Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Archiwum świadectw

Strona 30 z 449

  1. Beata

    Pewnego zimowego dnia czułam niepokój, a mój wewnętrzny głos podpowiadał mi, bym poszła do kościoła tego dnia .Pamiętam dokładnie: to była sobota 23 stycznia, nabożeństwo za chorych i trędowatych. Kolejnego dnia, jadąc autem, doznałam rozwarstwienia aorty serca. Trafiłam do szpitala, Operacja zakończyła się pomyślnie, Jednak to, co wydarzyło się w szpitalu w trzeciej dobie po operacji, było wielkim świadectwem i...

    Czytaj całe świadectwo

    Pewnego zimowego dnia czułam niepokój, a mój wewnętrzny głos podpowiadał mi, bym poszła do kościoła tego dnia .Pamiętam dokładnie: to była sobota 23 stycznia, nabożeństwo za chorych i trędowatych. Kolejnego dnia, jadąc autem, doznałam rozwarstwienia aorty serca. Trafiłam do szpitala, Operacja zakończyła się pomyślnie, Jednak to, co wydarzyło się w szpitalu w trzeciej dobie po operacji, było wielkim świadectwem i cudem! Obok mojego łóżka walczyła o życie kobieta; potworne współczucie i żal ogarnął moje serce. Nagle poczułam niesamowite ciepło w okolicy serca, które rozlało się po całym moim ciele, i ujrzałam postać Pana z krwawiącymi łzami płynącymi z lewego oka, na głowie Pana cierń, a twarz Pana zatrwożona .Po powrocie do domu otworzyłam skrzynkę pocztową, a w niej leżał obrazek Pana Jezusa z 15. rocznicy kanonizacji świętej Faustyny, poniżej napis: Czy ty mi ufasz? To że żyję, zawdzięczam Panu Jezusowi. Jego łaska jest wielka. Chwalmy Pana, Króla naszego. Bogu niech będą dzięki!!

  2. Anna

    Jadąc po wyniki biopsji, ujrzałam na bilbordzie obraz Jezusa Miłosiernego. Modliłam się do Niego o to, żeby wyniki były dobre. Niestety zachorowałam na raka. Płakałam w szpitalu i nagle przyszedł kapelan. Dał mi obrazek Jezusa Miłosiernego z Koronką na odwrocie. Zaczęłam codziennie odmawiać Koronkę. Przeszłam operację i ciężką chemioterapię. Wyniki, że jestem zdrowa, otrzymałam 5 października, w rocznicę śmierci...

    Czytaj całe świadectwo

    Jadąc po wyniki biopsji, ujrzałam na bilbordzie obraz Jezusa Miłosiernego. Modliłam się do Niego o to, żeby wyniki były dobre. Niestety zachorowałam na raka. Płakałam w szpitalu i nagle przyszedł kapelan. Dał mi obrazek Jezusa Miłosiernego z Koronką na odwrocie. Zaczęłam codziennie odmawiać Koronkę. Przeszłam operację i ciężką chemioterapię. Wyniki, że jestem zdrowa, otrzymałam 5 października, w rocznicę śmierci Siostry Faustyny. Kolejnego ranka obudziły mnie dwa promienie, wchodzące przez okno do mojego pokoju. Jeden czerwony, drugi biały. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam tęczę. Pytałam domowników, ale oni nie widzieli ani promieni, ani tęczy. Nigdy nie przywiązywałam uwagi do tych promieni, patrząc na obraz Jezusa Miłosiernego. Po jakimś czasie zaczęłam czytać Dzienniczek Siostry Faustyny i tam przeczytałam o promieniach, wypływających z serca Jezusowego. Ludzie błagajcie, zwłaszcza o 15.00 w godzinie Miłosierdzia Bożego. Pan Bóg jest miłosierny.

  3. Maria

    Szczęść Boże! Serdecznie dziękuję siostrom za modlitwy we wszystkich intencjach, jakie podawałam do Koronki. Jezus Miłosierny znów dokonał cudów i zaskoczył jak zwykle m.in.: pan Emil został uzdrowiony i osoby nawróciły się. Niech będzie Bóg uwielbiony. Jezu, ufam Tobie bezgranicznie, bo tylko TY mnie nie zawodzisz, z jakimi sprawami do Ciebie przychodzę.

