Tak się czyta często, słyszy, „A Bóg milczał” i milczał. Już w szkole analizujemy te rzeczy, dylematy wielkie ludzkości, monologi do Boga bez odpowiedzi… W przekazach potocznych jest tego masę, medialnych, pytania bez ustanku z wyrzutami (bez czekania na odpowiedzi, bo przecież wiadomo, że nie odpowie); w sieci na każdym rogu tylko: „Gdzie był Bóg?”. Do każdego wydarzenia już… masowej zbrodni czy pojedynczej śmierci. Dziś pierwsza sobota miesiąca, Matka Nieba jest dla każdego dostępna, bo ludzie się chętnie modlą, wielu. Wielu też wzięło Ją sobie za matkę. Tylko, że Ty w niebie, ja na ziemi… Człowiek tak czasem ma i się upiera na swoje. Nauczono mnie, by formułować jasno pytania, względem swoich oczekiwań, aby ktoś mógł na nie odpowiedzieć. Bo chodzi o to, że moja matka chrzestna zmarła bardzo wcześnie, nie udało się nawiązać bliższej relacji. Czego chcę? Jest taki problem, że ona mi nic mentalnie nie przekazała, żeby mnie budowało, czegoś, co by zostało ze mną, kiedy odeszła… A matka chrzestna, jak to matka, jest ważna i po coś była… Trzeba było iść do pracy, przerwać te monologi, ale ociągałam się. Poszłam do swojej biblioteki. Przesunęłam jedną tylko książkę, tak odruchowo, tam wychyliła się kartka. Patrzę na datę, mam dużo starych książek, sprowadzam je zewsząd, lubię wiekowe. Popatrzyłam więc na datę, jaka była na niej zapisana. Myślę, „świetnie”… Nie wiedziałam, że mam kartki w bibliotece cudze, do tego osoby zmarłej… No nic, jak jest w moich rękach, czytam. Pisało o wędrówce człowieka, życzenia na nią, by chrzest umacniał, chronił od pokus, by Pan Bóg bronił itd., a na końcu, żeby pamiętać, że „Pan Bóg zawsze na Ciebie patrzy” – podpisano –„matka chrzestna”. Jakbym doświadczyła tego w świecie wirtualnym, np. na Facebook’u dałabym lajka i poszła dalej, ale punkt dla Ciebie, Boże. Można polemizować, to życzenia dla jakiegoś innego człowieka w świecie, ale po co nas kusi ta ciągła debata z Bogiem? Jego obecność nie jest huczna i to wiadomo. Może trzeba się wsłuchać, być uważnym, dać szanse Bogu odpowiedzieć, a nie zaczynać od awantury i pretensji od rana, bo coś zaboli, bo coś z góry zakładamy, że jest na niekorzyść Boga i On się już nie wytłumaczy, przecież nie ma z nami szans… Ale my tak stawiamy sprawy, przez swoją perspektywę, bo Bóg może, ale nic nie zrobi bez naszej wiary opartej na uważnym zaufaniu… Tak, można przeoczyć Boga obok siebie, zagadać, może to jest to słynne zjawisko „śmierci Boga”, bo o innym realnym w tym kontekście nie słyszałam. Nie ma dnia, by Bóg nie dawał mi odczuć, że jest. Zatem nie wygrałam jeszcze ani jednego sporu. Raz czekałam na odpowiedź 10 lat. Myślałam już, że pierwszy punkt dla mnie… Ale znowu dla Niego. Każdego dnia daje mi znać, że o mnie pamięta, widzi, co robię, gdzie się włączę, co sobie myślę… To trzeba potraktować, że miłosiernie jest, po prostu, dla nas, to nasze doświadczenie, nie musimy zawsze z nim biec do świata, ale dziś jest ten dzień, Matko Miłosierna, kiedy jednak postanowiłaś być bliżej…