Mimo że byłem wychowany jako katolik, wiele lat żyłem w oddaleniu od Boga. Życie wypełniał grzech, gonitwa za pieniądzem, przyjemnościami. Tak żyjąc długie lata, pysznym i pewnym siebie, myślałem, że jak mam dobre zdrowie, to nic mnie nie może złego spotkać. Pewnego dnia zacząłem się dziwnie źle czuć. Aby nie niepokoić domowników, nic nie mówiłem. Starałem się normalnie funkcjonować, chodzić do pracy, choć wiedziałem, że ze mną, a konkretnie z moją głową, jest coś nie tak. Odczuwałem stały, lecz z różnym natężeniem ból z tyłu głowy, czasem zaburzenia równowagi. Mimo wszystko starałem się nie zwracać na to uwagi. Taki stan trwał równo cztery miesiące. W końcu znalazłem się nieprzytomny w szpitalu. Dzięki mojej kochanej żonie, którą mi Bóg przeznaczył, trafiłem w ręce znakomitych specjalistów. Diagnoza ? guz mózgu wielkości śliwki. Operacja trwała osiem godzin, było bezpośrednie zagrożenie życia, a w najlepszym przypadku, jak to określił operujący mnie profesor ? jeśli się wybudzę, to czeka mnie wózek inwalidzki. Jednak tak się nie stało. Bóg sprawił cudowne, tak, cudowne uzdrowienie. Już kilka dni po operacji normalnie chodziłem, byłem pełnosprawny, bez odczuwania żadnych skutków. Lekarz prowadzący był mocno zdumiony. Mogłem wracać do domu, do rodziny, do pracy. Wielokrotne badania rezonansem wykazały, że guz zniknął bez śladu. To był wyraźny i głośny głos od Boga z przesłaniem do mojego nawrócenia. Bóg jako ojciec, widząc, jaką drogą idę, drogą grzechu, która prowadzi do zagłady, powiedział: "Chłopie, abyś tą ścieżką dalej nie szedł, złamię ci nogę, ale się tobą zaopiekuję będziesz mógł chodzić dalej, którędy dalej będziesz szedł, to twoja decyzja". Tak to odczułem. Po tym cudzie nastąpiło powolne nawrócenie. Zacząłem uczęszczać na niedzielne Msze. Moje życie bez Boga mogę porównać do domu, z którego wyrzucono gospodarza. Dom stał przez ponad trzydzieści lat pusty, niszczał, groziło zawalenie Jednak po tym czasie ?Dobry Gospodarz" powrócił i postanowił zrobić remont. Wiadomo, czym dłużej trwał okres zaniedbania i zapomnienia, tym remont trwa dłużej W końcu zdecydowałem się na spowiedź nawrócenia. Choć już byłem praktykujący, zmieniłem swoje postępowanie, uczęszczałem na Mszę, odmawiałem Różaniec, jednak czułem, że bez spowiedzi nie jest to pełne zaproszenie Boga do mojego ?remontowanego domu". Nie mogłem dalej żyć z ciężarem grzechów, jakie popełniłem. Święty Duch sprawił, że przełamałem strach i wstyd, i uklęknąłem w konfesjonale. Choć mam twardy charakter i nie jestem skory do wzruszeń, nie mogłem powstrzymać płaczu z żalu nad swoim dotychczasowym życiem. Płakałem jeszcze wiele godzin po spowiedzi. Był to drugi cud, cud nawrócenia. Czułem, że powinienem wyrazić głęboką wdzięczność Bogu. Bardzo żle by się stało, gdybym wobec tych faktów stał obojętny i tłumaczył sobie, że ?miałem szczęście? i to był tylko ?szpitalny epizod", zaś zdrowie zawdzięczam specjalistom i obecnej technice. Specjaliści i technika to jedynie narzędzia w rękach Boga. Widocznie Pan stawia mi jakieś zadania, a ja wyczulony na Jego szept powinienem te zadania spełniać. Na zakończenie cisną mi się słowa hymnu anielskiego: ?Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli?.? Szczęść Boże!