Mam na imię Maria, chcę dać świadectwo mojego zaufania do Pana Boga. Ponad trzydzieści pięć lat temu wyszłam za mąż. Wkrótce okazało się, że mój mąż jest alkoholikiem. Nie miałam pojęcia co to znaczy. Potem okazało się, że nie możemy mieć dzieci. Jednak moja wiara wyniesiona z domu rodzinnego nie pozwalała mi się z tym zgodzić. Usilnie prosiłam Boga o cud narodzin, szczególnie bliska była mi tajemnica zwiastowania Najświętszej Maryi Panny i nawiedzenia świętej Elżbiety. Powiedziałam : Boże jeden krzyż zniosę, drugiego nie dam rady. Po ponad sześciu latach starań o dziecko proponowano mi adopcję. Za miesiąc po tej wizycie byłam w ciąży, w którą nikt z mojej rodziny nie wierzył. Ja od prawie samego początku byłam o tym przekonana. Urodziłam syna, który po części przyczynił się swoim młodym życiem do pogłębienia mojej wiary. Jestem Bogu bardzo wdzięczna za ten dar. Bóg dał mi dziecko prawe i pobożne. Od samego początku i do dzisiaj, a jest dorosły i samodzielny, codziennie dziękuję Bogu za okazane miłosierdzie. Jestem różnie postrzegana przez innych, dających „dobre rady w sprawie męża". Ja nieustannie trwam w Bogu i modlę się nieustannie o jego uzdrowienie. Przeszłam przez to i idę dalej dzięki bardzo bliskiej relacji z Panem i Jego miłości. Odmówiłam wiele modlitw w jego intencji, uczestniczyłam w Mszach o uzdrowienie, jednak Boży plan jest inny. Bóg wynagradza mnie w innych darach, na które nie zasłużyłam. Rok temu w wigilię Bożego Miłosierdzia, tydzień po Wielkanocy, podczas snu miałam widzenie Pana Boga - oko pełne światła i ciepła nieznanego dotychczas, okalające całe moje ciało i umysł - było nieprzebranym dobrem , nieznanym mi na ziemi. Od pierwszych chwil miałam przekonanie, że to Bóg przychodzi do mnie. Za tym przeogromnym światłem ukazała się postać Pana Jezusa w wizerunku znanym nam z obrazów świętych. W tym miejscu chcę podkreślić, że nie jestem święta, bardziej się potykam niż inni. Moje relacje z Jezusem pogłębiło wcześniejsze czytanie i rozważanie "Dzienniczka" Siostry Faustyny, który wszystkim polecam, który nauczył mnie codziennej, stałej rozmowy i relacji pogłębionej z Panem jako najlepszm przyjacielem, poddania się Jego woli. Podczas jednej z adoracji przy obrazie Jezusa Miłosiernego: Jezu, ufam Tobie, po Komunii Świętej poczułam przecudną woń. Szybko rozejrzałam się po kościele, ale nikt nie przechodził koło mnie. Wtedy zerknęłam na obraz i pytam: Panie, to Ty? Piszę to, byście wszyscy uwierzyli w Jego sprawczą moc i Jego miłość. Wierzę i mam nadzieję, że Pan uwolni i uzdrowi mojego męża, pomimo że ten krzyż przyjęłam świadomie i dobrowolnie - co byłaby warta moja wiara bez tych przymiotów?