Przed nowenną do Świętej Faustyny
Myślałam, jak zrozumieć relacje Faustyny w zakonie, to wszystko było trudne i pomyślałam, że dziś i tak jest to trudne, choćby różne decyzje. Przed snem zastanawiałam się, jutro rusza nowenna do Faustyny, modlić się, czy nie… I zasnęłam. Znalazłam się w klasztorze w Łagiewnikach. Przez chwilę stanowiłam jedność z Faustyną. Doświadczyłam z jej perspektywy jak godzi się na wolę innych, wszelką, bez siły oporu, bez...
Czytaj całe świadectwo
Myślałam, jak zrozumieć relacje Faustyny w zakonie, to wszystko było trudne i pomyślałam, że dziś i tak jest to trudne, choćby różne decyzje. Przed snem zastanawiałam się, jutro rusza nowenna do Faustyny, modlić się, czy nie… I zasnęłam. Znalazłam się w klasztorze w Łagiewnikach. Przez chwilę stanowiłam jedność z Faustyną. Doświadczyłam z jej perspektywy jak godzi się na wolę innych, wszelką, bez siły oporu, bez zastanowienia, nawet to, co najtrudniejsze i jakby upokarzające, krzywdzące w mojej ocenie (dla mnie takie rzeczy były niemożliwe)… Potem nasze drogi się rozrywają, patrzę na nią z boku, jak rozkłada po tym szeroko ramiona i obraca się dookoła świata. Była szczęśliwa, otwarta na wszystko w świecie, dalej. Tak zamanifestowała radość z posłuszeństwa. Co więcej, zanim znikła mi sprzed oczu, pokłoniła się głęboko, pokornie, swoim przełożonym, i starszym siostrom, i to także tym z dzisiejszego zakonu i uznała ich decyzje, bez pytania o cokolwiek. Pomyślałam, dobra, ale do mnie nie masz konkretnego przesłania, ja to ten niepokorny, nie rozumiem dużo i nikt do mnie nie ma cierpliwości… Siostra, która mówiła, że się za mną modli powiedziała mi we śnie, nie ustawaj w modlitwie własnej, bo się na niej opierasz w całości ("Jezu, ufam Tobie"). Potem widzę salę gimnastyczną, swoje ciężkie treningi z przeszłości. Była tam zmarła, obca kobieta. Pytam jej, czy wszystko będzie dobrze? Odpowiada, że tak. Pytam o to, co mam robić, co z moimi sukcesami, co jeszcze zdążę zrobić? Odpowiedziała, że będą sukcesy, ale nie tak duże jak sądzę. Pytam, jak to, dlaczego? Odpowiedziała, że rok ma tylko 12 miesięcy, a ja prawie cały dzień pracuję i nie starcza mi na nic więcej czasu i że zawsze będą dla mnie ważniejsi inni. Sen się urwał. Zrozumiałam, że nawet jak wracam do treningów, po te lokalne sukcesy… Że one właśnie takie już będą i że mam inne, ważniejsze sprawy; że za mało w tym wszystkim było tych treningów i czas się zamknął… Zrozumiałam, że sport to był tylko dodatek do życia, a nie moje życie, dlatego tak wyszło. To nie jego istota. Przed snem pojawiały się także myśli, módl się za mną Faustyno, by udało mi się być człowiekiem pokornym i bardziej skruszonym wobec swojego życia… Bo swoich sił mi do tego brakuje. Pomyślałam, będziesz obojętna, bo ja to ten już taki trudny człowiek, a nie ufny jak Ty, niegodny, ale się staram naprawdę...