Mateusz,13 l.
Jestem ochrzczony i wychowuję się w katolickiej rodzinie. Zawsze, co niedzielę, chodziłem do kościoła, ale tylko z obowiązku lub przyzwyczajenia. Wierzyłem w Boga - a właściwie tylko w Jego istnienie i wyklepane regułki. Tak naprawdę nie było Go w moim życiu. 2 lata temu wpadłem w niewolę samogwałtu. Myślałem najpierw, że "to coś normalnego", ale miałem jakieś takie poczucie winy. Któregoś dnia, niby przypadkiem...
Czytaj całe świadectwo
Jestem ochrzczony i wychowuję się w katolickiej rodzinie. Zawsze, co niedzielę, chodziłem do kościoła, ale tylko z obowiązku lub przyzwyczajenia. Wierzyłem w Boga - a właściwie tylko w Jego istnienie i wyklepane regułki. Tak naprawdę nie było Go w moim życiu. 2 lata temu wpadłem w niewolę samogwałtu. Myślałem najpierw, że "to coś normalnego", ale miałem jakieś takie poczucie winy. Któregoś dnia, niby przypadkiem, dowiedziałem się, że jest to grzech ciężki. Nie mogłem się z tym pogodzić i ciągle się usprawiedliwiałem. Często zdarzało mi się przystępować do świętokradzkich Komunii. Chciałem z tym skończyć. Na Wielki Post w zeszłym roku zrobiłem postanowienie, że powoli, stopniowo będę przestawał to robić. Jednak pewnego razu dowiedziałem się, że w Wielki Wtorek jest okazja do spowiedzi św. Postanowienie zmiany na lepsze, całkowitego zerwania z grzechem było we mnie bardzo silne. Podczas spowiedzi stresowałem się tak, że wyznałem tylko 3 najcięższe grzechy. Po odejściu od konfesjonału natychmiast przypomniałem sobie pozostałe przewinienia (było wśród nich grzechy śmiertelne) i miałem poczucie winy, bo nie wierzyłem w Boże miłosierdzie. "Dospowiadałem się" następnego dnia. Poczułem wtedy, że mam "czystą kartę". Nadal jednak żyłem daleko od Boga. Moja wiara sprowadzała się do tego, co wolno, a czego nie wolno. Pod koniec tegorocznych wakacji doświadczałem silnych pokus myśli nieczystych. Szukałem więc jakichś rad w internecie. Zamiast odpowiedzi dotyczących grzechu, znalazłem tam jednak słowa mówiące o nieskończonej Bożej miłości. W ciągu kilku dni nawróciłem się i zawierzyłem Bogu. Rzecz jasna, nie było to jedno nawrócenie na zawsze. Pójście za Jezusem jest drogą, nasza wiara ciągle się zmienia i tak naprawdę nieustannie trzeba nam się nawracać. Od tego czasu żyję w łasce, blisko Boga. Oczywiście, nadal są w moim życiu pokusy, słabości, chwile zwątpienia. Jednak Pan Jezus kocha każdego z nas i pragnie naszego dobra. Pewnego razu moi dziadkowie, jadąc samochodem na autostradzie, o mało co nie uderzyli w ciężarówkę. Hamowali, ale i tak nie było praktycznie żadnych szans na wyjście bez szwanku z tej sytuacji. Dziadek skręcał, żeby chociaż uderzyć w barierki. Ale stało się coś niesamowitego, nagle zahamowali. To był CUD! PANIE, DZIĘKUJE CI ZA WSZYSTKIE NIEZLICZONE ŁASKI, KTÓRYMI NAS OBDAROWUJESZ. JEZU, UFAM TOBIE!