Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Archiwum świadectw

Strona 237 z 449

  1. paulina

    Byłam w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego na Mszy o uzdrowienie "Promienie miłosierdzia". Otrzymałam tam pewną wskazówkę od kapłana prowadzącego - charyzmatyka. Jestem przekonana, że słowa były skierowane do mnie. Dzięki temu nabrałam w pewnym sensie pewności, że Jezus pragnie mojego szczęścia i uzdrowienia. Problem jednak w tym, że nie mogę się uporać z przeszkodami, które uniemożliwiają działanie łaski we mnie...

    Czytaj całe świadectwo

    Byłam w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego na Mszy o uzdrowienie "Promienie miłosierdzia". Otrzymałam tam pewną wskazówkę od kapłana prowadzącego - charyzmatyka. Jestem przekonana, że słowa były skierowane do mnie. Dzięki temu nabrałam w pewnym sensie pewności, że Jezus pragnie mojego szczęścia i uzdrowienia. Problem jednak w tym, że nie mogę się uporać z przeszkodami, które uniemożliwiają działanie łaski we mnie. Ważne jest więc, żeby chrześcijanie sobie nawzajem pomagali, żeby wspólnoty chrześcijańskie były nastawione na braterską pomoc drugiemu człowiekowi. Człowiek nie zawsze wychowuje się w zdrowym środowisku rodzinnym, nie zawsze ma wsparcie ze strony rodziny i najbliższych.

  2. Grażyna

    Byłam od zawsze blisko BOGA poprzez zdarzenia w moim życiu, jednak to było śmiem dziś twierdzić takie ocieranie się o wiarę. Dziś doświadczam takiej bliskości, niepojętej MIŁOŚCI, GŁĘBI i DOTKNIĘCIA SAMEGO JEZUSA, że NIE sposób to wyrazić. JEGO MIŁOSIERDZIE JEST wyrażane w moich słowach i sposobie bycia. Czuję wszechogarniający pokój i spokój BOŻY, który przepełnia moje serce po brzegi, a ja w pokorze i w modlitwie...

    Czytaj całe świadectwo

    Byłam od zawsze blisko BOGA poprzez zdarzenia w moim życiu, jednak to było śmiem dziś twierdzić takie ocieranie się o wiarę. Dziś doświadczam takiej bliskości, niepojętej MIŁOŚCI, GŁĘBI i DOTKNIĘCIA SAMEGO JEZUSA, że NIE sposób to wyrazić. JEGO MIŁOSIERDZIE JEST wyrażane w moich słowach i sposobie bycia. Czuję wszechogarniający pokój i spokój BOŻY, który przepełnia moje serce po brzegi, a ja w pokorze i w modlitwie do wszystkich świętych - szczególnie św. Faustyny - proszę i dziękuję zarazem za tak mocną przemianę mojej duszy, za otwarte na oścież serce nie tylko dla dobrych ludzi, których spotykam, ale dla tych trudnych, którzy najbardziej potrzebują MIŁOSIERDZIA. Uczę się wciąż kochać tych, którzy mnie prześladują; błogosławię ich i powierzam BOGU. DZIĘKUJĘ CI, O MÓJ SŁODKI JEZU. UFAM TOBIE. KOCHAM CIĘ i proszę PROWADŹ mnie i moje kochane DZIECI i RODZINĘ do świętości, do tego, bym głosiła w radości, w pięknie i w taki sposób jak TY chcesz, DOBRY BOŻE, TWOJĄ CHWAŁĘ. Ucz mnie i prowadź. CHCĘ CI SŁUŻYĆ, PRZEMIEŃ MNIE NA TAKĄ, JAKĄ TY MNIE CHCESZ. Wszystko, co dzieje się ze mną i we mnie, pochodzi OD CIEBIE - NIC NIE JEST MOJE I ZE MNIE! DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO, CO ZE MNĄ CZYNISZ!

  3. Edyta Joanna

    "Przestałem wierzyć, że Bóg może mnie kochać...." - te słowa czyjeś dotykają każdego, dziś odgrzebały wspomnienia i boleści moje. Na różnych etapach naszego życia właśnie brak wiary w miłość męża, żony, rodziny, BOGA jest powodem naszego załamania... Nie widzimy, że to czarne ziarno jest chwastem rzucanym nam wtedy, gdy zdarzy się coś dla nas strasznego, okrutnego. Te czarne drobne kulki przysłaniają nam to, co nas...

    Czytaj całe świadectwo

    "Przestałem wierzyć, że Bóg może mnie kochać...." - te słowa czyjeś dotykają każdego, dziś odgrzebały wspomnienia i boleści moje. Na różnych etapach naszego życia właśnie brak wiary w miłość męża, żony, rodziny, BOGA jest powodem naszego załamania... Nie widzimy, że to czarne ziarno jest chwastem rzucanym nam wtedy, gdy zdarzy się coś dla nas strasznego, okrutnego. Te czarne drobne kulki przysłaniają nam to, co nas otacza, to, co piękne. W sercu jednak tli się lampka nadziei, nadziei na dobre i lepsze dni. I czasami w piękny dzień dopada nas depresja... i ciągle to samo pytanie: "Boże, za co to ? Co dalej? A dzień 7 października, tak jak w 1999 r. tak i dziś 7 październik 2016 r., jest dla mnie i zagadką i bardzo dużą niepewną dla naszej rodziny... dla mnie samej. Co dalej? Czy Duch Święty zapali naszej nadziei świeczkę tak, by nigdy nie zgasła. Nadal nie mogę zajść w ciążę. Nadal coś z chorób wyskakuje i blokuje... Nadal ktoś zwalnia mnie z pracy (bo kolagen z kości wypłynął, bo kręci się mi w głowie, a nikt nie pomyśli, że przez 8-10 godzin pracy bez chwili wytchnienia można zemdleć, nie mówię, że wyjść do toalety trzeba w pośpiechu w pół minuty i dalej na kasę). Dziś nie pracuję, ale serce boli, że zbierałam pieniądze na dom nasz, na własny kąt, by się nie tułać z dzieckiem. I tak ani pracy, ani ciąży, i bez szans na własny dom. Wszystko się skończyło 7 października. Mam jeszcze nadzieję, że coś się zmieni.. na dobre dla nas. Ale ta nadzieja jest tak wątła, słaba. Potrzeba nie tylko modlitwy, ale i szczęścia dla mnie.

  4. paulina

    Obecnie często czytam "Dzienniczek" Siostry Faustyny. W niektórych sytuacjach odnajduję siebie i dzięki postawie zaufania Siostry Faustyny oraz jej mężnej walki duchowej, ja również nabieram odwagi i zachęty do wierności Panu Bogu. Widzę jednak, że życie jest ciągłą walką. Pamiętajcie o ostrzeżeniu Jezusa: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie". W 1 liście św. Piotra możemy również przeczytać...

    Czytaj całe świadectwo

    Obecnie często czytam "Dzienniczek" Siostry Faustyny. W niektórych sytuacjach odnajduję siebie i dzięki postawie zaufania Siostry Faustyny oraz jej mężnej walki duchowej, ja również nabieram odwagi i zachęty do wierności Panu Bogu. Widzę jednak, że życie jest ciągłą walką. Pamiętajcie o ostrzeżeniu Jezusa: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie". W 1 liście św. Piotra możemy również przeczytać: "Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć. Mocni w wierze, przeciwstawcie się jemu! Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków!" Amen. Drodzy bracia i siostry, człowiek na tej ziemi często jest poddawany ciężkim próbom zwłaszcza w chwilach słabości i cierpienia, zarówno moralnego, duchowego i fizycznego. W każdej sytuacji Pan Bóg oczekuje, abyśmy wybrali Jego i Mu zaufali. Ponadto, jak mawiał św. Jan od Krzyża: "Pod koniec swojego życia będziemy sądzeni z miłości". Można więc powiedzieć, że do nieba nie jedzie się karetą. W trudnych chwilach ofiarujmy swoje cierpienie Jezusowi i starajmy się czynić dobrze, szukajcie światła i siły w męce Jezusa, pamiętajcie o tzw. świętych obcowaniu, czyli tych zmarłych, którzy są już zbawieni i chcą nam pomóc w tej walce duchowej, jaka toczyć się będzie o każdego człowieka, do końca jego życia. Polecam też książkę niedawno zmarłego księdza, egzorcysty Gabriel Amorth "Będziemy sądzeni z miłości".

