W 2010 roku, miesiąc po śmierci taty, dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wkrótce okazało się że zagrożonej. Musiałam iść do szpitala, gdzie okazało się ,że mam krwiak w całej macicy. lekarz spytał, czy zależy mi na tej ciąży... a ja pragnęłam dziecka. Staraliśmy się o nie z mężem już długo. Pobyt w szpitalu trwał trzy dni, trzeciego dnia okazało się, że cudownie zmalał krwiak, a ja mogę wrócić do domu. Koleżanka zadzwoniła do mnie, że jej mama dała na Mszę za nasze zdrowie i modlił się cały kościół. Więc stąd mój mały prywatny cud. Dziś już 10-letni :-). Niech miłosierdzie Boże rozleje się na cały świat i uzdrowi nas wszystkich.