Michał
O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię. Tata miał wypadek, stracił świadomość i tylko na chwilę ją czasem odzyskiwał. W każdej chwili mógł umrzeć. Po około miesiącu wyszedł ze szpitala. Nie potrafił nic robić sam. Brat, który nim się zajmował, nie był za bardzo chętny do informowania, co się z nim dzieje. Wtedy przyszło mi na myśl, by poprosić Boga o natchnienie w chwili śmierci taty, bym mógł...
Czytaj całe świadectwo
O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię. Tata miał wypadek, stracił świadomość i tylko na chwilę ją czasem odzyskiwał. W każdej chwili mógł umrzeć. Po około miesiącu wyszedł ze szpitala. Nie potrafił nic robić sam. Brat, który nim się zajmował, nie był za bardzo chętny do informowania, co się z nim dzieje. Wtedy przyszło mi na myśl, by poprosić Boga o natchnienie w chwili śmierci taty, bym mógł za niego odmówić Koronkę za konających. Minęły od tego czasu 3 lata. I któregoś dnia lipcowego pogotowie zabrało go na intensywną terapię. Praktycznie nie mieliśmy żadnych informacji, nawet odwiedzić nie mogliśmy go. Tylko raz odebrano telefon i na tym koniec. Zero informacji. 23 lipca około 19 godziny poczułem ogromne pragnienie odmówienia Koronki za mojego tatę. Potem wysłałem sms do znajomego, który też modli się za konających. Po tym smsem wysłałem imie taty na numer, gdzie zgłasza się konających. O 21.00 położyłem się spać, gdyż często wstaję o 4 nad ranem. Zbudziło mnie wtedy kolejne pragnienie, by poprosić o wstawiennictwo św. Siostrę Faustynę. Odmówiłem wtedy litanie do niej. Tata zmarł tego dnia o 22.10, o czym zostałem rano poinformowany. Zrozumiałem wtedy, że Bogu bardziej na nas zależy niż nam się wydaje.