezusa. Uczestniczyłam w Seminarium Odnowy Wiary. Zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach grupy w Ruchu Światło-Życie. Mam upadki, bo kto ich nie. Mam stałego spowiednika. Mam wiele dziękczynienia Bogu w moim życiu. Nade wszystko za wiarę. Niech będzie uwielbiony Bóg w Trójcy Przenajświętszej za wszystkie dzieła, które dokonał i dokonuje w moim życiu. Dziękuję Maryi, Matce Nieustającej Pomocy, i Maryi z Jasnogorskiego Obrazu za opiekę i wyproszone łaski u Syna Jezusa dla mnie i tym, za których nieustannie się modlę. Chwała Panu!