Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus... 24 lata temu byłam pierwszy raz w Łagiewnikach u św. s. Faustyny. 24 lata temu rozchorował się mój syn na raka mózgu, tego najgorszego, po pół roku pobytu po szpitalach umarł. Nie chciałam wtedy żyć, czułam się odpowiedzialna za syna, że umarł za moje grzechy i grzechy mojej rodziny, wtedy moja córka miała cztery i pół latka. Gdy po śmierci syna pojechałam do pracy, wpadłabym pod samochód, nie byłoby co po mnie zbierać. Poczułam, że Jezus darował mi życie, jeszcze wiele razy darował mi życie. W 2006 roku zaczęłam jeździć na Msze o uzdrowienie i uwolnienie ,mogłam czuć jak Jezus mnie uzdrawia i uwalnia z mojego całego życia i z moich grzechów, wtedy wydawało mi się, że nie mam grzechów. W 2006 roku pobyt w szpitalu ofiarowałam św.Janowi Pawłowi II, wtedy Jezus znowu darował mi życie. W 2010 roku będąc na Mszy o uzdrowienie i uwolnienie, gdy kapłani roznosili Jezusa w Komunii, część ludzi przyjmowało Jezusa na kolanach, a część ludzi na stojąco. Ja wtedy miałam przyjąć Jezusa na stojąco. Pewien człowiek odwrócił się i zaczął głośno mówić w moją stronę, że Jezusa powinno się przyjmować na kolanach, a nie tak byle jak, ludzie klękają przed ludźmi, a powinni przyjmować Jezusa z szacunkiem. Ja wtedy byłam na niego zła, ale gdy wróciłam do domu, to zrozumiałam, że on miał rację, zaczęłam Jezusa przyjmować na kolanach, tak jak kiedyś było. Trudno jest przekonać ludzi i kapłanów, aby Jezusa przyjmować na kolanach. Jezusie Miłosierny, tak bardzo bym pragnęła, aby Twoje Najświętsze Ciało przyjmować godnie i z szacunkiem. Jezu, ufam i kocham Ciebie.