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże! Serdecznie dziękuję siostrom za modlitwy we wszystkich intencjach, jakie podawałam do Koronki. Jezus Miłosierny znów dokonał cudów i zaskoczył jak zwykle m.in.: pan Emil został uzdrowiony i osoby nawróciły się. Niech będzie Bóg uwielbiony. Jezu, ufam Tobie bezgranicznie, bo tylko TY mnie nie zawodzisz, z jakimi sprawami do Ciebie przychodzę.

  4. Edyta

    Dziękuję za ducha modlitwy i jego owoce. „…Ale chociaż teraz tak wzgardzony jestem, jednak tak miłosierny, że którzykolwiek miłosierdzia by mego prosili z pokorą, odpuszczę im, czego się dopuścili i od niezbożnego łotra ich wybawię. A którzy zaś w pogardzie mojej trwać będą, pokażę nad nimi moją sprawiedliwość tak, że słysząc, będą drżeć, a którzy doznają, mówić będą: ‘Biada nam, żeśmy kiedy Pana Majestatu do gniewu...

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję za ducha modlitwy i jego owoce. „…Ale chociaż teraz tak wzgardzony jestem, jednak tak miłosierny, że którzykolwiek miłosierdzia by mego prosili z pokorą, odpuszczę im, czego się dopuścili i od niezbożnego łotra ich wybawię. A którzy zaś w pogardzie mojej trwać będą, pokażę nad nimi moją sprawiedliwość tak, że słysząc, będą drżeć, a którzy doznają, mówić będą: ‘Biada nam, żeśmy kiedy Pana Majestatu do gniewu przywiedli'. Zmiłuj się nad nami, słodki Jezu”.

  5. Ania

    Szczęść Boże, bardzo dziękuję naszym siostrom z Gdańska i wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania wielkopostnego dnia skupienia dla kobiet. Jestem wdzięczna za ten dzień skupienia, za ten czas wypełniony modlitwą i rozważaniami. Dało mi to możliwość wytchnienia od szarej codzienności i przełamania pewnej bariery, której nie umiałam nawet do końca określić. Po raz kolejny doświadczyłam, jak wspaniały jest...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże, bardzo dziękuję naszym siostrom z Gdańska i wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania wielkopostnego dnia skupienia dla kobiet. Jestem wdzięczna za ten dzień skupienia, za ten czas wypełniony modlitwą i rozważaniami. Dało mi to możliwość wytchnienia od szarej codzienności i przełamania pewnej bariery, której nie umiałam nawet do końca określić. Po raz kolejny doświadczyłam, jak wspaniały jest Bóg, na nowo dostrzegłam ogrom Jego miłosierdzia. Spojrzałam na siebie i moją relację z Panem Jezusem z innej perspektywy. Teraz czas na kolejny krok na przód, który od dawna leżał mi na sercu. Z całego serca Bóg zapłać.

  6. Iwona

    Historia tego świadectwa rozpoczęła 4 lata temu, kiedy razem z mężem zapragnęliśmy mieć drugie dziecko. Zaraz potem byłam w ciąży, ale radość trwała krótko, ponieważ na pierwszym, najważniejszym badaniu USG, w 3 miesiącu ciąży okazało się, że dziecko nie żyje. Bardzo dobrze pamiętam ten dzień, było to 3 dni przed Wigilią. Nie muszę opisywać, jak smutne to były święta. Miałam ochotę schować się przed całym światem...

    Czytaj całe świadectwo

    Historia tego świadectwa rozpoczęła 4 lata temu, kiedy razem z mężem zapragnęliśmy mieć drugie dziecko. Zaraz potem byłam w ciąży, ale radość trwała krótko, ponieważ na pierwszym, najważniejszym badaniu USG, w 3 miesiącu ciąży okazało się, że dziecko nie żyje. Bardzo dobrze pamiętam ten dzień, było to 3 dni przed Wigilią. Nie muszę opisywać, jak smutne to były święta. Miałam ochotę schować się przed całym światem, ale musiałam być silna dla mojej córeczki, która miała wtedy 2 latka. Ciągle zadawałam Panu Bogu pytanie: dlaczego?. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to zaledwie „wierzchołek góry lodowej”. Często na Mszy Świętej nie byłam w stanie opanować łez, z trudem przychodziła modlitwa.
    Natknęłam się na nieznaną do tamtej pory nowennę pompejańską, dostałam od cioci pierwszy obrazek z instrukcją odmawiania i bez żadnego odkładania w czasie rozpoczęłam modlitwę. Intencja była oczywista, prosiłam o rodzeństwo dla mojej córeczki. Pamiętam, że po zakończeniu pierwszej nowenny rozpadł mi się cały różaniec o metalowym splocie. Zaraz później dostałam od siostry nowy, prosto z Pompejów (akurat była tam z rodziną). Dość już zniszczony jest ze mną do dzisiaj. Po zakończonej nowennie rozpoczynałam następną, a potem kolejną. Minął rok, nic się nie zmieniło, ale modliłam się dalej. Bardzo często czytałam świadectwa kobiet w podobnej sytuacji, dawały mi dużo nadziei. Wszystko to było połączone z wieloma wizytami u różnych lekarzy, którzy nie widzieli przyczyn medycznych takiego stanu, najczęściej tłumacząc, że jestem młoda i trzeba się starać. Miałam wtedy 29 lat.
    Przeglądając świadectwa i komentarze nowenny pompejańskiej natknęłam się na informacje o zawierzeniu Najświętszej Maryi Pannie. Pojechaliśmy z mężem na zawierzenie, gdzie wypisaliśmy na aktach zawierzenia całą naszą rodzinę, wszystkie nasze troski i zmartwienia. Nie ukrywam, że wiązałam z tym wydarzeniem duże nadzieje i myślałam, że zaraz wszystko się ułoży. Jednak Pan Bóg miał inne plany. Czas mijał i nic się nie zmieniało. Później wybuchła pandemia, czas oczekiwania i jeszcze bardziej wzmożonej modlitwy za ochronę rodziny. Kiedy tylko pojawiła się możliwość odbycia wizyt lekarskich udaliśmy się już do klinki leczenia niepłodności, gdzie odbyliśmy szereg bardzo kosztownych badań, które nie wskazały konkretnej przyczyny braku ciąży, a jedynie niewielkie odchylenia od norm, na co dostałam pewne grupy leków i suplementy. Po 2 latach okazało się, że jestem w ciąży, ale na bardzo wczesnym jej etapie znowu poroniłam, kolejny raz przed Bożym Narodzeniem... Modlitwa przychodziła z trudem, nie dokończyłam wtedy rozpoczętej nowenny, ale całą modlitwę odmówiła wtedy moja mama, widziałam jak się za mnie modli i nie traci nadziei. W tamtym czasie uczestniczyliśmy on-line w adoracjach dla małżeństw pragnących potomstwa w Matemblewie. Przyjęłam do siebie słowa kapłana ,,Jest pośród nas kobieta, która nie wypuszcza z rąk różańca, Pan Bóg chce żebyś wiedziała, że droga jest ta modlitwa w Jego oczach”. Dołączyłam też do Róży Różancowej w Matemblewie. Ból po stratach był ogromny, ale Pan Bóg stawiał na mojej drodze osoby, które niosły pomoc duchową. Odnowiły się moje relacje z koleżanką ze szkoły, która zaczęła wysyłać mi każdego dnia wiadomości z ewangelią i jej rozważaniami. Niesamowite było to jak do mnie przemawiały, dawały wskazówki i siłę. Pojawiło się też wiele osób, które mogłam prosić o modlitwę. Po trzeciej stracie postanowiłam zasięgnąć porady u samej prowadzącej zawierzenia na Jasnej Górze pani Marii. Liczyłam na to, że jej ponad dwudziestoletnie doświadczenie posługi Pani Jasnogórskiej wskaże przyczynę duchową tej beznadziejnej sytuacji. Zapytałam wtedy wprost, czy na poronienia może mieć wpływ przekleństwo rzucone przez mojego wujka, który odszedł od Boga. Sytuacja nie dotyczyła mnie bezpośrednio, ale mojej rodziny. Myślałam, że tyle modlitw, zawierzeń, postów znosi działanie złorzeczenia. Pani Maria podała namiary do księdza, który nam pomógł. Nie zwlekając umówiłam nas na spotkanie. Bardzo dobrze pamiętam ten dzień. Była to długa podróż - ok. 600 km od naszego miejsca zamieszkania. Dotarliśmy do małej parafii w Raszówce, gdzie przez ok. 3 godziny modliliśmy się z księdzem, który nam wszystko wyjaśnił, poprowadził. Powtarzaliśmy wszyscy na głos (nawet nasza wtedy już prawie 5 letnia córeczka) słowa uwolnienia, odmówiliśmy między sobą słowa błogosławieństwa nad naszym małżeństwem i nad naszym dzieckiem. Poznaliśmy moc błogosławieństwa, ale też zły wpływ złorzeczenia w codziennym życiu, nauczyliśmy się słów „nie przyjmuję tego” w przypadku, kiedy ktoś nam źle życzy. Kolejnym krokiem były kosztowne konsultacje i badania immunologiczne poza miejscem naszego zamieszkania. Trwało to około pół roku. Modliłam się również o siłę, abym umiała przyjąć wolę Bożą w naszym życiu, nawet jeśli będzie inna niż bym tego chciała. Wtedy jeszcze bardziej dziękowałam za naszą córeczkę z pierwszej, bezproblemowej ciąży. W pewną pierwszą środę miesiąca wybraliśmy się całą rodziną na Mszę z modlitwą o uzdrowienie, gdzie w duchu usłyszałam bardzo wyraźne zapewnienie: „za rok o tej porze swoje dziecko będziesz tuliła w ramionach” Nadszedł czas, kiedy zaszłam w upragnioną ciążę. Szczęście mieszało się ze strachem i trwogą. Znalazłam wspaniałego lekarza w swoim miejscu zamieszkania (był to już 11 lekarz w ciągu 4 lat), który zapewnił o bezpieczeństwie stosowania leczenia i poprowadził mój przypadek przy jednoczesnej konsultacji z Profesor z Warszawy. Przez całą ciążę przyjmowałam leki i zastrzyki z heparyną. Mój strach związany z ich przyjmowaniem oddawałam Maryi, a przed każdym ich zażyciem powtarzałam: „Panie Jezu, proszę pobłogosław”. To był jednocześnie wspaniały i trudny czas. Zaraz na początku ciąży mąż poważnie zachorował na COVID, był w szpitalu. Nie wypuszczałam z rąk różańca, wszystkie niepokoje, trwogi oddawałam Jezusowi i Maryi. Starałam się jak najczęściej, nawet w tygodniu przyjmować Komunię Świętą i w modlitwie przekazywałam ją dzieciątku pod sercem. Termin porodu był wyznaczony na początek maja, córeczka urodziła się nieco wcześniej przez konieczność wykonania cesarskiego ciecia, ale było to rok po Mszy, gdzie usłyszałam zapewnienie, że będę swoje dzieciątko tuliła w ramionach. Tak się stało, ze łzami szczęścia i wdzięczności tuliłam maleńką Anię. Ostatnie 4 lata były dla mnie bardzo trudnym doświadczeniem, ale nauczyły dużo pokory, dały wiele pokoju, pozwoliły inaczej patrzeć na życie, innych ludzi. Pokazały, jak doceniać małe rzeczy i za nie dziękować. Był to czas, w którym odbyłam spowiedź generalną z całego życia. Nauczyliśmy się razem modlić, błogosławić sobie nawzajem. Obiecałam Matce Najświętszej, że jeśli zostanę po raz drugi mamą, odmówię nowennę pompejańską za małżeństwa borykające się z problemem niepłodności. Tym świadectwem pragnę Panu Bogu i Najświętszej Matce dziękować i Wam kochane Siostry!

  7. Edyta

    Dziękuję za te dni, w których korzystałam z sakramentu spowiedzi. Dziękuję za cierpliwość księdza posługującego w sakramencie spowiedzi, przez co powoli i mozolnie odrywana jestem systematycznie od konsekwencji moich grzechów. Dziękuję wszystkim moim spowiednikom. Kilka lat spowiedzi i powolnego powrotu do pokoju wewnętrznego, balansu i harmonii. Dziękuję za pomoc Ducha Świętego i tych ludzi, których Pan i Zbawca...

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję za te dni, w których korzystałam z sakramentu spowiedzi. Dziękuję za cierpliwość księdza posługującego w sakramencie spowiedzi, przez co powoli i mozolnie odrywana jestem systematycznie od konsekwencji moich grzechów. Dziękuję wszystkim moim spowiednikom. Kilka lat spowiedzi i powolnego powrotu do pokoju wewnętrznego, balansu i harmonii. Dziękuję za pomoc Ducha Świętego i tych ludzi, których Pan i Zbawca postawił na mojej drodze, aby przypominać mi o niewyspowiadanych grzechach po to, by doprowadzić mnie i innych do królestwa niebieskiego. Wybierajmy to, co trudne, i dziękuję za podpowiedzi innych. Dziękuję za Twoje nieskończone miłosierdzie, Panie mój i Zbawco.

  8. Magdalena

    Dziękuję za trudne doświadczenia - za poronienie, za wieloletni mobbing w pracy - dostrzegam w tym głęboki sens, by dać świadectwo bezwarunkowej miłości - do nienarodzonego Dziecka, do koleżanek, które od wielu lat gnębią mnie w pracy. Prawdziwa miłość w trudach i cierpieniu się doskonali. W trudach towarzyszą mi słowa św. Faustyny: "Cierpliwość, modlitwa i milczenie - te wzmacniają duszę".

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję za trudne doświadczenia - za poronienie, za wieloletni mobbing w pracy - dostrzegam w tym głęboki sens, by dać świadectwo bezwarunkowej miłości - do nienarodzonego Dziecka, do koleżanek, które od wielu lat gnębią mnie w pracy. Prawdziwa miłość w trudach i cierpieniu się doskonali. W trudach towarzyszą mi słowa św. Faustyny: "Cierpliwość, modlitwa i milczenie - te wzmacniają duszę".

  9. Žaneta G (Czechy)

    Witam, chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem. Od wielu lat chcieliśmy z mężem zostać rodzicami. Jestem osobą wierzącą i od wielu lat mieszkam z niewierzącym mężczyzną. Przez długi czas po prostu się spotykaliśmy, a ja ciągle zapominałam o Bogu i wierze. Cieszyliśmy się takim życiem bez Boga. Ale czas uciekał i dowiedziałem się, że życie ucieka, a ja chciałbym mieć dziecko. Mój mąż sobie z tym nie...

    Czytaj całe świadectwo

    Witam, chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem. Od wielu lat chcieliśmy z mężem zostać rodzicami. Jestem osobą wierzącą i od wielu lat mieszkam z niewierzącym mężczyzną. Przez długi czas po prostu się spotykaliśmy, a ja ciągle zapominałam o Bogu i wierze. Cieszyliśmy się takim życiem bez Boga. Ale czas uciekał i dowiedziałem się, że życie ucieka, a ja chciałbym mieć dziecko. Mój mąż sobie z tym nie poradził. Czas uciekał, a ja nadal nie mogłam zajść w ciążę. Ciągle zadawałam sobie pytanie, gdzie jest problem? Oboje młodzi, zdrowi, a mimo to nie możemy mieć dziecka. Błagałam, błagałam i uciekałam przez lata, a mimo to nie mogłam zajść w ciążę. Pewnego dnia z wielkim bólem i udręką zaczęłam modlić się do Boga o cud. Cóż, nadal nie działało. Zaczęłam odmawiać różaniec ze wspólnotą modlitwy o potomstwo. Wróciłem do wiary i do Boga. W rodzinie też wszyscy zaczęliśmy się modlić o dar dziecka dla nas. Nie trwało długo, zanim Bóg zaczął mnie dotykać i stopniowo uzdrawiać. Modliłam się bez przerwy, ale było to trudne. Mąż nie wspierał mnie w modlitwie, bo jest niewierzący. Martwiło mnie to, ale wierzyłam, szłam dalej i modliłam się bez przerwy. Kilka razy chciałam się poddać i przestać się modlić, ale nie przestawałam. Próbowaliśmy leczyć się u lekarza, ale bezskutecznie. Pewnego dnia podczas odmawiania różańca z rodziną nasz miłosierny Bóg zaczął leczyć moje łono, a ja płakałam i płakałam, i czułam wielką siłę i wzruszenie. To było takie piękne i cudowne uczucie, którego nie da się opisać. Dwa miesiące po tej modlitwie zaszłam w ciążę i zdarzył się cud. Ciąża była najpiękniejszym okresem w naszym życiu. Donosiłam do terminu porodu i urodziłam zdrowego synka. Przez całą ciążę modliłam się codziennie za swoje dziecko i dziękowałam Bogu i Maryi za cud w moim życiu. Codziennie modliłam się także za inne małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. I modliłam się o duchową adopcję nienarodzonego dziecka. Do końca życia będę dziękować Bogu i Maryi, że zostaliśmy rodzicami. Dlatego chcę się z Wami podzielić moim, naszym cudem, co jest dla nas wielkim miłosierdziem od naszego miłosiernego Boga. Bóg czyni łaski i cuda w naszym życiu. Jestem żywym dowodem i chwalę Go za to. Chwalę Cię, Panie, i wysławiam.

  10. ANNA

    Dziękuję, dziękuję za zdane egzaminy, za uzdrowienie mężczyzny, badane nie wykazało zmian, powrócił do zdrowia.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję, dziękuję za zdane egzaminy, za uzdrowienie mężczyzny, badane nie wykazało zmian, powrócił do zdrowia.

  11. Katarzyna

    Dziękuję Ci, Jezu Miłosierny, za wyleczenie mnie z choroby nowotworowej. Minęło 24 lata jak Ty w swoim niepojętym miłosierdziu uwierzyłeś we mnie i wolą Twoją było, abym dalej żyła, wychowała córkę, patrzyła, jak dorasta i wchodzi w dorosłe życie. Dziś wiem, że moja choroba była po coś... według Twojego planu. Przez pryzmat choroby doceniłam, zobaczyłam nie tylko wiele rzeczy, które miałam, ale dostrzegłam...

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Ci, Jezu Miłosierny, za wyleczenie mnie z choroby nowotworowej. Minęło 24 lata jak Ty w swoim niepojętym miłosierdziu uwierzyłeś we mnie i wolą Twoją było, abym dalej żyła, wychowała córkę, patrzyła, jak dorasta i wchodzi w dorosłe życie. Dziś wiem, że moja choroba była po coś... według Twojego planu. Przez pryzmat choroby doceniłam, zobaczyłam nie tylko wiele rzeczy, które miałam, ale dostrzegłam najbliższych, których mi dałeś Ty. Dziękuję Ci za Twoją wolę i miłosierdzie w postaci łaski zdrowia, kochanych rodziców, cudownej córki i męża. Dziękuję, że wysłuchałeś moich próśb, niezgrabnych modlitw i błagania o zdrowie. Nie sądziłam, że uwierzysz we mnie, ale Ty uwierzyłeś. Powiedzieć Ci dziękuję, to jak nic nie powiedzieć. Jezu Miłosierny, pozwól mi - proszę - abym doświadczyła jeszcze tak głębokiej wiary jak wówczas w czasie choroby. Jezu Miłosierny, miej mnie dalej w swej opiece, a także mamę Barbarę, córkę Anię i męża Krzysztofa. Kasia Krawczyk

  12. Monika

    Dziękuję Panu Jezusowi Miłosiernemu, świętym i siostrom ze Zgromadzenia za pomoc w trudności, za odnalezienie ważnego dokumentu. Tobie, Boże, chwała na wieki.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Panu Jezusowi Miłosiernemu, świętym i siostrom ze Zgromadzenia za pomoc w trudności, za odnalezienie ważnego dokumentu. Tobie, Boże, chwała na wieki.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina