Zachorowałam na raka wewnatrzwątrobowych dróg żółciowych, będąc w ciąży. Córeczka przyszła na świat w 35 tygodniu ciąży cała i zdrowa, nie przebywała chwili w inkubatorze. Po cięciu cesarskim miało się odbyć konsylium na Banacha w sprawie operacyjności raka. Rak naciekał na prawe odgałęzienie żyły wrotnej, na drogi zewnątrzwątrobowe, na prawie całą wątrobę. Przed konsylium trzeba było zrobić mi jeszcze tomograf komputerowy. Czekając na tomograf, porozmawiałam z Jezusem, powtarzając jak mantrę słowa: Panie Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij. Nagle ogarnął mnie wielki spokój, poczułam, że wszystko się uda. Poszłam na badanie, a po badaniu postanowiłam pójść do kaplicy szpitalnej, gdzie ujrzałam na ołtarzu głównym obraz Jezusa Miłosiernego. Rozpłakałam się bo wiedziałam, że Jezus dał mi znak, że operacja się odbędzie. Operacja się odbyła. Trwała 12h. Podczas tej operacji straciłam tylko pół litra krwi, wszytko się udało. Wątroba, która mi została, odrosła do takich rozmiarów, że lekarze nigdy w życiu nie widzieli, żeby komuś odrosła taka piękna wątroba po tak rozległej resekcji. Teraz jestem na chemioterapii i radioterapii, cały czas zawierzając się Jezusowi Miłosiernemu, czując Jego obecność. Panie Jezu, ufam Tobie.