W zwiazku z niedziela Miłosierdzia Bożego czuję, że muszę już napisać moje świadectwo. To będzie ogromny skrót, ale mam nadzieje, że komuś pomoże, tak jak mi pomogły świadectwa innych i to niewyobrażalnie bardzo. Koronkę poznałam dzięki mojej mamie, osobie bardzo wierzącej. Ja różańca w rekach nie miałam 20 lat, a nagle zapragnęłam się modlić, zbliżyć do Boga..., bo po ludzku okazało się, że jestem sama z moimi problemami. Moją bolączką była moja teściowa chora na Altzhaimera. Nie mieszkala z nami, lecz mąż od 8 lat ją do nas przywoził na każde święta. Mąż ma rodzeństwo, ale się nie interesują matką, a wręcz zawsze zależało im, żeby była na stałe u nas. Ciężko było ,ale to były początki choroby, więc dla normalnego człowieka było to do zniesienia i zrozumienia. Przywykłam do tego, że w święta chowam klucze, dokumenty, zakręcam na noc główny kurek gazu i zamykam na klucz kotłownię. Stan teściowej się pogarszał, głównie stan psychiczny. Do męża jednak to nie docierało, dla niego ona była zdrowa. To, co mówiły opiekunki też bylo nieistotne. Gdy moje dziecko miało 2,5 roku, zaczęła je bić, ale tak, żebyśmy nie widzieli. Nie mogła znieść, że mąż poświęca czas dziecku, a nie jej. Zaczęła małego rozstawiać po kątach, wyganiała z zabawkami, żeby się nie bawił. Zaczęły się różnego rodzju złośliwości, np. rozlewanie wody po mieszkaniu, rozpychanie zużytego papieru toaletowego /wiadomo z czym/ do ubranek dziecka, raz na moich oczach kopnęła kota, który spadł z piętra, lecz dzięki Bogu nic mu się nie stało. Doszło do tego, że gdy u nas była, mały nie chciał wracać z przedszkola do domu. Sytuacja generalnie stawała się niebezpieczna i zaczęłam się obawiać o dziecko, ale również o zwierzęta. Do męża nadal nic nie docierało ,stwierdził wręcz, że mały kłamie, a ja się czepiam, bo jego mama ich nigdy nie biła, a poza tym to cudowna, wesoła osoba. Koronkę do Miłosierdzia Bożego zaczęłam odmawiać w maju 2015, poczatkowo tylko o godz.15, potem wszędzie, gdy była tylko okazja, ale też w myślach często powtarzałam: Boże, chroń mnie i moje dziecko przed tą kobietą. W 2015 roku na Boże Narodzenie znów ją przywiózł, choć miała opiekunkę, która chciała z nią zostać na święta, więc nie musiał, ale przywiózł. Po Wgilii poszliśmy spać, a teściowa spała w pokoju obok. W nocy ok. godz 1, męża obudziły jakieś trzaski, dziwne odgłosy i zaświecone wszędzie światło. Wstał i poszedł do pokoju, gdzie spała teściowa... Zastał widok okropny: pościel, ściany, meble, firany, podłoga również w przedpokoju i klatce schodowej i sama teściowa.... wszystko było w kale. Sprzątał całe piętro, ją musiał wykąpać, włączył 3 pralki prania. Nie spał całą noc i był bardzo zmęczony całonocnym sprzątaniem. Przy późnym śniadaniu w Boże Narodzenie oznajmił, że więcej jej tu nie przywiezie i koniec z tym. Nie wierzyłam w to, co usłyszałam i nie wierzyłam w to, że tak będzie..., ale tak się stało. Otworzyły się oczy mężowi, nagle właśnie w Boże Narodzenie stwierdził, że mama jest chora. Mało tego, ale tak jakoś się wszystko układało, że od tych Świąt 2015 roku nie widziałam jej aż do tej Wielkanocy i zawsze też ktoś znalazł się do opieki, choć bardzo o to ciężko. Dziś wiem, że to najdroższy Pan Jezus "załatwił" tę sprawę i nie tylko tę, bo przecież były inne problemy, które po ludzku były już przesadzone, a jednak zostały pozytywnie rozwiązane. W trudnych chwilach mówiłam sobie: Panie Jezu, czemu ja się tym martwię? To przecież Ty wszystko możesz, więc proszę zrób coś. Wierzcie mi, że działał i działa. Cały czas czuję jakąś ochronę, tak jakby ktoś przykrył mnie swym płaszczem. Dziś wiem, że wiara czyni cuda, tylko trzeba całkowicie zaufać. Koronkę do Miłosierdzia Bożego odmawiam cały czas /2 lub 3 dziennie/ i będę ją już zawsze odmawiać, a z różańcem się już nie rozstaję, mam go przy sobie zawsze i wszędzie. Nowy rok zaczęłam z Nowenną Pompejańską; modląc się Koronką do Miłosierdzia Bożego prosiłam o wytrwanie. Dałam radę, choć było ciężko i teraz kończę już drugą... Gorąco wszystkim polecam również i tę modlitwę. I jak Cię, Boże ,nie kochać za tyle dobrego, za te wszystkie łaski mniejsze i większe..., czasami aż cisną się łzy..., tyle, że to już łzy szczęścia.