Monika
Mój tata bardzo poważnie zachorował. W czasie wirusa nie mogliśmy znaleźć lekarza. W noc poprzedzającą zabranie go do szpitala byl już w tragicznym stanie. Zapadłam się w sobie, płakałam tak bardzo jak jeszcze nigdy, nie mogłam się uspokoić, paniczny lęk i bezradność mnie pokonały. Zaczęłam wzywać Siostrę Faustynkę o pomoc bardzo żarliwie. W jednej chwili całkiem się uspokoiłam, przestałam płakać i ogarnął mnie...
Czytaj całe świadectwo
Mój tata bardzo poważnie zachorował. W czasie wirusa nie mogliśmy znaleźć lekarza. W noc poprzedzającą zabranie go do szpitala byl już w tragicznym stanie. Zapadłam się w sobie, płakałam tak bardzo jak jeszcze nigdy, nie mogłam się uspokoić, paniczny lęk i bezradność mnie pokonały. Zaczęłam wzywać Siostrę Faustynkę o pomoc bardzo żarliwie. W jednej chwili całkiem się uspokoiłam, przestałam płakać i ogarnął mnie totalny spokój. Miałam przekonanie, że przeżyje i wszystko będzie dobrze. Zasnęłam. Choroba nie znikła, ale najgorsze za nami! Bogu niech będą dzięki, Siostrze Faustynce oddaj swój lęk! JEZU, UFAM TOBIE.