Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Archiwum świadectw

Strona 19 z 449

  1. Przed nowenną do Świętej Faustyny

    Myślałam, jak zrozumieć relacje Faustyny w zakonie, to wszystko było trudne i pomyślałam, że dziś i tak jest to trudne, choćby różne decyzje. Przed snem zastanawiałam się, jutro rusza nowenna do Faustyny, modlić się, czy nie… I zasnęłam. Znalazłam się w klasztorze w Łagiewnikach. Przez chwilę stanowiłam jedność z Faustyną. Doświadczyłam z jej perspektywy jak godzi się na wolę innych, wszelką, bez siły oporu, bez...

    Czytaj całe świadectwo

    Myślałam, jak zrozumieć relacje Faustyny w zakonie, to wszystko było trudne i pomyślałam, że dziś i tak jest to trudne, choćby różne decyzje. Przed snem zastanawiałam się, jutro rusza nowenna do Faustyny, modlić się, czy nie… I zasnęłam. Znalazłam się w klasztorze w Łagiewnikach. Przez chwilę stanowiłam jedność z Faustyną. Doświadczyłam z jej perspektywy jak godzi się na wolę innych, wszelką, bez siły oporu, bez zastanowienia, nawet to, co najtrudniejsze i jakby upokarzające, krzywdzące w mojej ocenie (dla mnie takie rzeczy były niemożliwe)… Potem nasze drogi się rozrywają, patrzę na nią z boku, jak rozkłada po tym szeroko ramiona i obraca się dookoła świata. Była szczęśliwa, otwarta na wszystko w świecie, dalej. Tak zamanifestowała radość z posłuszeństwa. Co więcej, zanim znikła mi sprzed oczu, pokłoniła się głęboko, pokornie, swoim przełożonym, i starszym siostrom, i to także tym z dzisiejszego zakonu i uznała ich decyzje, bez pytania o cokolwiek. Pomyślałam, dobra, ale do mnie nie masz konkretnego przesłania, ja to ten niepokorny, nie rozumiem dużo i nikt do mnie nie ma cierpliwości… Siostra, która mówiła, że się za mną modli powiedziała mi we śnie, nie ustawaj w modlitwie własnej, bo się na niej opierasz w całości ("Jezu, ufam Tobie"). Potem widzę salę gimnastyczną, swoje ciężkie treningi z przeszłości. Była tam zmarła, obca kobieta. Pytam jej, czy wszystko będzie dobrze? Odpowiada, że tak. Pytam o to, co mam robić, co z moimi sukcesami, co jeszcze zdążę zrobić? Odpowiedziała, że będą sukcesy, ale nie tak duże jak sądzę. Pytam, jak to, dlaczego? Odpowiedziała, że rok ma tylko 12 miesięcy, a ja prawie cały dzień pracuję i nie starcza mi na nic więcej czasu i że zawsze będą dla mnie ważniejsi inni. Sen się urwał. Zrozumiałam, że nawet jak wracam do treningów, po te lokalne sukcesy… Że one właśnie takie już będą i że mam inne, ważniejsze sprawy; że za mało w tym wszystkim było tych treningów i czas się zamknął… Zrozumiałam, że sport to był tylko dodatek do życia, a nie moje życie, dlatego tak wyszło. To nie jego istota. Przed snem pojawiały się także myśli, módl się za mną Faustyno, by udało mi się być człowiekiem pokornym i bardziej skruszonym wobec swojego życia… Bo swoich sił mi do tego brakuje. Pomyślałam, będziesz obojętna, bo ja to ten już taki trudny człowiek, a nie ufny jak Ty, niegodny, ale się staram naprawdę...

  2. bog ocala sebastian

    W 2018 roku w lutym był u mnie Jezus. Gdy słuchałem Mszy św., ukazał się na niebie z rozłożonymi rękoma i był św. Ojciec Pio, i podczas Eucharystii zstąpił z nieba i po chwili nic nie widziałem, był we mnie kilka chwil. Gdy odszedł, była wielka światłość, błysk aż do nieba. Z miejsca wybiegłem przeszczęśliwy, pełen miłości i światła Bożego. Zacząłem jeździć codziennie do kościoła. Po kilku miesiącach słuchałem...

    Czytaj całe świadectwo

    W 2018 roku w lutym był u mnie Jezus. Gdy słuchałem Mszy św., ukazał się na niebie z rozłożonymi rękoma i był św. Ojciec Pio, i podczas Eucharystii zstąpił z nieba i po chwili nic nie widziałem, był we mnie kilka chwil. Gdy odszedł, była wielka światłość, błysk aż do nieba. Z miejsca wybiegłem przeszczęśliwy, pełen miłości i światła Bożego. Zacząłem jeździć codziennie do kościoła. Po kilku miesiącach słuchałem modlitwy i przez okno ujrzałem na niebie promienie Bożego Miłosierdzia: wychodziły z jednego miejsca. Byłem przedziwnie spokojny i wyciszony i moja droga z Jezusem trwa dalej. Jezus uczy mnie wszystkiego w życiu. W tym roku w kwietniu w Hostii ujrzałem Jezusa Miłosiernego i promienie; zacząłem ponownie doświadczać miłości i bliskości Jezusa. Dzięki Jezusowi moje życie ma sens i poznałem cel w życiu: niebo, życie wieczne. Dziękuję...

  3. Katarzyna

    Byłam zadowolona, że zrobiłam wszystko, nie ma się czego czepiać, znam wszystkie drogi psychologów, jestem specjalistą, mam osobiste studia z mistyki i nie tylko już, przejście jej, znam drogi, nikt mną nie zawładnie więcej, z żadnej strony, będę silnym człowiekiem, ale jakoś coś mnie blokowało i czułam, że nie mam już wpływu… Wiem, że modlono się za mnie intensywnie. Nic mnie nie ruszało, ale jakoś ruszyło...

    Czytaj całe świadectwo

    Byłam zadowolona, że zrobiłam wszystko, nie ma się czego czepiać, znam wszystkie drogi psychologów, jestem specjalistą, mam osobiste studia z mistyki i nie tylko już, przejście jej, znam drogi, nikt mną nie zawładnie więcej, z żadnej strony, będę silnym człowiekiem, ale jakoś coś mnie blokowało i czułam, że nie mam już wpływu… Wiem, że modlono się za mnie intensywnie. Nic mnie nie ruszało, ale jakoś ruszyło. Pomyślałam, że ja ten zły człowiek, bo zrobił parę głupstw… Zasnęłam. Zobaczyłam we śnie, że ktoś obcy płacze, ale wiem, kto to i zrozumiałam, że miał powód. Wypychał mnie z takich dróg, bym już szła. Poruszyło mnie to, przeprosiłam, poszłam i powiedziałam, że nie wiedziałam, że kogoś skrzywdziłam, bo bym tu nie tkwiła. To było symboliczne przeproszenie za wszystko, cokolwiek mogło być złe. Myślałam, że nic takiego nie mam, że moje grzechy były wbrew mojemu życiu i się nad tym zaśmiałam. Potem widzę ziemię odwieczną swoich przodków. Tu wychowywałam się, pamiętam sielski krajobraz. Zobaczyłam jej prawdę, jaką zawsze czułam. Tam ciemna, gęsta noc, nie ruszyła… Ale ja ją przecież przeszłam! Napotkałam swój żywioł, nie do ruszenia samemu. Niemniej zaczęły się mocno ruszać gałęzie moich ulubionych, potężnych brzóz. Wszystko ruszyło, cała przeszłość. Wokół liście, zamieć i ciepło modlitwy, jej moc. Uderzało w noc światło, słońce. Czułam wiatr, mówiłam, ja śnię, ale ja tu jestem, czuję całym ciałem to ciepło, wiatr… Byłam zadowolona, bo zrobiło się, jakby księżyc to oświetlił i coś widzę i wszystko dalej pracuje, by wypuścić noc. Zobaczyłam na tej ziemi swoją babkę. Zaczęłam jej dziękować, za wszystko osobno, za to, że mnie myła, ubierała, karmiła. To była żołnierska dyscyplina, w jej domu byli Niemcy i Ruscy. Nigdy nie popełniła życiowego błędu. Odpowiedziała, bym się uspokoiła, że będziemy mieć czas rozmawiać po drugiej stronie. Była szczęśliwa. Wczoraj podobno bardzo się cieszyła, seniorka rodu, a nie ma z nią już większego kontaktu. Wiem, że to było po tej modlitwie i ona w swojej prostocie nie powie, że doświadcza więcej, to dla niej normalne, nie ma przeciętnej wiedzy o życiu. Zdawało mi się, że po chorobie matki nie ma w moim dzieciństwie nikogo, nie powstała więź, a babka była niedostępna emocjonalnie, ale jej zawdzięczam siłę i tego chciałam od innych. W tej nocy wykonywałam znak krzyża i nie było oporu. Dotąd we śnie jak tak czyniłam, z wielką siłą, wciąż czułam zło, jakie we mnie uderza i nie mam siły go zatrzymać, rani mnie. Teraz wiatr rozgonił wszystko. Ta ziemia przodków… Pytałam mądrej osoby, wiesz, od linii matki najmłodsze dziecko to ciągle kobieta, skandalista, osoba utalentowana, z dużą wiedzą, samotna, odrzucona przez świat, taka dziesięcina z tego, co lepsze, oddana Bogu. Powiedziała, nie znasz przeszłości, losu przodków, idź do bioenergoterapeuty. Poszłam do Kościoła, ale nie wiedziałam, czego chcę. Poprosiłam o modlitwę, mając na uwadze przodków i było to dla mnie głupie i byłam pewna, nie zrozumieją. Dziękuję, wiem, że zmieniła wszystko, modlitwa. Uwolniła mnie. Jak dorosłam miałam podobnie intensywny sen, jaki mnie przeniósł też. Wysoka góra, ogromny krzyż, pusty, noc gęsta, głucha, mistyczna, z blaskiem, czerwienią i dostojnymi, żałobnymi kolorami, płótnami niezmiernie gęstych i szczelnych nocy. Przeraziło mnie to, tłumaczyłam sobie, to tylko sen, ale taka noc zabrała moje życie. Budzę się jak mam 30 parę lat, z wieku 19 lat, jak skończyłam co dopiero szkołę średnią. Są ludzie, jacy sami nie wyjdą z takiej nocy… A tam i zło, jakie uderza z siłą kosmiczną. Pytanie, za co? Nie wiem. Moi przodkowie byli blisko Boga, rzeźbili, malowali dla Kościołów. Pomyślałam, losu nie zmienisz. A jednak modlitwa przynosi przebaczenia wszelkie… Jednak Bóg potrafi być miłosierny, kiedy człowiek zapuka do Niego… Nawet jak to ostatnie drzwi, bo już nie widzi nadziei, innej możliwości, nie rozumie sam siebie, dlaczego nie jest głupi, a żyje jak żyje… Człowiek na tym etapie już nie ma wyjścia żadnego i wie o tym, że nie wie, dlaczego tak się dzieje i nie ma już żadnej opcji... Wewnętrznie jest pogodzony, że zginie, że szczęścia już braknie; po prostu nie widzi swojego życia, co jest w ciemności, dlaczego umiera... Ale zobaczyłam to, co jest moją siłą i dalej na tyle jasną drogę, że nie pójdę na oślep. Tak jest pierwszy raz, odkąd żyję, że widzę dalej i wolną przestrzeń od zła, jego zaduchu. Takie życie zawsze było okropne i nikt nie znał powodu smutku dziecka, od razu po narodzinach w tym świecie wokół właśnie... Nikt nie rozumiał jego samotności, dróg.

  4. Przesłanie Radka

    „Dziękuję za każde doświadczone poniżenie, upadlanie mnie, za ból samotności i rozbłyski wiary w tym, jej iskrę” - poeta.

    Czytaj całe świadectwo

    „Dziękuję za każde doświadczone poniżenie, upadlanie mnie, za ból samotności i rozbłyski wiary w tym, jej iskrę” - poeta.

  5. Świadectwo Ocalonej z Zagłady

    Helena była kobietą już u kresu życia. Ja chodziłam do gimnazjum. Odwiedziłam ją. Zawsze była błyskotliwa, inteligentna, mocno stąpająca po ziemi; trzymała się życia i znała jego trud oraz wartość. Przyjmowała wszystko spokojnie. Jako ofiara Auschwitz i zbrodniczych eksperymentów medycznych, zachowywała się zupełnie stabilnie. Nie straciła wiary po obozie, a w obozie była za nią upadlana, prześladowana...

    Czytaj całe świadectwo

    Helena była kobietą już u kresu życia. Ja chodziłam do gimnazjum. Odwiedziłam ją. Zawsze była błyskotliwa, inteligentna, mocno stąpająca po ziemi; trzymała się życia i znała jego trud oraz wartość. Przyjmowała wszystko spokojnie. Jako ofiara Auschwitz i zbrodniczych eksperymentów medycznych, zachowywała się zupełnie stabilnie. Nie straciła wiary po obozie, a w obozie była za nią upadlana, prześladowana, represjonowana. Podarowała mi kiedyś zapisaną kartkę. Wzięłam ją do domu, ale nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pisało tam, że będąc w Auschwitz zobaczyła z grupą więźniów na niebie Maryję z Józefem, po prostu Świętą Rodzinę, także Jezusa. Mocno akcentowała Matkę Boską, obleczona była w dwanaście gwiazd. Unosiła się na półksiężycu. Józef trzymał narzędzia rzemieślnicze. Więźniowie odebrali to jako zapowiedź kresu wojny i rzeczywiście niedługo doczekali się wyzwolenia. Helena, jako osoba religijna, uczciwa, prosta kobieta, pokorna, silna, prostolinijna, z jasnym umysłem, bardzo mądra – i odchodząca z tego świata, nie miała już żadnych celów. Nosiła swoją wizję w sobie z poczuciem normalności. Przecież widziała niepojęte rzeczy, ocierała się o śmierć, mówiła o piekle Zagłady, odczuła, iż w obozie koncentracyjnym szalały demony. To było okrucieństwo ponad miarę człowieka, ale ludzie byli narzędziami do czynienia zła. Mijały lata i przykro mi było, że zabrakło mi odwagi, by wykonać misję i opowiedzieć o tym, że więźniowie nie byli sami w Auschwitz. Ja odebrałam jej wizję jako zapowiedź tworzenia nowego ładu w Europie, świata bez granic, choć na chwilę, bo historia zaczyna się znowu pętlić, jakby zataczała krąg. Ukraina cierpi, ludność jest eksterminowana. Może to czas, żeby sobie przypomnieć przeszłość. Dziękuję Ci, Boże, za obecność Heleny w moim życiu, za łagodzenie mojej niesforności, za przywoływanie do twardego trzymania się zasad życia, które jest wartościowe w swojej zwyczajności, a nie ekscentryczności; w poświęceniu, a nie staniu na przodzie. Za jej cichą wiarę do końca, tak głęboko zjednoczoną z ideą Świętej Rodziny, chociaż na starość w chorobie była traktowana przez własną rodzinę jako zbyteczny ciężar, a ona znała wartość życia, człowieka, jego godność, mimo wszystko nie ugięła się nigdy i zachowała racjonalność i odwagę, wszystkie dobre wartości. Wiedziała, co jest najwyższą wartością i nie bała się ryzykować życia za przejawy kultu w obozie, w piekle, bo inaczej mówiła, że tego nazwać nie można. W obozie była przed 30 rokiem życia, odebrała dogłębnie jego tragiczną lekcję dla ludzkości i nie opowiadała o tym. Znalazłam ją przez księdza z podkrakowskiej parafii. Pokazywała mi swoje blizny po zbrodniczych praktykach medycznych. Widziałam jej łzy, jakie stały w oczach. I brak pretensji do ludzi i Boga. Przyjęła to jako doświadczenie, zwyczajne, czasu wojny, bez buntu, złości i pytań, dlaczego ona...

  6. Od Elżbiety

    „Zaprowadzę dzieci do Kościoła, będę pisać dla nich, uczyć, jak w najbardziej trudnych, beznadziejnych chwilach modlić się, szukać spokoju dla duszy w Kościele, u Maryi, bo Ty mi to pokazałaś, że modlitwa jest wychuchana. Przekonam dzieci, że w Kościele ich wszystkie modlitwy są słuchane. Doświadczyłam tego. Znajduję siłę w chorobie i pracuję”.

    Czytaj całe świadectwo

    „Zaprowadzę dzieci do Kościoła, będę pisać dla nich, uczyć, jak w najbardziej trudnych, beznadziejnych chwilach modlić się, szukać spokoju dla duszy w Kościele, u Maryi, bo Ty mi to pokazałaś, że modlitwa jest wychuchana. Przekonam dzieci, że w Kościele ich wszystkie modlitwy są słuchane. Doświadczyłam tego. Znajduję siłę w chorobie i pracuję”.

  7. Nocna adoracja

    Jezus jako rzeźba w jasnym kamieniu, piękna, silna, ufna – na krzyżu jak na sercu Boga, bez drgania zawahania, bezpieczny, cały, spokojny, w wytchnieniu – zasypiając w modlitwie aktów strzelistych: „Jezu, ufam Tobie” – przeniosłam się w taki sen. Moja dusza się nim wypełniała, odrywając od przeszłości. Czułam w kamieniu życie, czuwanie, obecność, wielkość krzyża, jaki sprowadza się za często tylko do zniewag...

    Czytaj całe świadectwo

    Jezus jako rzeźba w jasnym kamieniu, piękna, silna, ufna – na krzyżu jak na sercu Boga, bez drgania zawahania, bezpieczny, cały, spokojny, w wytchnieniu – zasypiając w modlitwie aktów strzelistych: „Jezu, ufam Tobie” – przeniosłam się w taki sen. Moja dusza się nim wypełniała, odrywając od przeszłości. Czułam w kamieniu życie, czuwanie, obecność, wielkość krzyża, jaki sprowadza się za często tylko do zniewag. Zobaczyłam Jego potęgę, łaskę i że może być pełnym zanurzeniem w Duchu Bożym, jaki się odradza w nas, dając oparcie. W myślach pojawiały się samoistne, lekkie przesłania, że dusza wolna od grzechu nie musi się niczego bać, jest poza złem, nic jej nie zniszczy; nie musi walczyć, dowodzić czegoś (wkraczałam wtedy w ten sen). Byłam co dopiero po spowiedzi. Owa rzeźba ze snu (wielkości naturalnego ciała) była w Kaplicy Miłosierdzia, w miejscu ołtarza. Tak bardzo chciałam, żeby tej nocy coś się stało, żeby Jezus był blisko i dał mi siłę duchową i wierzyłam, że pomoże mi zaraz. Obudziłam się w wielkim szczęściu, całą noc kontemplowałam Jego wizerunek. To cierpienie nie miało nic z tego, co mnie dobijało, ale w ufności było tylko darem, samą miłosierną Miłością. Obudziłam się bardzo szczęśliwym człowiekiem, w jakim pojawiło się życie duchowe i przekonanie, że Bóg właśnie takiego człowieka chciał na ziemi i że w Bogu to, co ufne, nie ma w sobie ani uszczerbku, bo się przemienia Nim i blaskiem Jego odwagi i siły. Dało mi taką radość i wolność od strachu, poczucia małości… Łaskę do skupienia się na życiu teraz z Nim. Postanowiłam spowiadać się regularnie, by być blisko Boga i nie upaść, mieć siłę żyć. Nigdy nie byłam aż tak blisko Niego... Zdawał mi się daleki za często, ale się nie modliłam wtedy lub nie było we mnie zaufania.

  8. A.

    Pierwszym Twoim przymiotem, Boże, jest miłosierdzie – współczujące. Tak odczułam dziś w mentalnym studium, jak kocha Bóg. Codziennie inna lekcja w Twoim świecie.

    Czytaj całe świadectwo

    Pierwszym Twoim przymiotem, Boże, jest miłosierdzie – współczujące. Tak odczułam dziś w mentalnym studium, jak kocha Bóg. Codziennie inna lekcja w Twoim świecie.

  9. Adriana

    Kilka lat temu, przygotowując się do sakramentu bierzmowania dla dorosłych (byłam po trzydziestce), nie miałam wątpliwości, że wybiorę sobie imię Faustyna, bo święta Faustyna jest moją przyjaciółką, moim wsparciem. W nocy po bierzmowaniu miałam sen: "ktoś" mnie przytulił. Czułam zapierające dech w piersiach delikatne przytulenie pełne miłości. Napisałam "ktoś", ale nie mam wątpliwości, że to była święta Siostra...

    Czytaj całe świadectwo

    Kilka lat temu, przygotowując się do sakramentu bierzmowania dla dorosłych (byłam po trzydziestce), nie miałam wątpliwości, że wybiorę sobie imię Faustyna, bo święta Faustyna jest moją przyjaciółką, moim wsparciem.
    W nocy po bierzmowaniu miałam sen: "ktoś" mnie przytulił. Czułam zapierające dech w piersiach delikatne przytulenie pełne miłości. Napisałam "ktoś", ale nie mam wątpliwości, że to była święta Siostra Faustyna.
    Dziękuję, kochana Faustynko, za to, że mi pomagasz, wspierasz, troszczysz się. Dziękuję Panu Bogu za wszystko.

  10. Świadectwo podopiecznej

    Doświadczenie spotkało dziewczynę, która wkracza obecnie w dorosłe życie, zmaga się z porażeniem mózgowym, nie chodzi. Jest pod pełną opieką kochających i wspierających rodziców. Mówi z bardzo dużym trudem. Komunikuje się najczęściej z innymi i swobodnie, pisząc na klawiaturze komputera. Rozmawiamy, wyznała kiedyś, w bardzo głębokich i pięknych słowach, że obudziła się wcześnie. Spędziła czas w ogrodzie. Wokół było...

    Czytaj całe świadectwo

    Doświadczenie spotkało dziewczynę, która wkracza obecnie w dorosłe życie, zmaga się z porażeniem mózgowym, nie chodzi. Jest pod pełną opieką kochających i wspierających rodziców. Mówi z bardzo dużym trudem. Komunikuje się najczęściej z innymi i swobodnie, pisząc na klawiaturze komputera. Rozmawiamy, wyznała kiedyś, w bardzo głębokich i pięknych słowach, że obudziła się wcześnie. Spędziła czas w ogrodzie. Wokół było pełno kwiatów. Podziwiała je. Słońce napełniało wszystko, było chłodno. Odczuła bardzo wyraźnie, jakby ktoś prowadził ją. Był blisko i był bliski, najbliższy. Uznała, że odczuwa zjednoczenie z Bogiem, czując Jego przytulenie, nazwała to jednością. Miała wrażenie, że anioł przemawia do niej. Zrozumiała tyle, że każdego dnia, w swoich ograniczeniach – nie jest sama, ale sam Bóg umacnia ją, wspiera, żeby dawała sobie radę. Jest bardzo pogodną osobą, która czerpie radość z codzienności, jak napije się dobrej herbaty, jak wyjedzie nad morze i w nie patrzy. Potrafi być kapryśna, bo jest młodą osobą, czuć bunt, bo by chciała się bawić jak rówieśnicy, iść na imprezę, czy kupić sobie coś modnego. Rodzina ma ograniczone środki. Zdziwiło mnie jak opowiadała o tym doświadczeniu ta dziewczyna, z ogrodu, mówiła, że odczuła wielkie ukojenie. Jej stan duszy jest lekki. Mówiła to takimi słowami, że ja nie potrafię po studiach filologicznych, filozoficznych i żadnych. Miałam pewność, że pisze jakimś doświadczeniem, które wykracza poza rzeczywistość, poza jej możliwość i w ogóle ludzką, że ono jest jej dane i promieniuje z niej. Mam wykształcenie psychologiczne i medyczne. Wypowiadałam się na konferencji naukowej o doświadczeniach mistycznych i studiuję owe aspekty teologiczne, ale nigdy nie spotkałam tak czystego i nigdy ono nie było tak blisko mnie… Jak piszę, nie umiem z niego oddać ułamka, jak ten przekaz był prawdziwy, jednostki, która nie kłamie, bo jest dziecięco ufna i Bóg dał jej szanse skomunikować to, co doznała. Nie mam wątpliwości, że Bóg trzyma ją w objęciach i dlatego, choć ona wie, jak jest – idzie przez życie z siłami Boga. Zastanawiamy się tymczasem, sądzimy, które życie jest bardziej warte życia, a każde życie ma dar, duszę, w jakiej może spotkać Boga, tylko która dusza jest na tyle ufna, otwarta… Właśnie taka. Nigdy nie czytałam czystszego przekazu, z jakiego promieniuje Bóg, niż z kilku zdań tej dziewczyny. Ona mi Go objawiła, Jego miłość i ile znaczy dla Niego życie, które jest słabe. Co ważne, w jej słowach była nauka wielkich mistyków, z ksiąg licznych. Ona ujęła to w paru zdaniach i nie wie nawet, czym jest mistyka. Właśnie tym. Opisała to lepiej niż… Święci. Bo nasze umysły, wykształcone, co przeszły swoje, nasze mądrości… Jak dopuścić Boga bez żadnego słowa polemiki? Ona to potrafiła przekazać bez jednej uwagi, sercem. Pomyśl zatem, co życie potrafi przekazać w szczerości dziecka… Opisuję to jako spotkanie Boga, może niekoniecznie dla mnie, ale też dla Ciebie… Jak np. przyjdzie Ci do głowy krzyczeć nie dla życia, kiedy jest „upośledzone”… Do tego udało nam się dotrzeć, przez nasze wsparcie, kto w Nim mieszka… I jak się ma rzeczywiście. Ale zagłuszamy ich głos… My, pozornie silniejsi i z pewnością najbardziej elokwentni… A może najśmieszniejsi w spektaklu świata. Mało wspierający innych, by mogli mówić sami. Mało rzeczy mnie dziwi, ale to zdarzenie mnie mocno zdziwiło… To jest, chciałoby się powiedzieć, mały cud kliniczny, a ogromnie duży cud duchowy. Po co się zdarza? Jest ich mnóstwo, czekają na nasze otworzenie oczu na życie, świat, przyjęcie je i kochanie.

  11. sylwia

    PANIE JEZU, dziękuję za wczorajszą spowiedź. Prowadź mnie, Jezu, w moim życiu.

    Czytaj całe świadectwo

    PANIE JEZU, dziękuję za wczorajszą spowiedź. Prowadź mnie, Jezu, w moim życiu.

  12. Katarzyna Anna

    Dziś wspominamy św. Edytę Stein, wybitną filozof. Cieszyła się, że idzie umrzeć jak Chrystus, w Auschwitz (jakże miłosierna była wobec Jego losu, kochająca Dobro bezgraniczne, doskonałe i poświęciła Bogu wszystko, co jej dał)… Stało się to właśnie 9 sierpnia 1942 roku. Pomyślmy o pewnych faktach dziś, w Auschwitz, w bloku 10 kobiety były poddawane podłym rzeczom; byłam tam… Nazistowski lekarz tutaj naradzał dla...

    Czytaj całe świadectwo

    Dziś wspominamy św. Edytę Stein, wybitną filozof. Cieszyła się, że idzie umrzeć jak Chrystus, w Auschwitz (jakże miłosierna była wobec Jego losu, kochająca Dobro bezgraniczne, doskonałe i poświęciła Bogu wszystko, co jej dał)… Stało się to właśnie 9 sierpnia 1942 roku. Pomyślmy o pewnych faktach dziś, w Auschwitz, w bloku 10 kobiety były poddawane podłym rzeczom; byłam tam… Nazistowski lekarz tutaj naradzał dla świata obecne możliwości pigułki antykoncepcyjnej. Zapominamy, że w tych mrokach ona narodziła się, o innych odkryciach, jakie posunęły mocno medycynę do przodu, gdyż „materiału” było dużo i można było z nim robić wszystko. Aktualnie miejmy namysł, jak się stosuje te wynalazki, jeśli są, szanujmy pamięć o przeszłości… Chodzi o to, że antykoncepcja przez wojnę weszła szybko w życie i ma dużą skuteczność, uznaje się, że tu się narodziła (Auschwitz I). Jednak zarazem na tym swój przemysł realizują domy publiczne. Czy nie dostrzegamy, że to, co urodziło się w piekle największego obozu koncentracyjnego, jest aktualnie dla potrzeb innych cel (więzień) upodlenia… Czy uszanowaliśmy ofiary? Mamy wiedzę, jaka otwiera piekła kolejne, bo tam się zrodziła. Zabrakło szacunku do tego. Jeśli wiesz, jak odkryto to, co mamy – używaj wszystkiego z głową, ze względu na cierpienie tych, jacy tego doznali… Pomyśl, za jaką cenę jest to, z czego używa dziś tak masowo świat, bez refleksji i pomyśl, że krąg zdarzeń się zatacza, przez brak szacunku do życia, swojego i nienarodzonego, najsłabszego… Jestem etykiem, mam wiedzę medyczną, specjalizuję się w badaniach nad Holokaustem, przygotowuję długo swój doktorat. Wiesz, człowieku… Mnie do tych wniosków doprowadziła logika, żadne przekonania. Ale od wiedzy zbadanej idę do świata duchowego, bez takich jeszcze studiów, zanim ich nie przeżyję, nie zrozumiem więcej dla potrzeb nauki… Człowiek to istota fizyczna, psychiczna, społeczna i duchowa. To fakty badawcze. Rozumiał to dobrze psychiatra, Frankl, którzy przeżył Auschwitz, a tam o człowieku powiedziano wszystko, co dobre i złe. Dlaczego dziś świat często krzyczy wobec utrwalonych materiałów, że obozów koncentracyjnych nie było? Jak damy się oszukać, otworzy się znowu wszystko… Jak zapomnimy, skąd mamy nagle taką wiedzę medyczną itp. W świecie, gdzie możemy wszystko – jedni są niewolnikami drugich. Słabi służą realizacji potrzeb tych, co są wyżej, każdych potrzeb. Jestem za etyką ograniczania się, zdrowego rozsądku, za etyką, jaka wyjdzie nam na zdrowie, jaka nas nie będzie upokarzała i robiła z nami wszystko… Nawet jak bardzo będziemy chcieć, nie zmienimy tego, że jesteśmy całością, gdzie odzywa się nie tylko biologia, ale i świadomość, sfera społeczna, duchowa. To piękne, ale jest wyzywaniem, jak realizować ową całość, która cierpi najbardziej, jak pokazały obozy, gdy jest łamana jej godność. Ocaleni często nie chcieli mi nic powiedzieć, bo jak powiedziała inna Ocalona osoba – tam człowieka złamano, zdeptano i to jest takie upokorzenie, jak z nim robiono wszystko, że nie sposób do tego się przyznać… Nawet jak się jest „tylko” ofiarą… Pamiętaj, że nad Auschwitz górowała brama z napisem, jaki zaczerpnięto z Biblii i przekłamano. Słowo prawda zastąpiono pracą. Powstał zwrot, że praca nas wyzwoli (wyniszczająca), a prawda wyzwala. Czy więc Biblia Cię zwodzi? Może postudiuj warsztat badawczy i Ci wyjdzie jak w rachunku matematycznym, że jak Bóg zamyka drzwi jedne, to po to, byś nie poszedł dalej, gdzie są drzwi do… np. Auschwitz, a mamy wolną wolę i można wrócić wstecz, kłamiąc, że dobro to zło… Nieważne, czyje to prawo, akurat Boga, ale jak ci służy… Nie upieraj się, że dobrze ci tam, gdzie nie jest dobrze, tak obiektywnie widząc sprawy… Mnie też trudno ufać, jak wielu, także lubię iść w mody, a potem jakby człowiek dostał kamieniem w głowę… Nikt nie chce iść bowiem za tym, co marne, żeby samemu stać się marnością, jaka ma chwil parę, bo zamyka wszystko… Na rzecz właśnie ułomności, sprowadzając się do niej tylko. A człowiek to duch, jaki nie ma granic, kiedy jednoczy się z Bogiem; to jest miłość, że ten Duch daje wszystko prawdziwie dobre, co tworzy, nie zaś niszczy. To jest trudne, aby przyjmować to, co jest większe od nas na każdy sposób, ale to jest miłosierdzie i w Jego świetle i śmierć w Auschwitz może stać się darem, jeśli ją się przeżywało z Nim… W Nim nic nie ma kresu, co wartościowe. W Nim zło skruszeje do końca.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina