Stella Maria
Przed operacją kręgosłupa nie czułam strachu, robiona prywatnie z minimalnymi szansami na komplikacje. Pocieszałam Panią, która była ze mną w sali i którą też miała mieć operację po mnie. Przed wyjazdem na salę operacyjną postawiła mi na szafce obrazek Pana Jezusa Miłosiernego. Wystąpiły komplikacje, nie czułam nogi, miałam 50% szans... Wpadłam w okropny płacz, nie widziałam, jak to powiedzieć mamie i babci. To o...
Czytaj całe świadectwo
Przed operacją kręgosłupa nie czułam strachu, robiona prywatnie z minimalnymi szansami na komplikacje. Pocieszałam Panią, która była ze mną w sali i którą też miała mieć operację po mnie. Przed wyjazdem na salę operacyjną postawiła mi na szafce obrazek Pana Jezusa Miłosiernego. Wystąpiły komplikacje, nie czułam nogi, miałam 50% szans... Wpadłam w okropny płacz, nie widziałam, jak to powiedzieć mamie i babci. To o nie się bałam najbardziej. W pewnym momencie pielęgniarka przywiozła mi moją szafkę z sali przedoperacyjnej. Na niej w moją stronę skierowany obrazek, który dostałam wcześniej. Te oczy Pana Jezusa mówiły wszystko... Chociaż byłam tam sama ze względu na zakaz odwiedzin z powodu pandemii, nie byłam już sama, wpatrywałam się w te oczy z nadzieją, że niedowład się cofnie. Nie umiałam prosić, wpatrywałam się i płakałam.... Obiecałam, że jak tylko ten koszmar się skończy, pojadę do Łagiewnik. Tyle razy byłam w Krakowie, a tu nie było mi "po drodze". Chodzę samodzielnie, a 1 stycznia odwiedziłam Sanktuarium, będę wracać i nie zapomnę dzięki komu jestem samodzielna i nie jestem dla nikogo ciężarem.