Chciałabym złożyć świadectwo o mocy Koronki do Bożego Miłosierdzia.
Pierwszy raz doświadczyłam jej mocy, gdy dłuższy czas modliłam się za wujka, brata mojej mamy. Wujek był chory na nowotwór pęcherza. Potem nastąpiły przerzuty. Wujek był wierzący, ale bez zbytniego entuzjazmu. Wypierał myśl o śmierci. Miał słabą psychikę, rodzina zabroniła z nim o tym rozmawiać. Trochę to okrutne, że toczy się walka o życie wieczne, a chory nie może się poważnie do niej przygotować. Wtedy pomyślałam sobie, że oczywiście uszanuję wolę rodziny, ale zaczęłam w jego intencji odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. To trwało jakiś czas, na pewno dłuższy czas, ale wtedy jeszcze nie przywiązywałam do tego uwagi. W dniu, w którym dowiedziałam się o jego śmierci, smutek mieszał się że szczęściem: to było Święto Miłosierdzia Bożego.... Mocno mnie to dotknęło. To taki znak od Pana Boga.....
Ostatnie, prawie dwa lata opiekowałam się niepełnosprawną po udarze mamą. Mama też nie była jakoś mocno wierząca. W ostatnich latach do uszkodzenia mózgu i wtórnej charakteropatii doszła demencja. To był trudny czas zmagania się z jej chorobą. Walka o jej duszę, o życie wieczne. Te prawie dwa lata, dzień w dzień odmawiałam w jej intencji Koronkę.
Od kilku lat mam zwyczaj losowania świętego patrona. Patronem na rok 2024 jest św. Faustyna. Mam zwyczaj zaprzyjaźniać się z danym patronem. Zaczęłam czytać o Faustynie i czytać ponownie "Dzienniczek". W internecie natrafiłam na cykl " Zeszyty miłości pełne". Że szczególną uwagą wysłuchałam odcinek poświęcony Świętu Miłosierdzia Bożego. I tak sobie pomyślałam, że faktycznie śmierć w to święto, to najlepsze co może nas spotkać. I w sobotę 6 kwietnia powiedziałam Panu Bogu, że jeśli ma odejść teraz, to to jest najlepszy moment. A jeśli nie teraz, to może w następne święta..... Rano w niedzielę nakarmiłam mamę jak zwykle. Potem przed godziną 10.00 zostałam sama z trójką wnucząt . Wyszliśmy na podwórko. Dzieci bardzo spokojnie się bawiły, więc postanowiłam, że odmówię Koronkę. Potem pomodliłam się za kapłana, a później kolejną Koronką. Nakarmiłam wnuka i wtedy uświadomiłam sobie, że nie słyszę oddechu mamy. Pomyślałam sobie, że usnęła. Poszłam do niej zajrzeć, a mama wydała ostatnie tchnienie. Byłam w szoku. Odeszła w święto Bożego Miłosierdzia. Smutek i radość jednocześnie. Może nie poszła bezpośrednio do nieba, bo nie przyjęła Pana Jezusa w tym dniu, ale to dla mnie znak od Pana Boga, że jest zbawiona. Niech dobry Bóg będzie uwielbiony za dar Miłosierdzia