Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Archiwum świadectw

Strona 32 z 449

  1. Agnieszka

    Biorę już udział w losowaniu patronów chyba od samego początku (od 7 lat). Pierwsze lata, niestety, nie przykładałam się dobrze do przyjaźni w danym roku z wylosowanym patronem ani do praktyk modlitewnych np. miałam codziennie modlić się za kraje sąsiadujące z Polską, a robiłam to jedynie, kiedy mi się przypomniało. W 2021 roku wylosowałam bł. Honorata Koźmińskiego. Szok. Przecież on nawoływał do modlitwy za dusze w...

    Czytaj całe świadectwo

    Biorę już udział w losowaniu patronów chyba od samego początku (od 7 lat).
    Pierwsze lata, niestety, nie przykładałam się dobrze do przyjaźni w danym roku z wylosowanym patronem ani do praktyk modlitewnych np. miałam codziennie modlić się za kraje sąsiadujące z Polską, a robiłam to jedynie, kiedy mi się przypomniało.
    W 2021 roku wylosowałam bł. Honorata Koźmińskiego. Szok. Przecież on nawoływał do modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące, a ja codziennie modlę się za nie. Założył zgromadzenie sióstr wspomożycielek dusz czyśćcowych, a ja właśnie niedawno zapisałam się do apostolstwa pomocy duszom czyśćcowym właśnie u tych sióstr.
    2022 rok i moją wylosowaną patronką była św. Faustyna Kowalska. Znów wielka radość, bo pół roku wcześniej czytałam jej biografię i dzięki temu mogłam bardziej poznać tę niezwykłą Świętą, a teraz przez cały rok będę modlić się za jej wstawiennictwem.
    2023 rok i moim patronem został Anioł Stróż. Jakiś czas temu bardzo chciałam pogłębić relację z moim Aniołem Stróżem, bo często o Nim zapominam. Nawet ostatnio znalazłam obrazek w moim pudełeczku z cytatem o. Pio: "Wzywaj twojego Anioła Stróża, który oświeci cię i poprowadzi dobrą drogą. Bóg dał ci go dla twojego bezpieczeństwa, a więc powinieneś korzystać z jego rad."

  2. Paweł Daniel

    Pragnę podzielić się moim świadectwem wiary, jakie miało miejsce już ponad dwadzieścia lat temu, podczas moich studiów. Już w LO zacząłem być krytyczny wobec Kościoła, z czasem przestałem się spowiadać. Na studiach zainteresowałem się astrologią, zapoznałem ludzi związanych różnymi kwestiami ezoterycznymi. W życiu jednocześnie moje problemy się nie wyjaśniały, a wręcz przeciwnie - może życie było coraz bardziej jak...

    Czytaj całe świadectwo

    Pragnę podzielić się moim świadectwem wiary, jakie miało miejsce już ponad dwadzieścia lat temu, podczas moich studiów. Już w LO zacząłem być krytyczny wobec Kościoła, z czasem przestałem się spowiadać. Na studiach zainteresowałem się astrologią, zapoznałem ludzi związanych różnymi kwestiami ezoterycznymi. W życiu jednocześnie moje problemy się nie wyjaśniały, a wręcz przeciwnie - może życie było coraz bardziej jak "wydmuszka". Patrząc na tych ludzi i na siebie, właściwie widziałem jedynie mniej lub bardziej pogubionych ludzi. Zastanawiałem się, czym jest ten rozwój duchowy, to samodoskonalenie i te moce. Pewnego razu, nocując w piwnicy księgarni ezoterycznej, pomodliłem się do małego obrazu Jezusa Miłosiernego, wciśniętego pośród innych przedziwnych obrazów, i zasnąłem. Nad ranem przyśnił mi się, szliśmy gdzieś po przystani, wydawał mi się słaby, skromny i jednocześnie cierpliwy. Dopiero po przebudzeniu uświadomiłem sobie, w co wierzę, że to był Jezus Chrystus. Swoją obecnością uświadomił mi jak jestem zarozumiały i pyszny, ale jednocześnie pokazał, że mnie akceptuje, jestem dla Niego ważny i nie jestem przez Niego potępiany. W konsekwencji tego doświadczenia wróciłem na łono Kościoła, do sakramentów, moje życie się "wyprostowało" i wypełniło dzięki nie zawsze łatwym, ale dobrym decyzjom. Bardzo Siostrom dziękuję, szczególnie za Wasze modlitwy!

  3. Mateusz

    Szczęść Boże. Większość świadectw pisana jest przez kobiety, dlatego postanowiłem napisać takie z punktu widzenia mężczyzny. O nasze dzieciątko staraliśmy się stosunkowo krótko, bo niecałe 5 lat (dziś możemy tak powiedzieć choć w trakcie starań wydawała nam się to wieczność). Była to droga z jednej strony bardzo trudna, a z drugiej o tyle prostsza, że mieliśmy słowo obietnicy od Boga na którym się oparliśmy, co...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże.
    Większość świadectw pisana jest przez kobiety, dlatego postanowiłem napisać takie z punktu widzenia mężczyzny. O nasze dzieciątko staraliśmy się stosunkowo krótko, bo niecałe 5 lat (dziś możemy tak powiedzieć choć w trakcie starań wydawała nam się to wieczność). Była to droga z jednej strony bardzo trudna, a z drugiej o tyle prostsza, że mieliśmy słowo obietnicy od Boga na którym się oparliśmy, co pozwalało nam trwać w oczekiwaniu kolejne miesiące i lata.
    W czasie tych lat starań i podróży po wielu miastach w Polsce byłem u 7 andrologów/ urologów zanim znalazłem tego właściwego, natomiast żona była u 11 ginekologów. 10 z nich próbowało nas przekonać, że jedynym wyjściem z sytuacji jest in vitro i inseminacja. Jeden z lekarzy powiedział nawet, że kładzie swoje wszystkie pieniądze na stół, że i tak wrócimy do niego po in vitro i że niepotrzebnie tylko tracimy czas.
    My natomiast nigdy nawet nie pomyśleliśmy o tych opcjach, ponieważ uważaliśmy, że u Pana Boga nie ma dróg na skróty. Jeżeli zostaliśmy stworzeni przez doskonałego Boga w doskonały sposób, to skoro organizm nie dopuszcza do zapłodnienia, to ma ku temu jakiś ważny powód. Trzeba go wtedy „naprawić”, a nie oszukiwać. Dzięki takiemu podejściu udało się zdiagnozować wiele mankamentów naszych organizmów i wdrożyć leczenie. Bogu jako naszemu Ojcu zależało bowiem nie tylko na tym, by spełniły się nasze marzenia, ale także na tym, żebyśmy byli zdrowi.
    Obydwoje zaczynając nasze starania byliśmy po 30. Żona miała m.in. dwa niedrożne jajowody, insulinooporność, hashimoto, nietolerancje pokarmowe, endometriozę. Konieczne były trzy zabiegi, w tym taki, który jest wykonywany tylko w jednym mieście w Polsce. Nie muszę chyba dodawać, iż jedyny ginekolog, który dawał nam szansę na naturalne poczęcie jest naprotechnologiem. Z moimi plemnikami też był problem. Choć usłyszałem od lekarza, że wystarczy jeden plemnik, by doszło do zapłodnienia. Ja czułem, iż w naszym wieku może to nie wystarczyć i trzeba poprawić parametry nasienia na ile to tylko możliwe, by dać sobie większe szanse na poczęcie. Skoro ciąży stale nie ma i żona „naprawia” siebie, to i ja chcę dać z siebie co tylko możliwe, by nie był to tylko jej trud i jej walka. Chociaż poczęcie dokonuje się w kobiecie, to mam wrażenie, że mężczyźni są w tym wszystkim często traktowani przez lekarzy po macoszemu lub sami stoją nieco z boku, czekając, aż ich żony cudownie zajdą w ciążę, podczas gdy po ich stronie też są możliwości „podkręcenia” własnych organizmów.
    Tyle z kwestii medycznej. Czas przejść do najważniejszej kwestii tj. kwestii wiary.
    Codziennie modliliśmy się do Boga, gdyż wierzyliśmy, że ma dla nas nasze biologiczne dzieci. Była to modlitwa często przez płacz, łzy i wycie z bezsilności. Zarówno ze strony żony jak i mojej. Ciekawe jest to, iż cierpliwość i cierpienie mają ten sam trzon „cierp”. My ćwiczyliśmy się w cierpliwości właśnie przez to nasze cierpienie niespełnienia. Miejscem, które trzymało nas najmocniej w wierze było Matemblewo w Gdańsku. Staraliśmy się tam przyjeżdżać, gdy tylko było to możliwe, a gdy nie mogliśmy być osobiście uczestniczyliśmy online każdego 8 dnia miesiąca. Napisałbym, że dowiedzieliśmy się o tym miejscu przypadkiem, ale dla mnie one nie istnieją. W Matemblewie spotkaliśmy takich samych ludzi jak my. Poczuliśmy się pierwszy raz jak wśród swoich, choć nie znaliśmy tam nikogo. Pierwszy raz nie byliśmy bowiem inni niż wszyscy, a dokładnie tacy sami jak tam zgromadzeni. Tam (w przeciwieństwie do naszych znajomych) nikt nie dawał „mądrych” rad i wskazówek, o których nie miał bladego pojęcia. Wszystkich jednoczył ten sam ból, ta sama nadzieja i to samo oczekiwanie. Baaardzo potrzebowaliśmy tej wspólnoty osób starających się. Nikt z boku nie jest bowiem w stanie zrozumieć osób, które co miesiąc niejako kolejny i kolejny raz obumierają, wraz z przychodzącą znowu miesiączką. W Matemblewie dowiedziałem się też o możliwości dołączenia do Róży Różańcowej. Modliłem się więc codziennie za nasze dzieciątko. Teraz modlę się codziennie za inne pary, które nadal czekają na swoje pociechy. Tak się składa, że nasza Anusia przyszła na świat miesiąc po kolejnej adoracji i Mszy w Matemblewie wraz z indywidualnym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem oraz po nowatorskim zabiegu medycznym ostatniej szansy, na którym byliśmy w Warszawie.
    Czy pomogła modlitwa czy zabieg, czy jedno i drugie to nie ma znaczenia. Poczęła się w czasie, w którym miała się począć.
    Amen.
    Dziękuję, Kochane Siostry, za modlitwę i za dzieło miłosierdzia, które tworzycie!

  4. Katarzyna

    Staraliśmy się z mężem o dzieciątko przez 3 lata. Robiliśmy masę badań, jeździliśmy do lekarzy w całej Polsce. Niektórzy dawali nadzieję, inni studzili zapał. Moje wyniki były złe w wielu aspektach, brałam masę leków i czułam się już jak senior i to z kiepskim zdrowiem. W międzyczasie były u nas tak zwane medycznie ciąże biochemiczne - straty ciąży na bardzo wczesnym etapie. Pomiędzy wizytami u lekarzy nie...

    Czytaj całe świadectwo

    Staraliśmy się z mężem o dzieciątko przez 3 lata. Robiliśmy masę badań, jeździliśmy do lekarzy w całej Polsce. Niektórzy dawali nadzieję, inni studzili zapał. Moje wyniki były złe w wielu aspektach, brałam masę leków i czułam się już jak senior i to z kiepskim zdrowiem. W międzyczasie były u nas tak zwane medycznie ciąże biochemiczne - straty ciąży na bardzo wczesnym etapie. Pomiędzy wizytami u lekarzy nie zapominaliśmy prosić o pomoc i wsparcie duchowe. 10 lipca 2020 roku rozpoczęła się w naszej intencji 9-dniowa modlitwa Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich, w tym samym czasie zawierzyliśmy się też Matce Boskiej Brzemiennej z Matemblewa. Regularne modlitwy za wstawiennictwem św. Rity... Wydawało się, że nic więcej zrobić się nie da. Rozpoczął się Wielki Tydzień 2021 roku. Czułam, że nie mamy już siły i nadziei. Doszłam do wniosku, że cokolwiek zrobimy to i tak wszystko w rękach Pana i co On postanowi tak stać się musi. W Wielki Piątek modliłam się przy Grobie Pańskim i już nie prosiłam o dziecko. Poprosiłam tylko, aby te Święta Wielkiej Nocy były nowym początkiem i to, co było nam dane, aby stało się tu i teraz, a my się z tym pogodzimy. Minęła Wielka Sobota, Niedziela i Poniedziałek. We wtorek dostałam telefon z pytaniem z kliniki, czy potwierdzam zabieg zaplanowany na czwartek po świętach. Warunkiem było to, że miała rozpocząć się miesiączka. Wtedy zorientowałam się, że już powinna być. Wykonałam test ciążowy i zobaczyłam dwie grube krechy. Byłam w ciąży. Mimo poprzednich strat tym razem byłam pewna, że się uda. Że nie bez powodu właśnie teraz. Po wykonaniu badań z krwi i wyliczeniach, jak szybko wzrasta hormon ciążowy beta HCG, wynikało, że zaczął rosnąć właśnie w Wielki Piątek. Córcia urodziła się ze znamieniem na czole, w miejscu, w którym stygmat posiadała św. Rita, a którą o wstawiennictwo prosiłam przez te wszystkie lata. Wszystkie elementy naszej historii zdają się mieć ogromne znaczenie dla cudu, jaki nas spotkał - naszej ukochanej córci. Dziękuje Siostry za modlitwę i cały ogrom serca, jakie wkładacie w dzieło modlitwy o potomstwo.

  5. Julia

    Szczęść Boże, Pragnę podzielić się z wszystkimi cudem, jaki nas spotkał. W 2020 roku zawarliśmy związek małżeński i zaczęliśmy starać się o dziecko. Po 4 miesiącach starań udałam się do ginekologa, który poinformował mnie o zespole policystycznych jajników i cyklach bezowulacyjnych. Wzdrożył tabletki i zastrzyki stymulujące owulacje. Przez kolejne 6 miesięcy owulacja się pojawiała, jednak nie udało się począć...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże, Pragnę podzielić się z wszystkimi cudem, jaki nas spotkał.
    W 2020 roku zawarliśmy związek małżeński i zaczęliśmy starać się o dziecko. Po 4 miesiącach starań udałam się do ginekologa, który poinformował mnie o zespole policystycznych jajników i cyklach bezowulacyjnych. Wzdrożył tabletki i zastrzyki stymulujące owulacje. Przez kolejne 6 miesięcy owulacja się pojawiała, jednak nie udało się począć dzieciątka. Lekarz powiedział, że tylko i wyłącznie zostaje in vitro. Zrobiliśmy badania u męża, okazało się ze morfologia plemników wynosi 0%. W międzyczasie cały cykl mi się rozregulował przez sztuczne wywoływanie owulacji, dlatego lekarz zlecił tabletki antykoncepcyjne, aby unormować cykle. W tym momencie nie zgodziłam się i przestałam chodzić do lekarza. Poczekałem pół roku i cykl sam się unormował. Potem chodziłam jeszcze do 3 ginekologów, którzy również mówili, że nie uda się zajść w ciąże. Po 1,5 roku za namową matki udałam się do naprotechnologa. Zdiagnozowano haschimoto, insulinooporność, pcos i trombofilie. Zaczęliśmy też uczęszczać do Matemblewa, prosząc Wasze Gdańskie siostry o modlitwę za nasze małżeństwo. W październiku 2021 zaczęłam przyjmować leki ( jednak mąż nie był leczony). Co miesiąc chodziłam na monitoring owulacji. 8 stycznia 2022 podczas adoracji w Matemblewie pierwszy raz poczułam spokój, że przecież świat się nie kończy i można zaadoptować maleństwo (lecz dopiero po 5 latach małżeństwa), No, ale aktualnie możemy zabierać dzieci z domu dziecka chociaż na weekendy wakacje itd.
    Kilka dni po adoracji udałam się do domu dziecka, zgłaszając chęć pomocy, czy to przy nauce z dziećmi, czy zabierając dzieci na różne wyjazdy.
    W styczniu byłam również u ginekologa i posiadam dokumentację medyczną, potwierdzającą, że cykl jest bezowulacyjny w tym miesiącu. Kolejny ginekolog potwierdził tę diagnozę.
    21 stycznia 2022 test ciążowy wyszedł pozytywny. Po 9 miesiącach urodziła się nasza wyczekiwana córeczka. Poród bez komplikacji. Dziś aniołek ma już 3 miesiące i pragniemy chwalić Pana za ten cud. Po ludzku było to niemożliwe. Jednak dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

  6. Laura

    Chcę dać świadectwo mocy św. Michała Archanioła. Mam w rodzinie alkoholika, awanturującego się po alkoholu. Nie mając już sił, widząc go ledwo żywego na łóżku, zdałam sobie sprawę, że tylko Bóg może tu pomóc. Usiadłam przy wuju. Spał. Zachciało mi się płakać, widząc, jak wykształcony człowiek stacza się na samo dno. Miałam kamień św. Michała Archanioła z Gargano. Nie traktuję tego jako amulet, ale znak, że jestem...

    Czytaj całe świadectwo

    Chcę dać świadectwo mocy św. Michała Archanioła. Mam w rodzinie alkoholika, awanturującego się po alkoholu. Nie mając już sił, widząc go ledwo żywego na łóżku, zdałam sobie sprawę, że tylko Bóg może tu pomóc. Usiadłam przy wuju. Spał. Zachciało mi się płakać, widząc, jak wykształcony człowiek stacza się na samo dno. Miałam kamień św. Michała Archanioła z Gargano. Nie traktuję tego jako amulet, ale znak, że jestem oddana św. Michałowi. Wzięłam kamień do ręki. Z drżącym głosem, mówiąc po cichu prosiłam Go, by pomógł wujowi wyjść z alkoholizmu. Kamieniem dotknęłam jego czoła, delikatnie, by się nie obudził. Łzy płynęły mi z oczu. Oddałam wuja św. Michałowi całym sercem. Minęły około 2 miesiące. Wuj ani razu się nie napił. Skończył awanturować się. Któż jak Bóg!

  7. Kasia T.

    Moje świadectwo o realnej obecności Jezusa. Zwykle w pośpiechu się modlę rano, wieczorem, z automatu, jakbym nie rozmawiała z Przyjacielem i Ojcem, tylko jakby do ściany. Jakiś czas temu, w bezradności wobec nałogów mojego przyjaciela, na którym bardzo mi zależy, klękłam przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Chciałam Mu tyle powiedzieć, oddać Mu całą tę sytuację i życie mojego drogiego przyjaciela. Ale po chwili...

    Czytaj całe świadectwo

    Moje świadectwo o realnej obecności Jezusa.
    Zwykle w pośpiechu się modlę rano, wieczorem, z automatu, jakbym nie rozmawiała z Przyjacielem i Ojcem, tylko jakby do ściany. Jakiś czas temu, w bezradności wobec nałogów mojego przyjaciela, na którym bardzo mi zależy, klękłam przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Chciałam Mu tyle powiedzieć, oddać Mu całą tę sytuację i życie mojego drogiego przyjaciela. Ale po chwili rozpłakałam się, jakby serce poczuło, że Jezus jest tu i teraz, że czuje moje cierpienie. W duchu powierzyłam Jezusowi wszystko, co robi mój przyjaciel, jego nałogi. Powiedziałam: Jezu, bądź uwielbiony w nim, w tym .jego zniewoleniu, bądź uwielbiony w jego sercu, myślach, w jego ciele, które Ty stworzyłeś. Rano obudziłam się, zobaczyłam sms od niego, że nie mógł spać w nocy, że dopadły go jakieś myśli, że nie wie, co się dzieje. Ja wiem, że Jezus ma w tym swój udział. On może wszystko i będę Go prosić o całkowite uwolnienie mojego ukochanego przyjaciela. Bo zły jest grzech, nie człowiek. Chwała Jezusowi naszemu Panu!

  8. Faustyna

    Cierpiałam bardzo w nocy i nie mogłam spać. Byłam pełna lęku i bólu nie do zniesienia. Wzięłam do ręki różaniec i zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Moje ciało przeszył dreszcz, ale nie ustawałam w modlitwie tylko kontynuowałam i po skończeniu ból ustąpił, a ja zupełnie spokojna zasnęłam. Teraz ilekroć trzymam w swym ręku różaniec, przypominam sobie, jak trzymałam go tamtej nocy, kiedy to ta cudowna...

    Czytaj całe świadectwo

    Cierpiałam bardzo w nocy i nie mogłam spać. Byłam pełna lęku i bólu nie do zniesienia. Wzięłam do ręki różaniec i zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Moje ciało przeszył dreszcz, ale nie ustawałam w modlitwie tylko kontynuowałam i po skończeniu ból ustąpił, a ja zupełnie spokojna zasnęłam. Teraz ilekroć trzymam w swym ręku różaniec, przypominam sobie, jak trzymałam go tamtej nocy, kiedy to ta cudowna modlitwa uratowała mi życie. Chwała Panu!!!

  9. Edyta

    „Miej serce i patrzaj w serce” było i jest siłą działania. Dzisiaj chciałam złożyć podziękowanie za świętej pamięci babcię, jej cichą obecność z różańcem w ręku w moim życiu. Trudno mi nie dać świadectwa o życiu odrzuconym przez najbliższych i ciężkiej chorobie u schyłku życia. Tyle właśnie kosztowała ją wiara i sprzeciwianie się modom ówczesnego świata. Babcia pokazała się po śmierci w postaci trochę odmienionej i...

    Czytaj całe świadectwo

    „Miej serce i patrzaj w serce” było i jest siłą działania. Dzisiaj chciałam złożyć podziękowanie za świętej pamięci babcię, jej cichą obecność z różańcem w ręku w moim życiu. Trudno mi nie dać świadectwa o życiu odrzuconym przez najbliższych i ciężkiej chorobie u schyłku życia. Tyle właśnie kosztowała ją wiara i sprzeciwianie się modom ówczesnego świata. Babcia pokazała się po śmierci w postaci trochę odmienionej i za to też dziękuję. Był jeszcze jeden człowiek cichej obecności z różańcem w ręku i za niego też dziękuję i chociaż był w moim życiu kilka lat, to jednak ta cicha obecność przynosi mi najwięcej ulgi i siły do dalszej, nie okłamujmy się, walki.

  10. INTENCJA

    Panie Jezu, dziękuję teraz za czwartkowa spowiedź i łaski udzielone Krystynie, Eli i ich najbliższych rodzin.

    Czytaj całe świadectwo

    Panie Jezu, dziękuję teraz za czwartkowa spowiedź i łaski udzielone Krystynie, Eli i ich najbliższych rodzin.

  11. Elżbieta

    Pragnę podzielić się świadectwem szczególnej łaski, którą otrzymałam podczas odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego. Koronkę odmawiam codziennie w intencji zbawienia dusz w czyśćcu cierpiących, proszę o szczęśliwą śmierć dla konających i o odpust zupełny dla duszy wybranej przez Matkę Najświętszą. W listopadzie 2021 roku bardzo się przeziębiłam, nasiliły się problemy reumatyczne, zapalenie stawów. Mimo...

    Czytaj całe świadectwo

    Pragnę podzielić się świadectwem szczególnej łaski, którą otrzymałam podczas odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego. Koronkę odmawiam codziennie w intencji zbawienia dusz w czyśćcu cierpiących, proszę o szczęśliwą śmierć dla konających i o odpust zupełny dla duszy wybranej przez Matkę Najświętszą. W listopadzie 2021 roku bardzo się przeziębiłam, nasiliły się problemy reumatyczne, zapalenie stawów. Mimo dolegliwości chodziłam na Różaniec, Mszę Świętą, odwiedzałam cmentarze, modląc się za zmarłych. Pewnego dnia, gdy zaczęła się transmisja Koronki z Krakowa-Łagiewnik pomyślałam sobie, że po odmówieniu Koronki wezmę jakiś środek przeciwzapalny, bo ból jest nie do zniesienia. Pomyślałam też trochę z żalem, że nigdy nie proszę o nic dla siebie, zawsze się modłę za zmarłych lub żyjących i w tym momencie poczułam bardzo delikatny dotyk wzdłuż całej ręki od ramienia po nadgarstek i ten bardzo dotkliwy ból minął w jednej sekundzie. Od tego cudownego wydarzenia minął rok. Jak wielka jest moc modlitwy Koronką do Miłosierdzia Bożego przekonałam się wiele lat temu. "Dzienniczek" Siostry Faustyny był zawsze obecny w moim rodzinnym domu. Po rozmowie z księdzem postanowiłam opisać to cudowne wydarzenie i podziękować za wszystkie otrzymane łaski.

  12. Jarosław

    Chciałem napisać, żeby modlić się do Aniołów Stróżów. Codzienna modlitwa bardzo ułatwia życie, nie mówiąc już o życiu duchowym. Czasami Anioł Stróż robi mały żarcik, żeby przypomnieć o sobie, kiedy właśnie ja sobie o nim przypomniałem i pomodliłem się do niego. I dzisiaj tak było. Słuchając audiobooka po angielsku zapisałem sobie nieznane słowo "slack", żeby je sprawdzić w słowniku. I sprawdziłem. Parę godzin...

    Czytaj całe świadectwo

    Chciałem napisać, żeby modlić się do Aniołów Stróżów. Codzienna modlitwa bardzo ułatwia życie, nie mówiąc już o życiu duchowym. Czasami Anioł Stróż robi mały żarcik, żeby przypomnieć o sobie, kiedy właśnie ja sobie o nim przypomniałem i pomodliłem się do niego. I dzisiaj tak było. Słuchając audiobooka po angielsku zapisałem sobie nieznane słowo "slack", żeby je sprawdzić w słowniku. I sprawdziłem. Parę godzin później, zacząłem uczyć się angielskiego (m.in słówek) z programu komputerowego profesor Henry. Uczę się z niego regularnie (praktycznie codziennie) od 2017 roku (nauczyłem się już 6181 słów). I akuratnie dzisiaj po raz pierwszy pojawiło mi się w programie słowo "slack" do nauki. Może wydawać się to śmieszne, małostkowe albo wręcz niepoważne, ale takich przypadków doświadczałem mnóstwo. Jedne bardzo istotne, inne mniej, niektóre humorystyczne, jak ten dzisiejszy. Ale wszystkie, wierzę w to, pochodzą od mojego Anioła Stróża, który takimi żarcikami przypomina, że jest po to, by mi pomagać, jeśli tylko ja o nim pamiętam. Myślę, że o wielu innych, znacznie ważniejszych, dowiem się już od niego samego, gdy spotkamy się twarzą w twarz. I teraz krótka statystyka (jestem inżynierem i lubię liczby): w programie jest do nauki 14 036 słów. Od 21.07.2015 roku (uczę się od tego dnia) upłynęło 2678 dni. Zakładając, iż 70% dni spędziłem przy komputerze (jest to zaniżony szacunek, bo jest bardzo systematyczny, inżynierska cecha :)) to prawdopodobieństwo, że akurat dzisiaj po raz pierwszy pojawi się w programie słowo "slack" wynosi jak 1 do 26 311 885 (ok. 26 milionów). Jak często zdarzają się takie przypadki? Napisałem to (trochę humorystyczne) świadectwo w podziękowaniu dla mojego Anioła Stróża i dla innych, żeby pamiętali o swoich Aniołach.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina