Kochany Jezu! Wróciłam z pogrzebu śp. Krzysztofa Szczepkowskiego. Krzyś 2 lata temu, 27 kwietnia 2013, miał wypadek drogowy razem ze swoim tatą. Tacie nic się nie stało. On został unieruchomiony. Dwa lata walki z chorobą, rehabilitacja... Nie doczekał powrotu do zdrowia i do domu. Wrócił, ale ale do "Domu Ojca" naszego - tak nasz ksiądz powiedział na Mszy św. Pragnę dać świadectwo o Krzysiu i Miłosierdziu Bożym. Mój syn, też o imieniu Krzyś, urodził się 27 kwietnia - dlatego dzień wypadku zmarłego tak mi się utrwalił. W przeddzień wypadku zmarły Krzyś pokłonił mi się trzykrotnie. Dla mnie to było takim zaskoczeniem, dlaczego spotykam go trzy razy ,a on za każdym razem mi się kłania. Wtedy nie wiedziałam, że na drugi dzień będzie miał wypadek. Pomyślałam wtedy, że trzeba nam więcej takiej młodzieży, ponieważ teraz młodzi się nie kłaniają, a co dopiero trzy razy na dzień. Obiecałam wtedy Tobie, Boże, złożenie przeze mnie świadectwa i dotrzymuję słowa, ponieważ kapłan uświadomił mi, że Krzyś wrócił, wrócił do domu, ale swojego Ojca w Niebie. Pragnę nadmienić, że w dzień kanonizacji Jana Pawła II w Rzymie nasz ksiądz Jacek odprawiał w jego intencji Mszę św. Ja też w niej uczestniczyłam i bardzo prosiłam Ciebie, Boże, w intencji Krzysia, ale również polecałam tam swojego syna Krzysztofa, ponieważ mój syn miał w tym dniu 25 urodziny. Wiem, że modlitwa nasza została wysłuchana. Jestem o to spokojna. Krzysztof Szczepkowski jest już w domu swojego Ojca w Niebie.Pokój Jego Pamięci. Amen. Dziękuję Ci, Jezu, za to, że pozwoliłeś mi zrozumieć Twoją prawdę, Twój zamiar wobec śp. Krzysztofa i jego rodziny.