?Kobieta jest boska? to rekolekcje organizowane w Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Gdańsku. Sam tytuł rekolekcji wzbudził we mnie ogromną chęć uczestnictwa. Jako że od lat moje poczucie własnej wartości nie jest zbyt wysokie, temat idealny :) Mój tata zostawił nas gdy miałam dwa lata i rozpoczął nowe życie z nową kobietą. Moja najcudowniejsza mama została sama z dwójką dzieci bez jakiegokolwiek wsparcia. Dziś bardzo często słyszy się, że dziewczyna wychowana bez ojca odczuwa konsekwencje przez całe życie. Na ogół jestem bardzo szczęśliwą osobą u boku cudownego męża. Jednak ?porzucenie? nas przez ojca zostawiło we mnie dużą pustkę. Pustkę związaną z nieobecnością ukochanego taty, traktującego swoją córkę jak księżniczkę. Mój tata nigdy nie powiedział, że jestem piękna; że jestem coś warta; nie chwalił mnie za sukcesy; nie bił brawa, gdy wystroiłam się w nową sukienkę i tańczyłam przed gośćmi. Nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Raczej nigdy go nie było, gdy go potrzebowałam. Nie było go, gdy zdarłam kolano lub gdy uczyłam się jazdy na rowerze. Nie pojawiał się na apelach z okazji Dnia Ojca, choć zawsze mówiłam dla niego wiersz. Za to przez lata obiecywał, że mnie odwiedzi..., jednak nie miał czasu. Tak mijały lata w poczuciu opuszczenia przez najbliższą osobę. Choć mama stawała na rzęsach, by wynagrodzić brak ojca, pustka ciągle była. Zawsze czułam się niezbyt dobra, niezbyt piękna, niezbyt fajna. Mój tata nie zaszczepił we mnie miłości do siebie. Bóg przez wiele lat zmieniał we mnie obraz siebie. Pokazywał mi swoją miłość i wypełniał tę pustkę. Bardzo obficie wynagradzał mi brak ziemskiego ojca. Na tych rekolekcjach otulił mnie miłością i pokazał, że dla niego jestem najważniejsza i najpiękniejsza. To był piękny czas odkrywania swojej wartości i zanurzenia się w Bogu. Był to też szczególny czas otrzymania pokoju serca. Ostatni rok w moim życiu był czasem ogromnych burz. Czasem mówimy, że wszystko, co trudne, zwala się na głowę w tym samym czasie. U mnie właśnie tak było. Do wielu przeróżnych problemów i trosk dołączyła się niemożność posiadania potomstwa. Przy okazji choroba ,która towarzyszy mi od lat, dawała w tym czasie największe znaki. Burza, ogień, wichura..., to właśnie towarzyszyło mi przez ostatnie miesiące. Wiedziałam, że nie wytrzymam z tym wszystkim, jeśli Bóg mnie nie złapie za rękę. Wręcz traktowałam rekolekcje jako ostatnią deskę ratunku. W dniu rekolekcji, oczywiście, pojawiały się wydarzenia, które miały mnie mocno zniechęcić do uczestnictwa. Popsuł mi się samochód, bardzo bolał mnie ząb, byłam zmęczona po pracy jak nigdy dotąd... Przed samymi drzwiami jeszcze chciałam zawracać. Na szczęście pojawiłam się i zostałam... Bóg wlał w moje serce łaskę pokoju i spokoju, łaskę zaufania i oddania Mu swojego życia. Nie rozwiązał wszystkich moich problemów, ale dał mi siłę i nadzieję. Chwała Panu.