  5. ŁUKASZ

    Cały jestem Twój. Kocham Cię, Jezu!

    Czytaj całe świadectwo

    Cały jestem Twój. Kocham Cię, Jezu!

  6. jadwiga

    JEZUNIU, DZIĘKUJĘ za każdy dzień. Dzięki TOBIE lżej jest znosić te trudne chwile. Dziękuję za otrzymane ŁASKI, małymi kroczkami mnie uzdrawiasz. BARDZO PROSZĘ, BĄDŹ co dnia ze mną, bez Ciebie nie dam rady...

    Czytaj całe świadectwo

    JEZUNIU, DZIĘKUJĘ za każdy dzień. Dzięki TOBIE lżej jest znosić te trudne chwile. Dziękuję za otrzymane ŁASKI, małymi kroczkami mnie uzdrawiasz. BARDZO PROSZĘ, BĄDŹ co dnia ze mną, bez Ciebie nie dam rady...

  7. Maciej

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i niech będzie uwielbiony w swoim Miłosierdziu. W marcu 2012 roku, na jednej z ulic pewnego miasta, policja wraz z oddziałem antyterrorystów zatrzymała 42 letniego mężczyznę, wyciągnęli go z samochodu, skuli kajdankami. W aucie znaleziono dużą ilość narkotyków. Tym mężczyzna byłem ja. Co pomyślałem wtedy? Co poczułem? Może się zdziwicie, ale pomyślałem sobie: wreszcie się...

    Czytaj całe świadectwo

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i niech będzie uwielbiony w swoim Miłosierdziu. W marcu 2012 roku, na jednej z ulic pewnego miasta, policja wraz z oddziałem antyterrorystów zatrzymała 42 letniego mężczyznę, wyciągnęli go z samochodu, skuli kajdankami. W aucie znaleziono dużą ilość narkotyków. Tym mężczyzna byłem ja. Co pomyślałem wtedy? Co poczułem? Może się zdziwicie, ale pomyślałem sobie: wreszcie się skończyło i poczułem ulgę oraz radość. Wyobraźcie sobie zdziwienie policjantów w czarnych kominiarkach, kiedy aresztowany przez nich człowiek im dziękuje - a tak właśnie zrobiłem, bo oni w pewnym sensie uratowali moje Zycie. Teraz WIEM , że to Bóg w tak drastyczny sposób wyciągnął rękę i mnie zatrzymał, zatrzymał mnie w mojej drodze ku zagładzie, zatrzymał proces samozniszczenia, który uruchomiłem w momencie podjęcia decyzji o przystąpieniu do grupy ludzi, którzy sprzedawali innym ludziom narkotyki. Wyrzuty sumienia i poczucie, że robię coś strasznie niedobrego towarzyszyły mi od pierwszego do ostatniego dnia dilerki. Moje sumienie, choć tłumione przez potężne dawki narkotyków, które zażywałem wraz ze środkami psychotropowymi, nie dawało mi spokoju. Ktoś mi powiedział, że sumienie choć nie ma zębów, może człowieka mocno gryźć, a mnie po prostu zagryzało. Porzuciłem Rodzinę, wyprowadziłem się z domu, moje życie straciło sens, nie miało celu. Oficjalnym powodem odejścia była moja zdrada małżeńska, którą popełniłem z dziewczyną uzależnioną od prochów. Żona, choć podejrzewała, że dzieje się coś niedobrego, nie miała pojęcia w co się wpakowałem, choć tyle ze mną przeszła. Mój alkoholizm w fazie czynnej zrujnował mi w przeszłości karierę zawodową, wtrącił do więzienia na 4 długie lata za spowodowanie wypadku drogowego z tragicznym skutkiem. Zginął człowiek, a ja długo nie mogłem się z tym pogodzić i nie mogłem sobie tego wybaczyć. W tych wszystkich trudnych chwilach, moja żona była przy mnie - bo mnie kochała miłością bezwarunkową. Teraz widzę w tym działanie naszego Pana. On pokazywał mi, że nawet niedoskonały i grzeszny człowiek ma zdolność do takiego kochania. A ja uparcie odrzucałem miłość, miłość zarówno człowieka jak i Boga. Przestałem wierzyć, że Bóg może mnie kochać. Tyle razy się do niego modliłem, aby zabrał moje nałogi, aby mi pomógł w określonych sytuacjach - bezskutecznie. Nadal popełniałem te same błędy, te same grzechy. Straciłem wiarę, później straciłem nadzieję, a na koniec straciłem miłość. Takiej okazji zły duch nie mógł przepuścić. Podczas pobytu w więzieniu spróbowałem narkotyków. Często powtarzałem sobie: diabłu rękę podam, a nie będę pił. No i mi podał - kolejne uzależnienie i jeszcze wmówił mi, że to lepsze od alkoholu, bo film się nie urywa, bo nie tracę panowania nad sobą no i ogólnie - same plusy. A to były kłamstwa, kłamstwa i ogólnie same kłamstwa. Ale teraz dopiero to dostrzegam, bo wyszedłem z ciemności, a dzięki niezasłużonej łasce Pan uczy mnie stawania w Prawdzie. Wtedy byłem ślepy i głuchy. W tamtym czasie byłem we władzy diabła, myślałem pod jego dyktando, działałem pod jego dyktando. Byłem bezużytecznym naczyniem, które nadawało się-myśląc po ludzku - tylko do śmietnika. Lecz Jezus myślał inaczej. Mówił do mnie z głębi duszy, wołał poprzez moje sumienie, wołał z tego ostatniego miejsca, którego zły jeszcze nie opanował do końca. W momentach, gdy słyszałem Jego wołanie, miałem uczucie rozerwania, rozdarcia na strzępy. Stawałem w środku nocy w lesie i wyłem jak zwierzę, krzyczałem z bólu wewnętrznego lub pędziłem samochodem z myślą: walnę w to drzewo i skończę z tym wszystkim. I wiecie co? Gdy podjąłem taką właśnie decyzję i ze łzami w oczach rozpędzałem auto, wtedy dostałem sms od żony, zupełnie bez powodu, bo nie mieszkaliśmy razem i zerwaliśmy kontakt. Do dziś pamiętam jego treść: Hej, jak się trzymasz? Stanąłem, rozpłakałem się i żyłem dalej. Bóg zadziałał i chwała Mu za to. Ale wróćmy do roku 2012, do Roku Wiary. Dzień po aresztowaniu, dopadła mnie rozpacz. Wprawdzie coś złego się skończyło, ale przyszedł strach - co dalej? Do tego doszedł głód narkotykowy. Czułem się strasznie, na tyle źle, że lekarz przepisał mi środki na uspokojenie - co w aresztach jest rzadkością. Przeczuwałem, że wolności długo nie doświadczę, zdawałem sobie sprawę, jak w naszym kraju długo toczą się śledztwa, a jeszcze wiedziałem, że nie tylko mnie aresztowano. Policja od dłuższego czasu miała grupę pod obserwacją i zbierała dowody. Na dodatek zły duch podsunął mi myśl o samobójstwie, przekonywał, że to jedyne rozwiązanie, że nie mam w życiu już nic do zrobienia. Prawie mnie przekonał i myślałem, jak i kiedy to zrobię. W celi zapragnąłem uwolnić się na jakiś czas od tych natrętnych myśli i od rozpamiętywania o tym, co się stało i co się może stać. Poszedłem do wychowawcy więziennego i zapytałem, czy ma jakieś książki, bo chciałbym się czymś zająć. I wydarzyło się coś, co z perspektywy czasu uznaję za wkroczenie Pana Jezusa w moje życie, co uważam za pierwszy krok na drogę nawrócenia. Jedyna książką, jaką dysponował oficer służby więziennej był "Dzienniczek" siostry Faustyny! Wziąłem i zacząłem czytać. Miałem mgliste pojęcie, o czym jest ta książka. Kojarzył mi się film o Siostrze Faustynie Kowalskiej, która wierzyła, że rozmawia z Bogiem i uważano ją za niezrównoważoną psychicznie. Czytałem bez zrozumienia, bo w głowie kłębiły się setki myśli dotyczących spraw bieżących. W miarę czytania zacząłem uświadamiać sobie, że Pan daje nam, grzesznikom, dar, o którym mało wiedziałem: SWOJE MIŁOSIERDZIE, że Jego miłosierdzie jest większe niż nasza ludzka sprawiedliwość. Ta wiadomość, to przesłanie stało się dla mnie w tym momencie najważniejsze, było jak tratwa ratunkowa dla rozbitka, było niczym łyk powietrza dla tonącego. Przywracało to, co straciłem, czyli nadzieję i wiarę - na miłość musiał przyjść czas. Zrozumiałem, że nie mam nic do stracenia, a wiele do zyskania. Postanowiłem spróbować zaufać Bożemu Miłosierdziu. I spełniły się na mnie słowa Psalmu: Złożyłem w Panu całą nadzieję; On schylił się nade mną I wysłuchał mego wołania. Wydobył mnie z dołu zagłady I z kałuży błota, a stopy moje postawił na skale I umocnił moje kroki. Wtedy podjąłem decyzję, że przyjmę ofertę prokuratora i będę zeznawał. Zdawałem sobie sprawę, że to może być niebezpieczne ze względu na ewentualną zemstę środowiska, ale wiedziałem również, że tylko tak zerwę wszystkie złe kontakty, że tylko w ten sposób dam sobie szansę na nowe życie po opuszczeniu murów więzienia. Był okres Wielkiego Postu, po celach chodzili kapelani, proponując sakrament pokuty i pojednania. Choć nie byłem do końca przekonany, że to już czas, abym do niego przystąpił ? zgłosiłem się. Od wielu lat się nie spowiadałem, bo uważałem to za rzecz niepotrzebną - zresztą zgodnie z poglądami ludzi, z którymi od czasu do czasu studiowałem Biblię i Strażnicę. Z celi zabrano innych osadzonych. Zostałem sam na sam z księdzem Pawłem, w półmroku zacząłem zrzucać kamienie z serca, najpierw spokojnie, później ze łzami i szlochaniem. A kapłan nic nie mówił tylko trzymał mnie za rękę. Na koniec powiedział: Macieju, ciesz się, bo otrzymałeś wielką Łaskę, udzielił mi rozgrzeszenia i podarował mi mały drewniany krzyż wykonany przez jednego z więźniów. Nie miałem pojęcia z czego miałbym się cieszyć ani jaka to łaska ? dopiero po latach zrozumiałem, że to łaska nowego życia w Jezusie Chrystusie. Krzyż ten mam do dziś i patrzę na niego, gdy jest mi ciężko. On mi przypomina, gdzie byłem wtedy, a gdzie jestem teraz dzięki tej łasce, dzięki wierze i dzięki Jego miłości oraz słowom: JEZU, UFAM TOBIE. Po spowiedzi chciało mi się płakać i śmiać, i to robiłem, choć inni patrzyli na mnie stukając się w czoło. W niedzielę zapisałem się do uczestnictwa we Mszy Świętej. Działy się dziwne po ludzku rzeczy. Zbliżała się wyznaczona godzina, a kraty się nie otwierały. Wezwałem strażnika, on mi mówi, że ponieważ nikt oprócz mnie się nie zgłosił, to nie będzie mnie prowadził do kaplicy. Chyba, że kapelan zechce i po mnie przyjdzie. Ale JEZUS posłał swojego kapłana po mnie i przyprowadził skruszonego grzesznika przed swoje oblicze. W kaplicy był ON w dużym obrazie Jezusa Miłosiernego, kapłan i ja. Ja patrzący poprzez łzy w oczy Jego, czułem to spojrzenie pełne miłości, radości i smutku, że tyle musiałem wycierpieć, aby zrozumieć. Był niczym miłosierny Ojciec, przytulający syna marnotrawnego. Od tego momentu zaczęło się moje nawrócenie, które trwa dzień po dniu do dziś. Parę dni później, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu odwiedziła mnie Żona. Przytuliła i wlała w serce nadzieję na odzyskanie Rodziny, dostrzegała możliwość wybaczenia mi moich kłamstw i zdrad. Po trzech miesiącach prokurator dotrzymał słowa i opuściłem mury aresztu. Wróciłem do domu i niestety zły upomniał się o swoje. W sposób dla mnie do dziś niezrozumiały, po morzu łez wylanych w miejscowym kościele postanowiłam wyprowadzić się i zamieszkać u tej młodej kobiety, z którą miałem wcześniej romans. Uznałem, że decyzja podjęta w kościele jest właściwa, że tylko w taki sposób mogę zapewnić bezpieczeństwo żonie i synowi, że ukryję się na odludziu przed ludźmi i wstydem. Ale nie ukryłem się przed Jezusem, który działał z mocą. Ustaliliśmy z młodą jedno: nie bierzemy żadnych narkotyków, modlimy się wspólnie i chodzimy regularnie do kościoła. Z ogromnym żalem musieliśmy zrezygnować z przyjmowania Komunii Świętej. Być tak blisko Pana, a nie móc Go dotknąć sercem ? to bardzo boli. Pierwszą Mszą, na którą poszliśmy było czuwanie przed Zesłaniem Ducha Świętego ze wspólnotą Odnowy. Łzy wzruszenia, obecność Ducha Świętego choć niepełna, bo ograniczona naszą nieczystością rozpoczęła moją i Jej przemianę. Ta przemiana doprowadziła do tego, że po ponad roku mieszkania razem w dniu Wniebowstąpienia Najświętszej Mari Panny opuściłem jej dom i poprosiłem o przebaczenie moją żonę. I wierzę w to, że Maryja cudownie sprawiła, iż niemożliwe stało się realne i wróciłem do rodzinnego domu. Maryja zadbała też o tę drugą kobietę, jest w ruchu charyzmatycznym i wielbi gorliwie Pana. Ja również znalazłem swoją wspólnotę w mojej parafii. Poprzez udział w rekolekcjach, ćwiczeniach duchowych, modlitwę wspólnotową, posługę lektora na Mszach Świętych staram się pogłębiać miłość do Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby Mu lepiej służyć, gdyż oczywistą prawdą są Jego słowa z Ewangelii św. Łukasza: Komu wiele darowano, więcej będzie miłował, bo przez wielką miłość mogą być odpuszczone liczne grzechy. Pokornie proszę Was, Bracia i Siostry, o modlitwę za mnie i za moją Żonę, by i ona odnalazła prawdziwą wiarę. Chwała Panu za Jego niepojęte miłosierdzie. Wybrałem drogę prawdy, pragnąc Twych wyroków. Ucz mnie, bym przestrzegał Twego prawa i zachowywał je całym sercem. Prowadź mnie ścieżką Twoich przykazań, bo przynoszą mi radość.

  8. Mariola

    Chciałam się podzielić moim malutkim świadectwem! Żyłam z Bogiem, ale jakoś zawsze obok Boga, tzn. chodziłam do kościoła, dwa razy do roku do spowiedzi św. i przyjmowałam Komunię, ale jakoś nigdy nie chciałam i nie miałam takiej potrzeby naprawdę zbliżyć się do Boga... Zawsze liczyłam na siebie, dopóki moje życie osobiste nie legło w gruzach! Było obwinianie siebie, alkohol i łzy. Było mi naprawdę bardzo ciężko...

    Czytaj całe świadectwo

    Chciałam się podzielić moim malutkim świadectwem! Żyłam z Bogiem, ale jakoś zawsze obok Boga, tzn. chodziłam do kościoła, dwa razy do roku do spowiedzi św. i przyjmowałam Komunię, ale jakoś nigdy nie chciałam i nie miałam takiej potrzeby naprawdę zbliżyć się do Boga... Zawsze liczyłam na siebie, dopóki moje życie osobiste nie legło w gruzach! Było obwinianie siebie, alkohol i łzy. Było mi naprawdę bardzo ciężko, wtedy Pan Bóg wyciągnął do mnie rękę. Coś w środku mnie natchnęło, że tylko modlitwa mi pomoże wszystko przezwyciężyć. Zaczęłam się modlić, z dnia na dzień było coraz lepiej. Wiem, że Pan Jezus pomaga mi nieść mój krzyż, inaczej nie dałabym rady. Jak jest mi źle i nachodzą mnie dręczące myśli i smutek, zwracam się: JEZU, ODDAJĘ WSZYSTKO TOBIE! TY SIĘ TYM ZAJMIJ, TY SIĘ TROSZCZ! JEZU, UFAM CI! I od razu jest lepiej! Odkąd zaczęłam się modlić, otrzymałam wiele łask, niektórych pewnie nawet nie dostrzegam, moje serce jest spokojniejsze, rzuciłam nałóg papierosowy, z którym zawsze walczyłam i jego porzucenie było dla mnie niemożliwe! Modlę się jeszcze o jedną sprawę bliską memu sercu, choć są chwile zwątpienia, ale wierzę, że Bóg Miłosierny rozwiąże moją troskę i wyprostuje wszystkie moje drogi, tylko trzeba ufać z całego serca i nie poddawać się! Bóg jest miłością i chce dla nas jak najlepiej i z wszystkiego złego chce wyprowadzić dobro, dlatego nie można się poddawać, choć czasem jest to trudne dla nas! Trzeba trwać w modlitwach i dziękować Bogu za wszystko! Dziękuję za wszystkich świętych, którzy wstawiają się w moich modlitwach u naszego Ojczulka i kochanej Maryi, która zawsze tuli nas do swego serca:)

