Jezu, ufam Tobie! Wielbi dusza moja, Pana, bo okazał jej wielkie miłosierdzie! Kochany Jezu, pragnę Ci podziękować za wstawiennictwem Twojej ukochanej Matki Maryi i mojej Matki za powrót do zdrowia syna mojej siostry Doroty Pawła. Pragnę podziękować wszystkim, którzy modlili się do dobrego Boga o Jego miłosierdzie dla chorego. W lipcu minęły trzy lata jak u Pawła wykryto chłoniaka. Przez dwa lata rodzice Pawła ratowali go z choroby. Tylko oni wiedzą przez co przeszli. Trzeci rok to było czekanie czy choroba nie powróci. Dziękuję Ci, Boże, za nadzieję, za wiarę, że dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Dzisiaj wiem, że choroba ta nie była przypadkowa. Pragnę wszystkim powiedzieć, że Bóg nie zsyła chorób, aby nas ukarać, tylko aby nas nauczyć żyć bliżej Niego. Każda choroba wyzwala w nas dobrą energię. Uczy nas pokory, wlewa w serca nadzieję, zwraca nasze serca ku Bogu i Jego Matce Maryi. To nieprawda, że gdy jesteśmy daleko od Niego, to On nas nie wysłucha. Wysłucha, a jeszcze okaże swoje wielkie miłosierdzie. Tak też było w przypadku Pawła. Paweł jako nastolatek niewiele czasu poświęcał Bogu. Czas jego wypełniał komputer. Doszło do takiego stopnia, że wbił sobie do głowy, że nikt go nie kocha. Bóg też go nie kocha, bo dlaczego dręczą go złe duchy i myśli. Nie rozumiał, że ma to na własne życzenie, ponieważ to on Boga odtrącił. Paweł kilka razy miał myśli samobójcze. dwa razy był odratowany dzięki szybkiej reakcji rodziny. Paweł potrzebował pomocy, a nie chciał jej przyjąć. Gdy się o tym dowiedziałam, przede wszystkim ofiarowałam mu poświęcony krzyżyk razem z łańcuszkiem. Bardzo się bałam, czy przyjmie go ode mnie, bo od matki swojej nie chciał. Bardzo prosiłam Anioła Stróża i Matkę Najświętszą o pomoc. Paweł nie odmówił. Przyjął medalik. To był pierwszy krok, aby go uratować. Wiele z rodziną wylaliśmy nad nim łez, prosząc dobrego Boga o pomoc dla niego. Gdy Bóg się ulitował i zesłał chorobę dla niego, moja siostra jeszcze wtedy nie umiała tego zrozumieć. Ja tak wiedziałam, że to nie jest przypadek, że Pan w ten a nie inny sposób będzie leczył jego rany w sercu - chorobą, którą zesłał. Choroba nauczyła Pawła pokory i miłości do Boga i rodziny. Zrozumiał, jak wiele zła dokonało się w jego życiu i na ciele. Zrozumiał, czym jest dar życia dopiero w trakcie choroby, kiedy to niepewny czy będzie żył, ratował się jak mógł. Wtedy zapragnął żyć. a ja dziękowałam Bogu i Matce Najświętszej za jego chorobę, ponieważ wiedziałam, że musi przez nią przejść, aby to zrozumieć. Wiedziałam, że Pan wróci mu zdrowie. Tak też się stało. Mam nadzieję, że Paweł nie będzie już musiał przechodzić takich prób. Ma wspaniałą dziewczynę, która bardzo ufa Bogu. Pragnie z nią za rok założyć rodzinę. Modlę się do Ciebie, Boże, o szczęście i błogosławieństwo Twoje dla niego. Dziękuję Ci za to, coś dla niego uczynił. Chwała Panu Bogu Najwyższemu w Trójcy Jedynemu! Amen.