Jadwiga
Parę lat temu towarzyszyłam w ostatnich momentach mojemu ojcu choremu na nowotwór. Odwiedzałam go codziennie. Była właśnie niedziela, rozumiałam, że to już pewnie jeden z ostatnich dni i warto pomodlić się Koronką do Miłosierdzia Bożego. Wcześniej jej nie odmawiałam, modliłam się raczej innymi modlitwami. Tata spał, a ja zaczęłam odmawiać tę modlitwę. Na sali panowała cisza. Dosłownie jak kończyłam, przy łóżku obok...
Czytaj całe świadectwo
Parę lat temu towarzyszyłam w ostatnich momentach mojemu ojcu choremu na nowotwór. Odwiedzałam go codziennie. Była właśnie niedziela, rozumiałam, że to już pewnie jeden z ostatnich dni i warto pomodlić się Koronką do Miłosierdzia Bożego. Wcześniej jej nie odmawiałam, modliłam się raczej innymi modlitwami. Tata spał, a ja zaczęłam odmawiać tę modlitwę. Na sali panowała cisza. Dosłownie jak kończyłam, przy łóżku obok powstało wielkie poruszenie: pielęgniarki zaczęły biegać i wkrótce wyproszono mnie z sali. Okazało się, że na łóżku obok w czasie odmawiania przeze mnie Koronki zmarła inna chora kobieta, leżąca na sali z tatą. To był jedyny raz, kiedy odmówiłam tę modlitwę podczas moich długich pobytów w szpitalu. Odmawiałam ją w intencji taty, ale Bóg wybrał dokładnie ten moment, aby inną duszę przeprowadzić w tym czasie. Chcę wierzyć, że moja modlitwa jej pomogła. Tata żył jeszcze tydzień. Był bardzo wierzący i praktykujący. Może Bóg przeznaczył modlitwę dla kogoś, kto potrzebował jej bardziej lub nie miał nikogo, kto by się modlił w tej intencji w chwili śmierci.