  9. Agnieszka

    Jezu, dziękuję Tobie za Kapłana, którego postawiłeś na mojej drodze. Bardzo Ciebie proszę przez wstawiennictwo św. Siostry Faustyny o światło Ducha Świętego w poznawaniu i kierowaniu moją duszą, o łaskę głębokiego i autentycznego przeżywania spowiedzi św., aby Twoja święta wola ujawniła się w pełni, abym wypełniła ją do końca. Kochana Siostro Faustyno, wspomagaj mnie na drodze życia duchowego nieustannie. Dziękuję...

    Czytaj całe świadectwo

    Jezu, dziękuję Tobie za Kapłana, którego postawiłeś na mojej drodze. Bardzo Ciebie proszę przez wstawiennictwo św. Siostry Faustyny o światło Ducha Świętego w poznawaniu i kierowaniu moją duszą, o łaskę głębokiego i autentycznego przeżywania spowiedzi św., aby Twoja święta wola ujawniła się w pełni, abym wypełniła ją do końca. Kochana Siostro Faustyno, wspomagaj mnie na drodze życia duchowego nieustannie. Dziękuję, że jesteś blisko. Jezu, tęsknię... ufam i pragnę Ciebie samego... Pomóż mi...

  10. Joanna

    Miałam zadłużone własne mieszkanie i za miesiąc miało być wystawione przez komornika na licytację. Prosiłam Jezusa poprzez Koronkę, aby pomógł mi je sprzedać wcześniej, zanim komornik je zlicytuje. Jezus wysłuchał mojej modlitwy i dziękuję z całego serca. Jest naprawdę w stanie dla bardzo dużo zrobić. Dziękuję, Panie Jezu, i kocham Cię.

    Czytaj całe świadectwo

    Miałam zadłużone własne mieszkanie i za miesiąc miało być wystawione przez komornika na licytację. Prosiłam Jezusa poprzez Koronkę, aby pomógł mi je sprzedać wcześniej, zanim komornik je zlicytuje. Jezus wysłuchał mojej modlitwy i dziękuję z całego serca. Jest naprawdę w stanie dla bardzo dużo zrobić. Dziękuję, Panie Jezu, i kocham Cię.

  11. Nina

    Moje nawracanie rozpoczęło się od wpatrywania się w cudowny obraz Jezusa Miłosiernego w trudnej dla mnie chwili życiowej. Boże mój, dziękuję - Jezu, Ufam Tobie - dziękuję Siostro Faustyno.

    Czytaj całe świadectwo

    Moje nawracanie rozpoczęło się od wpatrywania się w cudowny obraz Jezusa Miłosiernego w trudnej dla mnie chwili życiowej. Boże mój, dziękuję - Jezu, Ufam Tobie - dziękuję Siostro Faustyno.

  12. jadwiga

    JEZUNIU... Jak Ci dziękować za codzienną opiekę. Prawie codziennie dostrzegam TWOJE działanie. WIEM,że bez CIEBIE w obecnej sytuacji nie dałabym rady, ale BŁAGAM umocnij moją wiarę i nie opuszczaj mnie. JEZU, CHCĘ UFAĆ TYLKO TOBIE!!!

    Czytaj całe świadectwo

    JEZUNIU... Jak Ci dziękować za codzienną opiekę. Prawie codziennie dostrzegam TWOJE działanie. WIEM,że bez CIEBIE w obecnej sytuacji nie dałabym rady, ale BŁAGAM umocnij moją wiarę i nie opuszczaj mnie. JEZU, CHCĘ UFAĆ TYLKO TOBIE!!!

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina