Agnieszka
Jestem na tej stronie codziennie od kwietnia br. Czytam świadectwa, niektóre są bardzo budujące. Jeśłi tylko mogę, włączam się we wspólne odmawianie Koronki. Jeśli nie mogę włączyć się, odmawiam sama. Od niewdawna podjęłam intencję codziennej modlitwy Koronką w intencji dusz, którym grozi utrata zbawienia. Przeczytałam w maju w całości "Dzienniczek" św. Siostry Faustyny i byłam pod ogromnym jego wrażeniem. Zresztą...
Czytaj całe świadectwo
Jestem na tej stronie codziennie od kwietnia br. Czytam świadectwa, niektóre są bardzo budujące. Jeśłi tylko mogę, włączam się we wspólne odmawianie Koronki. Jeśli nie mogę włączyć się, odmawiam sama. Od niewdawna podjęłam intencję codziennej modlitwy Koronką w intencji dusz, którym grozi utrata zbawienia. Przeczytałam w maju w całości "Dzienniczek" św. Siostry Faustyny i byłam pod ogromnym jego wrażeniem. Zresztą bardzo często sięgam po niego. Ale od początku. Moje powikłania pooperacyjne, odrętwienie ust z jednej strony (po operacji żuchwy) i bezsilność medycyny konwencjonalnej skierowały mnie w poszukiwaniu ratunku u Najwyższego. Oczywiście, rehabilituję się i staram się robić co można, aby nerw z żuchwie zaczął funkcjonować poprawnie. Może nawet jest poprawa, tylko ja już tego nie potrafię dostrzec, może tym wszystkim jestem tak przybita i w strasznej beznadziei. A może ?dzięki? temu zaczęłam na nowo odnajdywać Boga? Dwa razy zdobyłam się na spowiedź grzechów, które zatajałam przez ponad 10 lat, albo je zapomniałam i ukryłam gdzieś głęboko w sercu. Przyjmowałam Komunię Świętą i dopiero kapłan uświadomił mi, że przyjmowałam ją świętokradzko. Bardzo żałuję. Przeczytałam w tym roku najwięcej książek katalickich w całym moim życiu. Do kościoła chodzę regularnie przez cały czas, jeśli mogę to i w tygodniu. Bardzo często odmawiam różaniec i czytam Pismo Święte. Ten swój problem powierzam Jezusowi ufając, że pomoże mi rozwiązać go albo pomoże zaakceptować, jeśli tak być musi. Wierzcie jednak, że zdarzają mi się ogromne momenty zwątpienia. Tak jak obecnie. Czuję ogromny żal, smutek, gorycz wylewa się przez łzy, bo nie czuję żadnego pocieszenia, czuję jakby Pan był daleko, jakby wcale nie obchodziła Go ta moja sprawa. Po ludzku wiem, że tak nie jest, i może nie powinnam nawet tak pisać, bo wiem, że On słyszy, że potrzeba może czasu, ale mi tak bardzo brak już tej cierpliwości, czuję taki bezsens tego cierpienia i smutek. I brak nadziei na lepsze, a może po prostu trzeba to zaakceptować, a nie walczyć z tym stanem? Z serdecznymi pozdrowieniami i podziękowaniami za wszystko, co Siostry tworzą i za stronę, która jest podporą. Dziękuję i szczęść Boże. Agnieszka