Mam 20 lat, i choć jestem dość młoda, chciałabym opowiedzieć historię mojego nawrócenia. Kiedyś uważałam wiarę za schematyczną, ot, chodzenie do kościoła, gdzie każda Msza Św. jest praktycznie taka sama, rzadko się modliłam, nie starałam się pogłębiać mojej relacji z Panem Bogiem. Były takie okresy, gdzie nie chodziłam do kościoła miesiącami, i to były ciemne okresy mojego życia. Pewnego dnia chciałam pojechać na jakiś turnus, w ten sposób trafiłam na turnus rekolekcyjny mojej wspólnoty. Początkowo nie wiedziałam, że codziennie będzie Msza Święta, odmawianie brewiarza, medytacja nad Pismem Świętym. Po dwóch dniach chciałam stamtąd wyjechać, ale w pewnym momencie, podczas medytacji nad Biblią, odkryłam coś niesamowitego, czułam obecność Boga, właśnie tam, w ciszy, gdzieś w środku lasu pod drzewem. Powiedział mi, że się o mnie zatroszczy, chociaż moje grzechy są jak szkarłat. Uświadomił mi, żebym się Go nie bała. Czułam, że po tym naprawdę się nawróciłam, ale to był zaledwie początek mojej Drogi. Pojechałam na Światowe Dni Młodzieży i odkryłam tam, jak wiele jeszcze przede mną pracy nad sobą, jak wiele jeszcze muszę pokutować, żeby zbliżyć się do Pana Boga. W swoim miłosierdziu ukazał mi moją nędzę, ale do mnie to wtedy nie docierało. Zauważyłam po jakimś czasie, że nigdy nie przygotowywałam się do sakramentów, zwłaszcza moja pierwsza spowiedź przed Komunią Świętą nie była należycie przeprowadzona, nie było tego rachunku sumienia ani żalu za grzechy, ani postanowienia poprawy. Brnęłam z grzechu w grzech, w coraz większe bagno. Bierzmowanie przeżyłam byle jak, ot, nie odprawiałam nowenny do Ducha Świętego ani nie modliłam się o Jego dary. Smutno mi, że z powodu mojego niedbalstwa straciłam wiele łask. Kiedy nie mogłam się pogodzić z tym, że za dużo odmawiałam Panu Jezusowi w swoim życiu, podjęłam decyzję o spowiedzi generalnej. Chociaż i tak nie była najlepsza, to wierzę, że oczyściła mnie ze wszystkich moich zaniedbań. Od mojej spowiedzi generalnej, staram się chodzić na codzienną Eucharystię i odmawiać Koronkę Anielską i Różaniec święty, a także Koronkę do Miłosierdzia Bożego, codziennie o 15:00. Staram się też medytować nad Pismem Świętym i zawsze to pasuje do wszystkiego, co aktualnie przeżywam. To wszystko wykonuję z myślą, że będę się stale nawracać, i tak przez całe moje życie. Choć wiele razy Go odrzuciłam, On mnie nigdy nie porzucił, zawsze czekał, aż otworzę Mu drzwi swojego serca. Pewne moje wybory nie spodobały się mu, w większej części przez mój egoizm, pozwolił na to, bym rzuciła szkołę, w której osiągałam bardzo dobre wyniki. I teraz widzę, że Bóg chce mnie prowadzić zupełnie inną ścieżką, której nie znam, ale wiem, dokąd mnie zaprowadzi. ?Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię? (Mk 1,15).