Maria
Drogi Czytelniku, jeśli czytasz zebrane tutaj historie, to znaczy, że z nadzieją i wiarą szukasz w nich potwierdzenia, że cuda się zdarzają, pozwól, że podzielę się moim “prywatnym cudem”. W pierwszym roku pandemii, tak jak większość z nas, zostałam odcięta od normalnego życia; w moim przypadku życia poza domem (praca, spotkania etc.). Wcześniej mało czasu spędzałam w domu sama. Pandemia zmusiła mnie do bycia samej...
Czytaj całe świadectwo
Drogi Czytelniku,
jeśli czytasz zebrane tutaj historie, to znaczy, że z nadzieją i wiarą szukasz w nich potwierdzenia, że cuda się zdarzają, pozwól, że podzielę się moim “prywatnym cudem”. W pierwszym roku pandemii, tak jak większość z nas, zostałam odcięta od normalnego życia; w moim przypadku życia poza domem (praca, spotkania etc.). Wcześniej mało czasu spędzałam w domu sama. Pandemia zmusiła mnie do bycia samej ze sobą. Nawet spacery były zakazane. Jestem z Krakowa więc zaczęłam jeździć do sanktuarium w Łagiewnikach, Chodząc po jego terenie rozmawiałam i modliłam się do Boga, prosiłam o wstawiennictwo Jana Pawła II. To samo w sobie nie było oczywiste, bo nigdy nie należałam do osób związanych z Kościołem; w tamtym czasie niewiele też wiedziałam o tym sanktuarium i o sanktuarium Jana Pawła II.
Moja prośba / pytanie dotyczyły mojego stanu zdrowia, czy będzie lepiej? Czy będzie mi łatwiej? Czy dam radę schudnąć? Jestem osobą chorą na otyłość od dziecka, powoli zaczęło mi to utrudniać normalne funkcjonowanie, proste czynności wymagały ode mnie więc czasu i siły, której fizycznie miałam mało. Podczas jednej z takich “rozmów” usłyszałam głos Jana Pawła, że będzie dobrze, nie martw się. Ja - jak to ja stwierdziłam, że już do głowy dostaje od tego pandemicznego zamknięcia - nie przywiązałam do tego żadnej wagi.
Mniej więcej rok później, dostałam termin operacji bariatrycznej, trafiłam na dobrych ludzi i specjalistów, z których pomocą udało mi się przygotować do operacji i okresu po operacji. Bez żadnych komplikacji rok po operacji miałam 70 kg na minusie. Po tej operacji i schudnięciu mogłam zrobić inną BARDZO ważną dla mnie operację. Naprawdę ważną. Taka kropka nad i.
Umówiłam się na konsultację w szpitalu, w którym pracował polecany mi przez innych lekarz. W momencie kiedy zaparkowałam przed budynkiem szpitala i zobaczyłam napis, że jest to szpital im. św. Faustyny Kowalskiej, przeszedł mnie dreszcz (nie wiedziałam, że szpital ma taką patronkę). Kabelki w głowie zaczęły łączyć sprawy.
Na konsultacji dostałam termin przyjęcia na oddział ! Uwaga! Na 2 kwietnia! Prawie zamarłam, gdy usłyszałam tę datę. Po wyjściu z gabinetu szybko sprawdziłam w telefonie, czy dobrze pamiętam datę śmierci Jana Pawła II. Dobrze pamiętałam. Siedziałam w aucie na szpitalnym parkingu i płakałam. Płakałam koło 30 min ze szczęścia, z wdzięczności za cud, który już w tamtym momencie był dla mnie oczywisty.
Po powrocie do Krakowa, zaczęłam się interesować historią sanktuariów, św. Faustyną, św. Janem Pawłem II. Czytając o sanktuarium, dowiedziałam się, że 17.sierpnia Jan Paweł II konsekrował bazylikę Bożego Miłosierdzia i powierzył świat Bożemu Miłosierdziu. A to była data mojej bariatrycznej operacji!!! Przeżyłam szok po raz drugi, wszystko się zgadzało, jaśniej i pełniej Pan Bóg nie mógł mi już dać do zrozumienia, że jest i że czyni cuda, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych.
Za niedługo minie 3 lata od pierwszej operacji, która miała miejsce 17 sierpnia 2021roku. Postanowiłam się podzielić moim świadectwem z wdzięczności, że mogłam doświadczyć cudów wyproszonych w sanktuarium Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem Jana Pawła II i z nadzieją, że może komuś z Was ta historia pomoże w odnalezieniu Boga.
DZIĘKUJĘ!
Maria