Chciałam podziękować Bogu za Jego miłość. Nawróciłam się 4 lata temu, kiedy to zbieg różnych wydarzeń spowodował u mnie długotrwały zły nastrój i początki alkoholizmu. Zaczęłam pić w samotności, by zmniejszyć ból psychiczny. Czułam, że nie umiem się sama zatrzymać... Pytałam o radę lub pomoc, ale to bylo bezskuteczne... Naprawdę, nie przyszło mi nawet do głowy, by prosić Pana Boga /odeszłam od Niego już dawno/. Odruchowo, przed wyjazdem do pracy, wzięłam Pismo Święte do ręki /tak jak robila to moja babcia!/ i przeczytalam fragment: ? Wyrwę cię z tego pijaństwa ?... Uderzyła mnie moc tego słowa, tak adekwatnego do mojej sytuacji... I tak też się stało. Parę tygodni później, wróciwszy z wyjazdu ZASZŁAM w CIĄŻĘ, co zatrzymało mój proces picia... Bóg mi poddał taki cytat, wskazujacy na to, że przecież wiedziałam, że tak się stanie zanim tak się stało..., bym wiedziała, że to pochodziło od BOGA. Bóg był cały czas koło mnie... czytałam Pismo Święte i znajdowałam cytaty, które ? przemawiały ? do mnie... Tak Bóg przynaglił mnie, bym poszła do kościoła... Było mi tak trudno wejść spóźniona na Msze, ze poszłam do innego kościoła, gdzie nie było Mszy. A tam wszedł jakiś mężczyzna, obcokrajowiec, przerwał moją modlitwę i zapytał mnie o to, gdzie może znaleźć księdza. Tydzień później byłam już na Mszy...ku zdziwieniu mego partnera, który to właśnie w niedzielę proponował mi zakupy... Poczułam też, że muszę oddać ubrania, które kiedyś nakupowałam za ojcowskie pieniądze /przeznaczone na coś innego/ i nigdy nie byłam z tego powodu szczęśliwa... wyniosłam wiele worków... ulżyło mi... to był mój BOŻEK... Bóg jeszcze pomagał mi zwalczyć ten nałóg, zmieniajac zamówienie zrobione przeze mnie przez internet... Czytałam Biblię z pytaniem: dlaczego? I znajdowalam fragment: ? To Ja tak zrobilem ?... Właściwie dostawałam tak odpowiedzi w każdym ważnym momencie mego życia, poznawalam moje grzechy.../działo się bardzo wiele rzeczy, o których nie wspomnę teraz/... Przygotowywałam się do spowiedzi... i nie mogłam dojść do konfesjonalu przez ponad 2 lata/prawdopodobnie wynik korzystania z pomocy wróżek i innych/... aż trafiłam na stronę faustyna.pl... Zachwyciłam się "Dzienniczkiem", obejrzalam film o życiu św. Faustyny..., odmawiałam nowennę, przygotowałam się do spowiedzi /w obcym języku/, prosiłam o dobrą spowiedź, modliłam się o odwagę, dobrego spowiednika. Udało się! Bóg dał mi 2 cytaty przed spowiedzią: pierwszy mówiący o tym, że prowadzi mnie, a drugi o tym, że daje mi poznać tajemne rzeczy, żebym uwierzyła.../ Te dwa cytaty uporządkowały moje myślenie o tym, co mi się wydarza w życiu./ Ostatniego dnia nowenny, odmawiając ostatnią Koronkę martwiłam się, że nie było prawdziwego Święta Miłosierdzia tu, gdzie mieszkam i że ta nowenna się nie liczy i... w trakcie modlitwy jakby coś zaczęło uchodzić ze mnie ku górze, a ja chciałam to zatrzymać na siłę. Zapomniałam o tym odczuciu, ale później usłyszałam, że na modlitwie o uzdrowienie Bóg zdejmuje z nas ciężary, a ludzie nie chcą oddać, bo są tak przyzwyczajeni do tego... Bardzo to przypomnialo mi moje fizyczne odczucie ! Tydzien po Świecie Miłosierdzia pojechalam do Warszawy, zapisalam na szybko adres ul.ŻYTNIA3/9, myśląc, że kupię jakieś książki... Parę dni po przyjeździe zadzwoniłam do koleżanki, umawiając się na spotkanie, ona ustalila spotkanie na godzine 16:00... Stwierdziłam, że dojdę do niej spacerem, bo córka usnęła w wózku i tak idąc w kierunku jej domu... wyjęłam karteczkę, gdzie zapisałam parę rzeczy: ? kupic czapkę córce ?, ale bylo za daleko do sklepu i drugie ? ul.ŻYTNIA3/9 ?Pomyślałam: ?zaraz ,zaraz, a na jakiej ja jestem ulicy? ? Szukam nazwy...jest : ŻYTNIA !!!!; a który numer ?...I tak doszłam do budynku Zgromadzenia, zawahałam się z wejściem, bo schodki, córka śpi w wózku, nie ma podjazdu, mnie bolą plecy... Pojechałam kawałek dalej ...do kościoła. Córka śpi, mam czas, wejdę do kościoła. Weszłam do środka, wzięłam obrazek z Koronką, uklękłam i właśnie zaczęłam się smucić, że nawet KORONKI nie odmówię, bo z pamięci myli mi się modlitwa WIERZĘ... A tu wchodzi młody ksiądz z mikrofonem..., przestraszyłam się, że obudzi mi dziecko, ale zaraz zrozumiałam, że skoro BÓG mnie tu doprowadził, to i córka się nie obudzi...i ODMOWIŁAM KORONKĘ o godzinie 15ej...z wiernymi w kościele!!! Bóg pomaga mi przetrwać trudne chwile... przez 4 lata broni mnie /odmawiam KORONKĘ/ przed 2 dręczycielami, gdzie mimo języka, którym władam w stopniu średnim, zawsze powiem jakieś słowo, które ?postawi na moim ? albo wykaże kłamstwo i powoli wychodzi na jaw ? plotka ?, ktora zniszczyla mój szczęśliwy związek i moją dobrą opinię...ect. Przed moim nawróceniem był to mój wielki problem, by obronić się samej przed złośliwościami. Jest bardzo ciężko, ale wiem, że muszę wytrwać... Pomimo smutnej sytuacji Bóg obdarza mnie darami, o jakich nie śniłabym . Chce podziekowac BOGU,ze od 4 lat mam bardzo serdeczny kontakt z tatą/ który był chory na ciężką chorobę i wyzdrowiał/. JEGO choroba spowodowała moje załamanie, potem nawrócenie..., nie godziłam się z tym, że nie miałam prawie żadnego kontaktu z moim ojcem, a on teraz umrze/. Wyzdrowiał i naprawiliśmy nasze relacje! Powiem też o mocy KORONKI. Dałam intencję na stronie: faustyna.pl w sprawie mojego niewierzącego partnera i trudnej sytuacji między nami... Nigdy się nie modliłam z taką siłą, na kolanach... a on zasłabł znacząco zaraz po zakończeniu modlitwy, zaczal wymiotować i nie mógł wstać z łóżka..., karmiłam go łyżeczką, wyobrażając sobie, że to JEZUS, bo inaczej bym nie zdobyła się na miłosierdzie... 4 miesiące później zdarzylo się to samo. Dałam intencję do wymodlenia i znowu zasłabł...tym razem po to, bym się nim zaopiekowała, dzwoniąc po pomoc do lekarza. Bóg mi przez przypowieść mówił, co się dzieje, a to się dzialo u nas..., by mój partner uwierzył, że o niego dbam, że jestem z nim...ect. Dodam, że zrobił badania mózgu, które nic nie wykazały. Przeżyłam też perturbacje przy lądowaniu samolotu; patrzylam w okno i byłam szczęśliwa, że to już koniec /nie bałam się śmierci/, że już idę do Boga... Jedyne co mi przeszkadzalo, to żałowałam, że się nie wyspowiadałam !!! Kolejna piękna chwila: w tym roku, moja córka przyjela chrzest. Kupowałam ubrania na wyprzedaży i wiedząc, ze to mój słaby punkt. Poprosiłam Boga, że jak chce, to ja zostawię te ciuchy i wyjdę, i w tym momencie wpadła mi w ręce sukienka na chrzest /rozmiar 18 miesięcy/ i sweterek /12 miesięcy/ do kompletu, które dokładnie się wkalkulowały w to, żebym dostała wyliczony upust... Ciężko było mi zdecydować się na chrzest w 2 rodzinach niewierzących osob, znaleźć chrzestnych, zaprosić rodzinę... Woziłam sukienkę pomiędzy 2 krajami... Minął wiek roku i 18 miesięcy... wyglądało to na moją porażkę, bo jak była to wola Boga, to ja jej nie wypełniłam... I tak sie stało, że ...pojechalam do Polski: chrzestne: w tym 1 nieznana prawie,zalatwialy chrzest, datę ...i nie wymarzyłabym sobie, że wyszło, że chrzest mojej córki przypadł w SWIĘTO MIŁOSIERDZIA i dzien kanonizacji 2 PAPIEŻY. A wcześniej kupiona sukieneczka rozmiarem pasowala na prawie 3 letnia pannicę:) Bóg pomaga mi, pokazuje, że jest ze mną w różny sposób... Rok temu wypłynęłam na środek jeziora i usłyszałam silny glos w mojej głowie : ? Dasz świadectwo ? nie mogłam odmówić /bojąc się utonięcia;)/...napisałam krótkie świadectwo w sierpniu 2013r./ ku chwale Boga,a dziś je rozwijam. Ostatnio włączyłam się w dzieło Koronka dla konających i dało mi to wielką radość, wzruszyłam się, że i ja mogę się komuś na coś przydać. Wielkie to szczeście.